Zburzyć dom Żydów

Zburzyć dom Żydów

Andrzej Koraszewski


Pisze Pani o zdjęciach oddziaływujących na nasze emocje. Odczuwa Pani niepokój z powodu tego polowania na nasze uczucia. Opisuje Pani konkretne zdjęcie ofiar zamachu, dwie kobiety trzymają się za ręce, leżą martwe na chodniku, trzymające się za ręce postaci młodych kobiet. W czwartym akapicie pisze Pani, że chodzi o zamach w tureckim mieście na granicy z Syrią, że zginęły 32 osoby, że jedna z ofiar była kurdyjską lekarką. Nie pyta Pani co oznacza zamach terrorystyczny ISIS na terenie Turcji, nie pisze Pani, że miasto jest głównie kurdyjskie i zamach skierowany był przeciwko Kurdom, że ofiarami byli uczestnicy spotkania Kurdyjskiej Federacji Socjalistycznej Młodzieży.

Ma Pani poczucie, że to zdjęcie jest bezpłatną reklamą, że dają ISIS reklamę i sławę.

Powiedzenie, że jedno zdjęcie jest warte więcej niż tysiąc słów, jest od dawna banałem. Powtarzane jest w kółko od 1911 roku. W miarę pojawiania się coraz lepszego sprzętu fotograficznego i coraz lepszych technik druku, zdjęcia wypychały z gazet coraz więcej tekstu. W dobie Internetu i fotografii cyfrowej przechodzimy do komunikacji obrazkowej.

Pani pytanie, czy powinniśmy dokumentować zdjęciami każdą kroplę przelanej krwi, jest zasadne. Ważna jest uczciwa pełna informacja. Informacja o faktach, która nie ma wyłącznie na celu wywołania w nas uczuć gniewu i oburzenia, która będzie rzetelną relacją o tym, co się stało i pozwoli na samodzielne wyrobienie sobie opinii.

Nie jestem pewien, czy podzielam Pani zdanie, że to zdjęcie jest reklamą, lub chociażby kryptoreklamą ISIS. Oczywiście nie mam pojęcia jak takie zdjęcie działa na ludzi z patologiczną osobowością.

Oglądałem niedawno zdjęcia z nagranego przez ISIS wideo, na którym dziesięciolatek podrzyna gardło związanemu mężczyźnie. Sam fakt przekazania światu tej filmowej dokumentacji świadczy, że są dumni ze swojego barbarzyństwa i są przekonani, że to bestialstwo może być dla wielu atrakcją. Czy powinniśmy widzieć te zdjęcia, czy wystarczy ograniczyć się do słów? Nie wiem, nie bardzo rozumiem co może oznaczać w tym kontekście słowo „powinniśmy”?

Zamach w tureckim, kurdyjskim mieście jest dla mnie powodem do pytań poważniejszych. Wzburzona zdjęciem wspomina go Pani marginalnie, a przecież ten zamach był atakiem na ideę budowania domu Kurdów. Idea budowania domu Kurdów jest bardziej znienawidzona przez Turków niż przez ISIS. Od stuleci morduje się za samą myśl o domu Kurdów. ISIS nienawidzi Kurdów tylko za to, że się bronią. Właśnie prezydent Obama wydał przyzwolenie na ludobójstwo Kurdów przez Turcję. Turcja rozpoczęła bombardowanie irackich Kurdów. John Kerry nie pojedzie z misją pokojową do Istambułu. Europejskie media również nie okazują najmniejszego zaniepokojenia. Wszystko jest wspaniale.

Czy słyszała Pani o stowarzyszeniach solidarności z Kurdami? Ja nie spotkałem takich stowarzyszeń. Nie widziałem również zdjęć ludzi chodzących na ulicy z plakatami „Jestem Kurdem”. Nie było takich demonstracji, kiedy Saddam Husajn użył broni chemicznej mordując całe kurdyjskie wsie, nie było ich, kiedy ISIS oblegał Kobane, ani kiedy w Turcji mordowano Kurdów demonstrujących na rzecz swoich rodaków po drugiej stronie granicy. Teraz ISIS zaatakował Kurdów na terenie Turcji. Turecki premier odrzuca oskarżenia, że turecka policja coś zaniedbała. A czy turecki wywiad mógł ISIS w czymś pomóc? Lepiej nie wkraczać na teren niebezpiecznych spekulacji. Wiemy z pewnością (w oparciu o rzetelne badania), że w społeczeństwie tureckim są silne sympatie do ISIS i jeszcze silniejsza nienawiść do Kurdów.

Czytałem niedawno artykuł wspaniałej tureckiej dziennikarki, Uzay Bulut, która również wspomina ten zamach w Suruç tylko marginalnie. Pani czytelnik zareagował na Pani artykuł atakiem na Amerykę i inne kraje zachodnie, twierdzi, że wszystkie okropności w muzułmańskim świecie są winą Zachodu. Mieszkająca w Ankarze Uzay Bulut ma na ten temat inne zdanie. Ta wychowana w muzułmańskiej rodzinie dziennikarka pisze między innymi:

„Za każdym razem kiedy ISIS, Boko Haram, Iran, lub jakakolwiek grupa terrorystyczna jest przedmiotem dyskusji, wielu ludzi uważa, że winnym za dokonane przez nich zniszczenia i morderstwa jest Zachód. Nic nie mogłoby być dalsze od prawdy. Obwinianie narodów Zachodu za złe strony świata muzułmańskiego jest po prostu odmianą ksenofobii i próbą zepchnięcia winy, co nie pozwala nam zrozumieć prawdziwej przyczyny problemu.”

Uzay Bulut przypomina, że we wszystkich miejscach na świecie, które są zdominowane przez islam, obserwujemy dyskryminację mniejszości religijnych, kobiet, liberałów, opozycji politycznej. W tej dyskryminacji biorą również udział muzułmanie niemający żadnych związków z grupami islamistycznymi. Pisze, że idea dżihadu, czyli podporządkowania nie-muzułmanów muzułmanom (własnej odmiany) jest głęboko zakorzeniona w świętych pismach, w historii islamu i w mentalności muzułmańskich społeczeństw.

Wychowana w religii muzułmańskiej turecka dziennikarka przypomina, że od siódmego wieku armie muzułmańskie najeżdżały i grabiły ziemie żydów, chrześcijan, hindusów, buddystów, zaratusztrian i innych. Muzułmanie byli i nadal są kolonialistami, którzy przynoszą zacofanie i wojnę z wszelkim oświeceniem. Ona również jest krytyczna wobec Zachodu, jej krytyka ma jednak inny charakter niż krytyka formułowana przez Pani czytelników. Jeden z wielu Pani czytelników pisze:

„USA (i niezapomnijmy tu o roli Izraela) zamieniła Bliski Wschód i północną Afrykę w morderczy koszmar, w wojenną pożogę. Khadafi , który w Afryce był przeszkodą dla AFRICOM został usunięty i wszelkiego rodzaju paramilitarne grupy szkolone i wyposażone przez US mordują i palą całe regiony -The U.S. Military Swarms Over Africa.”

Uzay Bulut widzi to troszkę inaczej:

„Powinniśmy także krytykować Zachód – i innych, jak Organizację Narodów Zjednoczonych i jej wypaczony raport z wojny w Gazie – za popieranie tych, którzy dumnie dokonują ataków terrorystycznych przeciwko cywilom izraelskim, i powinniśmy krytykować Zachód za nie stanięcie po stronie państwa Izrael w obliczu ludobójczej nienawiści do Żydów. […]Działacze praw człowieka i akademicy na Zachodzie kłamią muzułmanom o ich kulturze, jak też kłamią, kiedy ostro krytykują i zwalają na Amerykę, Europę lub „syjonistów” winę za problemy muzułmanów; to nigdy nie może doprowadzić do żadnego pozytywnego rozwoju w świecie muzułmańskim. Za te problemy odpowiedzialna jest kultura islamska i ideologia religijna.”

Dla tych Pani czytelników bohaterami a zarazem ofiarami Zachodu są postaci takie jak Chomeini, Saddam Husajn, Muammar Kaddafi, Mursi czy przywódcy Hezbollahu i Hamasu. Turecka dziennikarka jest przekonana, że imperialne idee podparte nienawiścią do Zachodu, do wszelkiego humanizmu i wspierającą tę nienawiść antyżydowską obsesją, to zagrożenie dla muzułmańskiego świata i dla wszystkich innych.

Zdaje się, że już opowiadałem Pani, że zajmowałem się kiedyś historią gospodarki. Moim mistrzem był jedyny czarny laureat nagrody Nobla w ekonomii, Arthur W. Lewis. Lewis poświęcił swoje życie badaniom przyczyn niepowodzeń reform gospodarczych w krajach trzeciego świata. Nie był specjalnie popularny, bo nie interesowała go krytyka kolonializmu, ani Zachodu. Jego badania pokazywały niedwuznacznie, że główny ciężar winy spoczywał na rodzimych elitach, że władze kolonialne nie zakazywały oświaty, ani reformy rolnej, że stare elity broniły feudalnego porządku, a nowe karmiły się niezadowoleniem mas, ale ani jedne, ani drugie nie troszczyły się ani o uwłaszczenie ludu, ani o wolny handel, ani o równość wobec prawa. Kolonialiści przynosili więcej postępu niż chciały na to pozwolić miejscowe elity. Nie była to w żaden sposób pochwała kolonializmu, prowadził drobiazgowe badania, które pokazywały, że w jednych krajach udawało się przerwać obroty błędnego koła, a w innych, przy podobnych lub nawet mniejszych przeciwnościach losu, widzieliśmy pogłębiające się zacofanie.

Odnosi się wrażenie, że ci Pani czytelnicy doskonale czuliby się w odurzonym zbiorową nienawiścią tłumie wrzeszczącym „Śmierć Ameryce, śmierć Izraelowi”. Pojawia się zasadne pytanie: jak osiąga się ten stan zbiorowego odurzenia nienawiścią?

Uczestnicy tych tłumów mogą być w najwyższym stopniu oburzeni zdjęciową dokumentacją barbarzyństwa ISIS i równocześnie patrzeć obojętnie na publiczne egzekucje w Iranie, a nawet żądać kary śmierci na tych, którzy ujawniają, co dzieje się w irańskich więzieniach. Problem publikacji zdjęć dokumentujących zbrodnie jest bardzo poważny.

Czy zna Pani zdjęcia Margaret Burke-White z Buchenwaldu zrobione w kwietniu 1945 roku? Czy pokazywanie tych zdjęć kolejnym pokoleniom jest rzeczą niewłaściwą? Być może ważny jest kontekst i intencje?

Generał Eisenhowernakazał wówczas sporządzenie zdjęciowej i filmowej dokumentacji, by nikt nie mógł powiedzieć, że tego wszystkiego nie było. Dziś te zdjęcia pokazywane są rzadko, pewnie ze względu na ich drastyczność.

Obraz publikowany w gazecie, pokazywany w telewizji, w Internecie, przekazywany za pośrednictwem twittera nie zawsze jest dokumentacją, czasem jest fałszerstwem, może być również prawdą. Niemieccy naziści ogłosili światu prawdę o zbrodni katyńskiej. Świat zachodni odmówił wiary, polscy politycy, badacze i dziennikarze mieli poważny problem. Było bardzo wiele poszlak by podejrzewać, że wiele tysięcy polskich oficerów zostało zlikwidowanych przez NKWD. Samo badanie niemieckiej dokumentacji wydawało się naszym zachodnim sojusznikom czymś wielce niestosownym.

Rola obrazu w mediach i propagandzie to wielki problem. Czy zbierała Pani kiedyś znaczki pocztowe? Dziś to już nie jest modne. Przekaz za pośrednictwem znaczka docierał również do tych, którzy nie szukają informacji. Chciałbym Pani opowiedzieć o dwóch znaczkach pocztowych. Pierwszy z nich pochodzi z Iranu, puszczony w obieg w 1991 roku, był wydany z okazji dnia Dziecka. Widzimy na nim kilkuletniego chłopca rzucającego kamieniem w szybę z gwiazdą Dawida. Ten znaczek przypomniał mi relacje jak pod koniec XIX wieku jemeńscy Żydzi zwrócili się do władz w Istambule ze skargą na ciągłe wybijanie szyb przez jemeńskie dzieci. Nakazano władzom jemeńskim, żeby coś z tym zrobiły, odpowiedź brzmiała, że nie można tego zakazać, jest to trwająca od setek lat tradycja. Być może zapomniałbym o tej historii, gdyby nie opowieść brata mojej matki z Poznania, który zaraz po pierwszej wojnie światowej został zapisany do polskiego harcerstwa, gdzie pod nadzorem zastępowych bawiono się w wybijanie szyb w żydowskich domach. Ten znaczek pocztowy wydany z okazji Dnia Dziecka jest zaledwie uzupełnieniem setek przemówień polityków, miliardów dolarów przeznaczonych nie na rozwój, a na zbrojenie każdego, kto wyraża ochotę zabijania Żydów, dorocznych obchodów Al-Quds i militarnych planów wymordowania tak żydowskich, jak i arabskich mieszkańców Izraela.

Zastanawiam się, który obraz wywołuje mój głębszy protest – zdjęcie dwóch ofiar zamachu na uczestników spotkania kurdyjskiej socjalistycznej młodzieży w Turcji, czy ten irański znaczek pocztowy?

Drugi znaczek, o którym chciałbym Pani opowiedzieć puszczono w obieg dziesięć lat później w Iraku. Jego cel był podobny, miał wywołać uczucia solidarności z Palestyńczykami i przekonać społeczeństwo irackie, że Irak nienawidzi Żydów porządniej niż ci wstrętni Irańczycy. Symbolem jest oczywiście sprawa al-Dury, prawdopodobnie jedno z największych kłamstw w propagandzie arabskiej.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com