Archive | 2014/09/13

Co dalej z Teatrem Żydowskim? [KOMENTARZ]


Co dalej z Teatrem Żydowskim? [KOMENTARZ]

IZABELA SZYMAŃSKA 2014-09-13

Teatr Żydowski Fot. Adam Stępień / Agencja Gaze

Teatr Żydowski Fot. Adam Stępień / Agencja Gaze

Co powinno się wystawiać w Teatrze Żydowskim? Kto mógłby nim kierować? – zastanawia się w komentarzu Izabela Szymańska. Ratusz odsuwa wybór nowego dyrektora. “Wakat może potrwać do stycznia” – zapowiedział w piątek w radiu RDC dyrektor miejskiego biura kultury Tomasz Thun-Janowski. Sceną przez ponad 40 lat kierował Szymon Szurmiej, który zmarł 16 lipca. Jego obowiązki pełni zastępczyni i wdowa po reżyserze Gołda Tencer.

Kultura żydowska i izraelska to coraz ciekawsza część wydarzeń artystycznych w Warszawie. Niedawno wystąpił Asaf Avidan, izraelska gwiazda pop-rocka. Nadar Rosano, choreograf z Tel Awiwu, przygotował spektakl z Teatrem Tańca Zawirowania. Mamy Dom Kereta nawiązujący do jednego z najpopularniejszych izraelskich pisarzy. Są festiwale filmów, Muzeum Historii Żydów Polskich, a w klubie Pardon To Tu można usłyszeć nowatorską muzykę inspirowaną tradycją żydowską. Jak na tym tle wypada Teatr Żydowski?

Ze sceną przy pl. Grzybowskim problem jest od lat. Kiedy w 2008 r. marszałek Mazowsza przekazał ją miastu, oczekiwano przełomu. Na naszych łamach krytyk teatralny Janusz Majcherek komentował: “To teatr, który uprawia folklorystyczną galanterię i bardzo powierzchownie mówi o kulturze żydowskiej. Od kilkudziesięciu lat nic się tam nie zmienia. Trzeba mieć sensowny pomysł, co zrobić, by stał się sceną żywą artystycznie”.

W 2010 r. pracownicy zarzucali dyrekcji, że repertuar to zestawy tych samych od dekad szmoncesów. Mają tylko nowe dekoracje, tytuł i podział ról. Wyjątki zdarzały się rzadko. „Kiedy zrealizowane na zasadzie wielkiego eksperymentu (i traktowane z równie wielką nieufnością) spektakle Piotra Cieplaka ( »Księga raju « Icyka Mangera) i Michała Zadary ( »1666 « według »Szatana w Goraju « Singera) nie okazały się oszałamiającymi sukcesami, z ulgą powrócono do sprawdzonego przepisu: sztetl-szmonces-szlagiery” – pisała Aneta Kyzioł w „Polityce”.

Przez ten czas nie zmieniło się kierownictwo sceny, które pracownicy oskarżali o mobbing i nepotyzm: grają i reżyserują dzieci Szurmieja (Jan, Lena, Małgorzata i Dawid) oraz dzieci Jana i wnuki Szymona (Joanna Szurmiej-Rzączyńska i Jakub Szurmiej). Wicedyrektorką od 2009 r. jest Gołda Tencer, aktorka oraz założycielka i szefowa fundacji Shalom z siedzibą w teatrze.

Dziś coraz częściej pada pytanie: jakie plany wobec niego ma ratusz? Ale miasto odsuwa podjęcie decyzji. Co więcej, nie wiadomo, czy przeprowadzi konkurs na dyrektora, czy go mianuje. Kiedy Ewa Wanat z radia RDC nie kryła zaskoczenia, dyrektor biura kultury odpowiedział: “Wszędzie, gdzie będziemy potrzebowali debaty, pluralizmu propozycji i ofert, tam będziemy organizowali konkursy. Zrobiliśmy dwa, a w siedmiu przypadkach mianowaliśmy dyrektorów i nikt w tej sprawie nie protestował”.

twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Coraz więcej niechęci wobec cudzoziemców. To początek końca “otwartej Szwecji”?

Coraz więcej niechęci wobec cudzoziemców. To początek końca “otwartej Szwecji”?

Jimmie Åkesson lider skrajnie prawicowej partii Szwedzcy Demokraci EPA/EPA

Jimmie Åkesson lider skrajnie prawicowej partii Szwedzcy Demokraci zrodlo: EPA/EPA

Postrzegana przez lata jako ostoja stabilności i tolerancji Szwecja ma poważne problemy z polityką imigracyjną. Z obawy przed rosnącymi kosztami opieki nad osobami ubiegającymi się o azyl, cześć społeczeństwa zaczęła kwestionować politykę otwartych drzwi prowadzoną w tym kraju od dziesięcioleci. Korzysta na tym partia Szwedzcy Demokraci, proponująca radykalne zmiany. W niedzielę Szwedzi idą do urn, by wybrać nowy parlament.

W dopasowanym garniturze, z wygładzoną fryzurą i w hipsterskich okularach, 35-letni Jimmie Åkesson wygląda bardziej jak urzędnik niż radykalny prawicowy polityk. Tymczasem to właśnie Åkesson, lider partii Szwedzcy Demokraci (Sverigedemokraterna), coraz bardziej wstrząsa szwedzką sceną polityczną. Myśl przewodnia jego partii to ograniczenie napływu imigrantów o 80-90 proc. – Lepiej dla imigrantów będzie, by zamiast przyjeżdżać do Szwecji, zostali w swoich krajach – przekonuje Akesson, a jego opinię podziela coraz więcej Szwedów.

Według ostatnich sondaży jego partia – która wyrasta na na trzecią siłę polityczną w kraju, po socjaldemokratach i konserwatystach – może w niedzielnych wyborach liczyć nawet na 10 procent głosów. Jeśli to się uda, byłby to najlepszy wynik SD w historii, w porównaniu z rokiem 2010 poparcie dla tego ugrupowania wzrosłoby niemal dwukrotnie (w wyborach cztery lata temu otrzymali 5,7 proc. głosów, wcześniej zawsze uzyskiwali mniej niż 3 proc.). To spory zysk , zważywszy na to, że do połowy lat 90. XX wieku Szwedzcy Demokraci byli uważani za grupę ekstremistów z nazistowskimi ciągotami. Ich antyimigracyjne poglądy od tamtej pory niewiele się zmieniły z tym, że dziś stawiają siebie na pozycji strażnika państwa opiekuńczego. W poprzednich wyborach wypuścili spot wyborczy, w którym typowa szwedzka emerytka idzie odebrać pieniądze z banku, ale zostaje brutalnie zepchnięta na bok przez grupę kobiet w burkach. Jak wyjaśnia lektor, przyszedł czas wyboru – albo rząd zmniejszy wydatki na imigrantów, albo na emerytów.

Kampania wyborcza, której elementem była reklama, okazała się na tyle skuteczna, że w 2010 roku partia weszła do szwedzkiego Riksdagu uzyskując 20 na 349 mandatów. Wszystko wskazuje na to, że teraz będzie ich jeszcze więcej.

W Södertälje więcej uchodźców z Iraku niż w USA

Kwestia imigrantów ma w Szwecji istotne znacznie. Przez dziesiątki lat kraj ten otwierał się na uchodźców z Bośni, Iraku czy Somalii. Według oficjalnych danych, w tym dziesięciomilionowym państwie mieszkają reprezentanci aż dwustu narodowości, a 17 proc. mieszkańców ma obce pochodzenie. Wskaźnik ten jest najwyższy wśród wszystkich państw skandynawskich i jeden z najwyższych w Europie.

Tylko w ubiegłym roku Szwecja otrzymała łącznie 54 tys. wniosków o azyl (przyjęto blisko połowę), co w porównaniu z rokiem 2012 daje 24-procentowy wzrost. W bieżącym roku liczba wniosków wyniosła już 80 tys.

– Szwecja ma niezwykle otwarty i solidarny stosunek do uchodźców wojennych, w tej chwili przyjmuje bardzo wiele rodzin np. z Syrii – mówi portalowi tvn24.pl Katarzyna Tubylewicz, polska pisarka mieszkająca w Szwecji. – Jest to chyba przede wszystkim kraj paradoksów i kontrastów, w którym marzenie o otwartości i tolerancji ściera się z dawnymi przyzwyczajeniami społeczeństwa, które było przez całe lata całkowicie homogeniczne i w którym ceni się takie wartości jak konsensus, o który często trudniej w wielokulturowym towarzystwie – dodaje.

Ale nie tylko o kulturową odmienność tu chodzi. Problemy z imigrantami rozgrywają się na tle wielkich wyzwań gospodarczych. Polityka imigracyjna otwartej Szwecji została sformułowana w latach 70. XX wieku, w czasie, kiedy Szwecja była czwartym najbogatszym krajem na świecie, a stopa bezrobocia utrzymywała się nieco powyżej zera. Łatwo wtedy było być hojnym. Teraz jednak wzrost gospodarczy jest słaby, głównie z powodu kryzysu finansowego z 2008 roku (w dużej mierze jest to konsekwencja spadku napływu inwestycji zagranicznych, które z 250 mld koron szwedzkich w 2008 r. spadły prawie do zera w 2010). Bezrobocie uparcie tkwi zaś, jak podaje Eurostat, w granicach ośmiu procent.

– Szwecja jest z jednej strony krajem, który znajduje się w europejskich forpocztach jeśli chodzi o niesienie pomocy uchodźcom wojennym i dawanie im azylu (warto przypomnieć, że swego czasu mała miejscowość pod Sztokholmem, Södertälje, przyjęła więcej uchodźców z Iraku niż całe USA), a z drugiej strony – jest też krajem, w którym imigrantom, zwłaszcza tym spoza Europy, wyjątkowo trudno asymilować się na rynku pracy – mówi Tubylewicz. Potwierdzają to statystyki, według których imigrant w Szwecji potrzebuje 10 lat, by znaleźć pracę.

Tubylewicz wskazuje też na problem coraz bardziej widocznej segregacji mieszkaniowej, której efektem jest podział na dobre i złe dzielnice oraz etniczne getta. Do tego imigranci muszą zmierzyć się z mniej lub bardziej ukrytymi formami rasizmu. – Ponieważ częścią tożsamości szwedzkiej przez wiele lat było przekonanie o tym, że wszyscy Szwedzi są tolerancyjni i solidarni, bardzo długo nie dyskutowało się na temat tych problemów, pozwalając im narastać. Szwedzcy Demokraci wypełnili więc pewną niszę. Są niestety dowodem na to, że nie ma na świecie krajów, w których wszyscy są tolerancyjni – zaznacza Tubylewicz.

Czytaj dalej tu: Coraz więcej niechęci…

twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Wielka pokusa – tragiczne losy polskich Żydów po II wojnie światowej

Wielka pokusa – tragiczne losy polskich Żydów po II wojnie światowej

Jacek Tomczuk

Jacek Tomczuk

Newsweek: W moim rodzinnym Augustowie przed II wojną światową 20 procent mieszkańców stanowili Żydzi. Dziś nie ma śladu po synagogach i getcie, z którego wywieziono ponad dwa tysiące osób. Macewy z cmentarza posłużyły do budowy ulic i wciąż leżą pod asfaltem. Czemu nie chcemy pamiętać?

Barbara Engelking: – Jest różnica między upamiętnieniem a pamięcią. To, że w sferze publicznej nie ma informacji o tym, gdzie Żydzi żyli i ginęli, nie znaczy, że w augustowskich domach o nich się nie mówi. Ale w wielu polskich miasteczkach, ostatnio widziałam to w Siemiatyczach, są odnowione synagogi i tablice upamiętniające obecność Żydów. Nie zgadzam się, że temat żydowski jest nieobecny. Gdyby pan dzisiaj spytał w Warszawie, gdzie jest Umschlagplatz, na pewno więcej osób by wiedziało niż 20 lat temu.

Łódzkie getto fot. Archiwum Walter Geneweina

Łódzkie getto fot. Archiwum Walter Geneweina

Barbara Engelking: – A ile by nas zadowoliło? Nie wymagajmy zbyt wiele. Widzę inny problem: polonizujemy historię Żydów, trochę ją zawłaszczamy, na przykład zaczęto mówić o Warszawie jako mieście dwóch powstań. To rodzaj upupiania. Czy my na pewno dobrze wiemy, o co oni walczyli w kwietniu 1943 roku? Czy to w ogóle było powstanie? Taką nazwę przypisano tamtemu zrywowi później, sami Żydzi mówili o walce, oporze, o samoobronie. A z drugiej strony w szkołach nie uczy się o Jedwabnem.

Newsweek: Dlaczego?

Barbara Engelking: – Może dlatego, że ktoś musiałby zdecydować, jaka jest obowiązująca wykładnia tamtych wydarzeń – czy przy paleniu stodoły z żydowskimi mieszkańcami Jedwabnego byli Niemcy, czy nie? Czy zrobili to Polacy? Pod przymusem czy z własnej inicjatywy? A jak nie ruszamy tematu, to jest spokój.

Czytaj dalej tu: Wielka pokusa…

twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com