Archive | October 2025

Against All Odds, I Saw Signs of Hope for Israel and America at the United Nations


Against All Odds, I Saw Signs of Hope for Israel and America at the United Nations

Anne-Sophie Sebban-Bécache


Members of the United Nations Security Council vote against a resolution by Russia and China to delay by six months the reimposition of sanctions on Iran during the 80th UN General Assembly in New York City, US, Sept. 26, 2025. Photo: REUTERS/Eduardo Munoz

This year’s session of the United Nations General Assembly opened on Rosh Hashanah. I arrived in a somber mood: France’s unilateral recognition of the State of Palestine — echoed soon by others — had the potential to trigger an inexorable escalation between two camps: Europe and the UN on one side, and Israel and the US on the other.

This is the cynical strategy that Hamas has pursued since October 7, 2023: draw Israel into a war that would ultimately delegitimize it on the international stage.

The Palestinian Authority (PA), by other means, is chasing the same end. Recognizing a state of “Palestine,” in this environment, is a gift to the regimes in power Hamas on one side, the PA on the other — and an affront to those truly committed to a better future for the region.

The week of diplomatic meetings and speeches at the UN unfolded across the days between Rosh Hashanah and Yom Kippur — a time of introspection, judgment, and renewal.  Throughout our meetings, I was reminded that reality is never as binary as it may seem, and that fatalism is not — and can never be — a Jewish posture.

In the corridors of multilateral diplomacy, escape routes began to appear: frank glances, sincere handshakes, whispered confidences that can carry more weight than thundering declarations.

Ukrainian President Volodymyr Zelensky emerged confident from his meeting with President Donald Trump, who for the first time explicitly held out the prospect of “victory” for Ukraine — perhaps a sign that old alliances are finally snapping back into place. No less significant is the long awaited, increasingly open alignment between Israel and Ukraine. The Baltic states — Latvia foremost — say it plainly: their own security, also threatened by Vladimir Putin, requires a strategic partnership not only with the United States but also with Israel, notably to acquire some of the most sophisticated anti‑drone detection systems — a goal set for year‑end.

This realignment gives us reason to hope again: could the geopolitical chessboard at last be stabilizing? When we exchanged Shana Tova greetings with President Zelensky, we could feel the hope — and the prospect — of a shared victory in the year ahead: for Ukraine, for the Jewish people, and for Israel.

Which brings us back to the issue of recognition. In New York and across European capitals, many headlines proclaimed Israel’s historic isolation. That emerging isolation is real — but it is not all encompassing, and it demands context. Allies still exist, including in Europe. Those who have faced war against ruthless enemies — like a senior Bosnian official we met, a former soldier in the 1993 war, or those in the East living under the constant threat of a hostile neighbor — understand intimately what a small, encircled state like Israel endures.

Others farther afield are speaking up as well, especially in sub‑Saharan Africa. From Guinea‑Bissau to the Democratic Republic of the Congo under President Félix Tshisekedi, whom we met for the first time, there is a tangible desire to accelerate development through stronger partnerships with the United States and Israel — across agriculture, health, energy, and cybersecurity. These are not empty promises; they are roadmaps. Foundations are being laid for durable friendships on a continent that, by 2050, is projected to account for a quarter of the world’s population.

At American Jewish Committee (AJC), by maintaining and broadening high‑level dialogue, and by continuing to open new doors for Israel and the Jewish people, we are rekindling the realm of the possible where others insist there is no way out. Ours is a diplomacy that repairs rather than flatters: it demands effectiveness to move history forward and rests on long‑term loyalty and active patience.  

Against the odds — just when this UNGA week seemed poised to widen the growing chasm between Israel and Europe — a path toward peace and stability began to emerge.

As world leaders continued to meet in New York, President Trump, speaking at the White House after conferring with Prime Minister Netanyahu, announced a plan that could bring an end to the Israel-Hamas war, bring the hostages home, and secure a more peaceful, prosperous future for civilians in Gaza. The plan, as of this writing, has been welcomed by the European Council and already garnered support across the Arab and Muslim-majority world.

The road ahead will be long and the obstacles immense, but we have learned to draw hope from darkness. That is our task — and, I believe, our victory.


Anne-Sophie Sebban-Bécache is the Vice President Europe, AJC.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Sukkot w getcie warszawskim

Leopoldus Pilichowski: Sukkot, 1894/95 (Museum Iudaicum, Novum Eboracum)


Sukkot w getcie warszawskim

rabin David Berman


„W naszym szopie, zmartwienia innego typu. Nie mamy Etrogu i Lulawu i nie będziemy w stanie dopełnić przykazania i błogosławieństwa. Czekaliśmy do ostatniej chwili pewni, że przybędzie…”

(Rubin Feldszuh s. 483 – FELDSZUH-6-C. 00485)

Żydowskie święto Sukkot, znane również jako „Święto Szałasów” lub Kuczek, rządzi się swoim własnym, unikalnym zestawem zwyczajów i praw. Święto przypada pięć dni po Jom Kipur, pod koniec września lub w październiku. Upamiętnia wędrówkę Żydów przez pustynię do Ziemi Obiecanej po wyjściu z Egiptu.  Zgodnie z tradycją  mieszkali oni wtedy w szałasach. Dwa podstawowe obowiązki to jedzenie i spanie w szałasach oraz odmawianie błogosławieństwa z bukietem z czterech gatunków roślin w ręku.

Budowana z okazji święta „kuczka” to szałas lub tymczasowa altanka z dachem (zgodnie z tradycją przez dach „kuczki” powinny być w nocy widoczne gwiazdy), wykonanym z gałęzi lub roślin, w której Żydzi mieszkają przez siedem dni. Wspomniane cztery gatunki roślin to cytron (etrog), gałązka palmy daktylowej (lulaw), gałązka mirtu i gałązki wierzby. Wszystkie cztery elementy trzyma się razem w trakcie wykonywania gestu błogosławieństwa.

Przez cały okres okupacji niemieckiej w Warszawie przestrzeganie nawet najbardziej podstawowych żydowskich obowiązków i tradycji religijnych było niezwykle trudne, a czasem wręcz niemożliwe. Mimo to religijni Żydzi zadawali sobie wiele trudu i podejmowali wielkie ryzyko, starając się wypełnić obowiązki, które były prawnie zakazane przez okupanta.

Kuczka stanowi ten rodzaj tradycji, który jest doskonale widoczny, nawet dla postronnego obserwatora. Budowanie ich zatem w okresie okupacji było niebezpieczne. Nie oznacza to jednak, że tego nie robiono. Szukano jednak sposobu, by nie rzucały się w oczy. W okresie funkcjonowania getta szałasy często maskowano lub stawiano w ukrytym miejscu. Jeszcze większym wyzwaniem było pozyskanie czterech gatunków roślin, z których dwa nie są rodzime dla Polski i Europy Środkowej lecz w okresie poprzedzającym wojnę sprowadzane były z krajów Bliskiego Wschodu lub basenu Morza Śródziemnego.

Według relacji rabina Szymona Huberbanda zaraz po zawieszeniu broni, w przeddzień święta Sukkot w 1939 r., warszawscy Żydzi zaczęli stawiać kuczki na każdym podwórzu. Jak podkreślał, przy niektórych budynkach znajdujących się wzdłuż ul. Nalewki powstało nawet kilka kuczek, problemem był jednak brak żywności. Z powodu trudności z zaopatrzeniem, każdy mógł zjeść tylko minimalną ilość chleba.

W odniesieniu do czterech gatunków roślin Huberband pisał, że w Warszawie znalazły się etrogi, przy pomocy których Żydzi odmawiali błogosławieństwo. Etrogi podobno były trzy: jeden u Mendla Rubinrota na ul. Nalewki 43, drugi u Simchy Bunema Rotenberga na ul. Nalewki 33, a trzeci u Meszulama Kaminera na ul. Pawiej 11 – wszystkie przysłane z Palestyny jeszcze przed wybuchem wojny. Dzięki odzyskaniu starego lulawu, który pozostał z poprzedniego roku, oraz gałązkom lokalnego mirtu i wierzby, udało się skompletować wymagane cztery gatunki roślin.

Według relacji, każdego dnia tego święta przed domami tych trzech osób ustawiały się długie kolejki Żydów do lulawu i etrogu, aby odmówić błogosławieństwo. Owoce aż poczerniały po tym, jak przechodziły z rąk do rąk setek ludzi. Interesujące jest, co zanotował Huberband, że w kolejkach ustawiali się również chrześcijanie zupełnie niezdający sobie sprawy z ich celu.

W 1941 r. Eli Sternbuch i rabin Shaul Weingort ze Szwajcarii wysłali do getta trzy komplety lulawów i etrogów, z których jeden otrzymał rabin Yechiel Weinberg. Ponownie kolejki Żydów oczekujących na lulaw i etrog były dłuższe niż po wodę. 2 (Gutta s. 76, Feldheim, 2005)

Ostatnie święto Sukkot odbyło się w getcie warszawskim na przełomie września i października 1942 r. W czasie, gdy przytłaczająca większość Żydów z getta została już zgładzona w Treblince, niektórzy spośród tych, którzy pozostali, nadal zadawali sobie wiele trudu, by wypełnić swoje obowiązki religijne. Z ostatniego święta Sukkot w getcie zachowały się dwie relacje.

Dr Hillel Seidman opisywał, jak rabin Menachem Ziemba zrobił dziurę w dachu swojego mieszkania przy ulicy Muranowskiej, aby zbudować maleńką kuczkę, przez którą przechodziły setki osób. Opowiadał, jak w wigilię święta Sukkot otrzymał ze Szwajcarii trzy etrogi, które następnie podarował rabinowi Menachemowi Ziembie, do szopu Avrahama Hendla oraz Berelowi Gefenowi w szopie przy ulicy Niskiej 64. Według Seidmana w świątecznych nabożeństwach odprawianych przez rabina Menachema uczestniczyli rabin Szimszon Stockhammer, rabin Dawid Szapiro oraz wielu chasydów. (Seidman, The Warsaw Ghetto Diaries [Dziennik z getta warszawskiego], s. 347) (Chidushei HaGRM „Z s. 296)

Z kolei w swoim dzienniku rabin Rubin Feldszuh relacjonował, do czego Żydzi byli gotowi się posunąć, by wypełnić swoje obowiązki religijne. Według jego zapisków, jeszcze w 1942 r., w ostatnich miesiącach istnienia getta, po masowych deportacjach, młody mężczyzna z ortodoksyjnej rodziny zdecydował się pojechać na Węgry, by zdobyć potrzebny etrog i lulaw. Dzięki temu, że biegle władał językiem niemieckim i miał dobry „aryjski” wygląd mógł wyjechać udajac Volksdeutscha. Wyruszył  po Rosz ha-Szana, na tydzień przed świętem Sukkot. Po drodze wysłał wiadomość, że wszystko jest w porządku oraz że jest już blisko granicy i powróci na czas do Warszawy. Po tej wiadomości słuch po nim zaginał.   Rubin Feldszuh w swoich pamiętnikach z getta warszawskiego opisywał z zachwytem, jak bardzo ortodoksyjni Żydzi byli zdeterminowani, by wypełnić tę micwę (czyn sprawiedliwy)… „Nie przejmowali się niebezpieczeństwem i postanowili wysłać kolejnego posłańca. Może jemu by się udało. „4 (Feldszuh s. 483 – FELDSZUH-6-C. 00485)


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


A Sukkot Guide for the Perplexed

A Sukkot Guide for the Perplexed

Yoram Ettinger


A Jewish worshipper holds the Four Species, used in rituals on the holiday of Sukkot, as he takes part in the priestly blessing at the Western Wall, Judaism’s holiest prayer site, amid Israel’s second-wave coronavirus disease (COVID-19) lockdown, in Jerusalem’s Old City, 

Here are some facts you may not know about the upcoming holiday of Sukkot.

1. The holiday is named for the first stop during the 40-year-Exodus from Egypt — the town of Sukkot — as documented in Exodus 13:20-22 and Numbers 33:3-5. This holiday underscores the gradual transition from the spiritual state-of-mind during Rosh Hashanah and Yom Kippur, to the mundane of the rest of the year. The construction of the Holy Tabernacle, during the Exodus, was launched on the first day of Sukkot.

2. Sukkot is a national Jewish liberation holiday. It is the third Jewish pilgrimage holiday (following Passover and Shavuot).

3. The roots of the Hebrew word Sukkot (סוכות) are wholeness and totality (סכ), shelter (סכך), and attentiveness (סכת)

4The seven days of Sukkot are dedicated to seven monumental principle-driven leaders, who were compassionate and brave shepherds: Abraham, Isaac, Jacob, Joseph, Moses, Aaron and David. They were endowed with faith, reality-based-optimism, humility, compassion, tenacity in the face of daunting odds, courage, and peace-through-strength.  Sukkot also expresses gratitude for the seven species of the Land of Israel: wheat, barley, grapes, figs, pomegranates, olives, and dates.

5. Sukkot features (Leviticus 23:40) one citron (representing King David, the author of “Psalms”), one palm branch (representing Joseph), three myrtle branches (representing the three Patriarchs), and two willow branches (representing Moses and Aharon), which are bonded together, representing the unity-through-diversity of the Jewish people.

These four species represent the agricultural regions of the Land of Israel: the southern Negev and Arava (palm), the slopes of the northern Golan Heights, Upper Galilee, and Mt. Carmel (myrtle), the streams of the central mountains of Judea and Samaria (willow), and the western coastal plain (citron).

The palm branch, an ancient symbol of victory, was featured in coins from the Maccabees’ era (from the second century BC through the first century AD), and the Bar Kochba rebellion (132-135 AD). According to the First Book of Maccabees, chapter 13, Simon the Maccabee celebrated the retaking of David’s Citadel in Jerusalem with drums, harps, and palm branches.

6. Sukkot emphasizes humility, as demonstrated by the seven-day-relocation from one’s permanent residence to the temporary, humble, wooden booth (Sukkah), which sheltered the people of Israel during the Exodus.

7. Sukkot expresses the yearning for universal peace, highlighting the Sukkah of Peace (Sukkat Shalom).


Yoram Ettinger is a former ambassador and head of “Second Thought: a U.S.-Israel initiative.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


RABIN JONATHAN SACKS – Komentarz Be-har i Be-chukotaj

To, czego nie mamy [Komentarz do parszy Be-har i Be-chukotaj]

RABIN JONATHAN SACKS


Maurice i Vivienne Wohl byli jedną z najbardziej niezwykłych par, jakie znałem. Mogliby uchodzić za studium kontrastu. Maurice był cichy, zamyślony, refleksyjny i powściągliwy, Vivienne – otwarta i pełna życia, prawdziwa dusza towarzystwa. Doskonale się wzajemnie uzupełniali, jak dwie połówki tworzące całość.

Co czyniło ich wyjątkowymi? Patrząc na nich z zewnątrz, była to ich działalność charytatywna na wielką skalę. W samym tylko Izraelu ufundowali między innymi wielki park różany przy Knesecie oraz centrum kultury na Uniwersytecie Bar Ilan, zaprojektowane przez Daniela Libeskinda. Wspomagali ośrodki medyczne w Tel Awiwie i Jerozolimie oraz te przy King’s College i University College w Londynie. Wspierali szkoły żydowskie w Wielkiej Brytanii i jesziwy w Izraelu. To jedynie mały fragment ich działalności filantropijnej.

Historia ich związku jest wzruszająca. Było między nimi trzydzieści lat różnicy. Kiedy się poznali, Maurice był grubo po czterdziestce, całkowicie oddawał się swojej pracy i nic nie wskazywało na to, że kiedykolwiek się ożeni. Któregoś dnia zaproponował rodzicom Vivienne, która była córką jego przyjaciół, żeby pracowała u niego przez wakacje. Vivienne nie miała wtedy jeszcze dwudziestu lat.

Pewnego razu Maurice zaprosił Vivienne na lunch. W drodze do restauracji minęli człowieka żebrzącego na ulicy. Maurice dał mu kilka groszy, po czym ruszyli dalej. Po chwili Vivienne zatrzymała się i zapytała, czy Maurice mógłby zapłacić jej za tydzień pracy z góry. Kiedy otrzymała pieniądze, wróciła do żebraka i oddała mu wszystko, co dostała. Dlaczego to zrobiłaś? – zapytał Maurice, na co Vivienne odpowiedziała: – Te drobne, które mu dałeś, to za mało, żeby zmienić cokolwiek w jego życiu. Potrzebował czegoś więcej.

Pod koniec tygodnia Maurice oznajmił Vivienne, że nie da jej drugiej wypłaty, ponieważ oznaczałoby to, że to on wypełnił micwę. Ale to właśnie wtedy, jak powiedział mi tuż przed śmiercią, zdecydował, że musi się z nią ożenić, bo Vivienne miała większe serce niż on sam.

Opowiadam tę historię nie bez powodu. Pozwoli nam ona odkryć często niezauważany wymiar parszy Be-har. Rozdział dwudziesty piąty księgi Wa-jikra porusza problem tak samo ważny dziś, jak trzydzieści trzy wieki temu. Jest to kwestia nierówności, które rodzą się jako wynik ekonomii wolnego rynku. Gospodarka rynkowa świetnie radzi sobie z wytwarzaniem dóbr, natomiast nie z ich sprawiedliwą dystrybucją. Niezależnie od punktu wyjścia, szybko powstają nierówności między tymi, którzy odnieśli sukces a tymi, którym się to nie udało. Z czasem ta przepaść rośnie[1].

Nierówności ekonomiczne prowadzą do nierówności w podziale władzy, czego rezultatem jest często wyzysk słabszych. Jest to uwaga nieustannie powtarzana przez proroków. Amos mówi o tych, którzy „sprzedali za pieniądze niewinnego, a biednego za parę sandałów. Pożądają prochu ziemi na głowie biednych, a drogę uciśnionych skrzywiają” (2:67). Izajasz woła: „Biada tym, którzy ustanawiają ustawy niesprawiedliwe, pisarzom, którzy niegodziwość spisują, (…) aby była wdowa łupem ich, aby mogli sieroty obdzierać” (10:1-2). Micheasz zaś przeklina ludzi, którzy „pożądają pól a zagrabiają, domów a zabierają je, a tak przywłaszczają sobie człowieka wraz z domem jego, właściciela wraz z posiadłością jego” (2:2).

Ten problem dotyka niemalże każdego społeczeństwa, w każdym okresie jego historii. Tora oferuje podejście wyjątkowe, ponieważ odrzuca jednostronne rozwiązanie tak złożonej kwestii. Równość jest wartością, ale jest nią również wolność. Komunizm i socjalizm miały swoją szansę i upadły, ale wolny rynek również nie wydaje się być całkowicie zadowalającym rozwiązaniem. Ważna zasada, która płynie z Tanachu, uczy, że rynek został stworzony, aby służyć ludziom, nie odwrotnie. Musimy więc zadać sobie podstawowe pytanie: co najlepiej służy ludzkości pod zwierzchnictwem Boga?

Uważnie czytając parszę Be-har, zauważymy, że Tora podejmuje ten problem na trzech różnych poziomach: politycznym, psychologicznym i teologicznym.

Pierwszy poziom jest jasny. Be-har proponuje dwa cykle nowego podziału dóbr, siedmio- i pięćdziesięcioroczny – szmitę i jowel. Celem jest przywrócenie równych szans wszystkim poprzez umorzenie długów, uwolnienie niewolników i przywrócenie ziemi przodków jej spadkobiercom. Jest to sposób na wyrównanie nagromadzonych nierówności bez ciągłego ingerowania w system ekonomiczny.

Wymiar psychologiczny bazuje na tym, co francuscy rewolucjoniści nazywali braterstwem. W zapisie praw w parszy Be-har słowo „brat” pada dziesięć razy. „Nie oszukujcie jeden drugiego (…) gdyby podupadł brat twój (…) przyjdzie wtedy krewny jego najbliższy mu i wykupi, co sprzedał brat jego”. To rozsądna logika ewolucyjna. Z prac na temat doboru krewniaczego Williama D. Hamiltona i innych badaczy wiemy, że najsilniejszym katalizatorem zachowań altruistycznych są więzi rodzinne. Najbardziej skłonni do poświęceń jesteśmy w stosunku właśnie do tych, z którymi jesteśmy najbliżej spokrewnieni.

W niemałym stopniu właśnie dlatego od początku żydowskiej historii do dziś Żydzi uważali się za jedną rodzinę – potomków Abrahama, Izaaka i Jakuba, Sary, Rebeki, Racheli i Lei. Jedną rzeczą jest uczenie altruizmu przez takie zapisy prawne jak te o latach szabatowych przypadających co siedem i co pięćdziesiąt lat, a zupełnie inną próba ukształtowania społeczeństwa w taki sposób, aby jego członkowie czuli się ze sobą związani trwałą więzią wspólnej odpowiedzialności. Stąd narracja księgi Be-reszit, która w ogromnej części opowiada historię ludu Izraela nie jako narodu, ale właśnie jako rodziny. Prawo i narracja idą tu w parze. Cały naród żydowski jest wielką, ogromnie rozbudowaną rodziną, dlatego musimy sobie pomagać, kiedy jeden z naszych braci lub jedna z sióstr zostanie bez środków do życia. Tożsamość etniczna działa w służbie moralności.

Ostatnim i najgłębszym wymiarem przedstawionego w parszy Be-har problemu jest wymiar teologiczny. W dwudziestym piątym rozdziale księgi Wa-jikra czytamy o najbardziej, moim zdaniem, fundamentalnym przykazaniu biblijnego prawa, wyrażonym w niezwykle jasny sposób. Przyjrzyjmy się dwóm fragmentom tego rozdziału. Pierwszy dotyczy posiadania ziemi, drugi kwestii hebrajskich niewolników:

„Ziemia zaś nie będzie sprzedawana na wieczność; bo Moją ziemia, bo wyście przychodnie i przesiedleńcy u Mnie” (25:23).

„Jeżeliby też podupadł brat twój przy tobie, a zaprzedał ci się, nie obarczaj go służbą niewolniczą. (…) Albowiem słudzy to Moi, których wywiodłem z ziemi Micraim; nie będą sprzedawani, jako się sprzedaje niewolników. Nie władaj nim z surowością, a bój się Boga twojego!” (25:39-43).

Tora mówi w sposób zasadniczy: nie istnieje absolutne prawo własności. Nic w ziemi Izraela nie może być posiadane na własność, bo ostatecznie ziemia ta należy do Boga. Żaden Izraelita nie może też być panem innego Izraelity, ponieważ wszyscy, od kiedy nasi przodkowie wyprowadzeni zostali z niewoli egipskiej, należymy do Boga.

Ta zasada wskazuje nam również sens historii o stworzeniu świata. Tora nie jest zapisem naukowym, ale księgą prawa. Samo słowo „Tora” oznacza właśnie prawo. Pierwsze jej rozdziały nie są tym samym sprawozdaniem naukowym, ale prawnym. Be-reszit nie jest więc odpowiedzią na pytanie „jak stworzony został wszechświat?”, ale „dlaczego Bóg ma prawo rządzić ludźmi?”. Odpowiedź brzmi: ponieważ On stworzył wszechświat i On jest jego władcą. Może zatem ustanawiać warunki, na których pozwala nam zamieszkiwać ziemię. Jest to podstawa całego biblijnego prawa. Bóg rządzi nie dzięki potędze, ale dzięki prawu Stwórcy do decydowania o owocach swojego stworzenia.

W żadnym innym fragmencie Tora nie mówi o tym prawie wyraźniej niż w parszy Be-har, gdzie stanowi ono podstawę ustawodawstwa w zakresie własności i niewolnictwa. Prawo żydowskie opiera się na zasadzie, że tylko Bóg może cokolwiek rzeczywiście posiadać. Ludzie nie posiadają rzeczy, a zaledwie nimi zarządzają. Dlatego słów cedek i cedaka nie da się dobrze przetłumaczyć na inne języki. Oznaczają one jednocześnie sprawiedliwość i dobroczynność, koncepcje zupełnie ze sobą niezwiązane w innych językach. Do sprawiedliwości jesteśmy zmuszeni, na dobroczynność decydujemy się sami. Kiedy dajemy komuś pieniądze, które wcześniej od niego pożyczyliśmy, jest to sprawiedliwe. Jeśli jednak robimy to, ponieważ uważamy, że osoba ta potrzebuje pieniędzy, mamy do czynienia z dobroczynnością. Możemy więc uczynić jedno albo drugie, ale nie oba jednocześnie.

Judaizm uczy, że w rzeczywistości nic nie mamy na własność, mimo że wydaje nam się, że to posiadamy. Bóg, dając nam na przechowanie swoją własność, ufa, że jeśli dostaniemy więcej niż potrzebujemy, podzielimy się tym z bardziej od nas potrzebującymi. Na tym polega cedaka – połączenie sprawiedliwości i dobroczynności.

W ten sposób Maurice i Vivienne przeżyli swoje życie. Bóg obdarzył Maurice’a sukcesem, ale majątek, który zgromadził, nie należał tak naprawdę do niego. Maurice o tym wiedział. Bóg zaufał mu, że mądrze wykorzysta owoce sukcesu, aby polepszać sytuację życiową innych. On jednak zdawał sobie sprawę, że prawdopodobnie lepiej idzie mu zarabianie pieniędzy niż ich rozdawanie. Wiedział też, że jeśli nie rozdzieliłby sprawiedliwie swojego majątku między potrzebujących, nie wypełniłby obowiązku, który miał w stosunku do Boga i swoich braci na ziemi. Dlatego kiedy spotkał Vivienne i zobaczył, jak doskonale rozumiała potrzeby innych i jak chętnie się dla nich poświęcała, wiedział, że musi się z nią ożenić.

Parsza Be-har kryje w sobie wielką prawdę: niemożliwe jest stworzenie sprawiedliwego społeczeństwa wyłącznie przy użyciu politycznych środków (umorzenia długów, przywrócenia ziemi przodków jej pierwotnym właścicielom i tym podobnych). Sprawiedliwość społeczna ma także swój wymiar psychologiczny i teologiczny – oba równie istotne.

W prostym, ludzkim rozumieniu ten fragment niesie ideę, która zmienia życie. Myślmy o rzeczach, które posiadamy, nie jak o naszej własności, ale jak o dobrach, którymi zarządzamy nie tylko z korzyścią dla siebie i najbliższych, ale i dla innych ludzi. Nie pytajmy siebie, co w życiu możemy osiągnąć, ale czym możemy obdarowywać. Będziemy podróżować przez życie lżej i z większą radością. Poczujemy, że nasze życie ma wartość. Niewielu z nas może podarować tyle, ile ofiarowali Vivienne i Maurice Wohl, ale skala nie ma znaczenia. Bądźmy błogosławieństwem dla innych, a odkryjemy, że życie jest błogosławieństwem dla nas.


[1] Taką tezę stawia Thomas Piketty w Kapitale w XXI wieku (Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2015).

Tłumaczenie: Jolanta Różyło © CHIDUSZ 2018


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Asystentka Franciszka Sterczewskiego: Nikt nie wsiadał na Flotyllę po to, żeby zrobić sobie selfie


Asystentka Franciszka Sterczewskiego: Nikt nie wsiadał na Flotyllę po to, żeby zrobić sobie selfie

Marta Kaźmierska


Demonstracja propalestyńska, z mikrofonem Marysia Dąbek, Poznań, 2 października 2025 r. (Marta Kaźmierska)

Każdy, kto tam popłynął, zrobił to z poczucia przyzwoitości. Obowiązkiem polityków jest działać, a nie siedzieć z założonymi rękami – mówiła na demonstracji w Poznaniu Maria Dąbek, asystentka posła Franciszka Sterczewskiego.

Poznański Stary Rynek, czwartkowe popołudnie. Tuż obok Galerii Miejskiej Arsenał gęstnieje tłum ludzi. Ci, którzy przyszli, mają palestyńskie flagi i chusty, a na transparentach i banerach hasła nawołujące do zaprzestania konfliktu zbrojnego w Gazie. “Zabijanie dzieci to nie jest samoobrona”, “Poznań z Palestyną” – można przeczytać na niektórych z nich.

Protest w Poznaniu po zatrzymaniu Flotylli Sumund

Chwilę po godz. 18 wokół pomnika św. Jana Nepomucena jest już ponad setka osób. To część większego ogólnopolskiego protestu, który odbywa się w tym samym czasie także w innych miastach. Powód? W środę 01 października na platformach społecznościowych Flotylli Sumund udostępniono szereg materiałów wideo przedstawiających izraelskich żołnierzy przejmujących część łodzi zmierzających w kierunku Gazy. W nocy ze środy na czwartek z niektórymi statkami płynącymi w konwoju z humanitarną misją urwała się łączność. Przerwany został też szereg transmisji na żywo dokumentujących podróż.

W trakcie akcji sił Izraela przejętych miało zostać co najmniej 13 łodzi. Aresztowano około 200 osób, w tym szwedzką aktywistkę Gretę Thunberg. Wśród nich było także czworo Polaków, m.in. pochodzący z Poznania poseł Franciszek Sterczewski. On sam wrzucił na Instagram nagranie informujące o jego “porwaniu”.

Asystentka Franciszka Sterczewskiego: Nikt nie wsiadał na Flotyllę, żeby zrobić sobie wakacje

 – Te emocje, które są we mnie od paru dni, kiedy już wiedzieliśmy, że Flotylla będzie przechwycona na dniach, są straszne. To jest ciągłe napięcie. Nie wyobrażam sobie, jak straszne emocje siedzą w tych, którzy tą Flotyllą płynęli – mówiła Maria Dąbek.

 – Jestem dumna, że mogę pracować z kimś, kto zdecydował się popłynąć do Gazy. Bardzo często dostajemy dziś na różne kanały pytanie: “Po co tam popłynąłeś? Przecież MSZ odradzało, będziemy płacić za twoją ewakuację”. Ja z chęcią z moich podatków zapłacę – stwierdziła asystentka Sterczewskiego. – Nikt nie wsiadał na tę Flotyllę po to, żeby zrobić sobie selfie. Żeby poczuć, jak trzęsie się ziemia, kiedy dookoła ciebie latają drony, kiedy śpisz w ciuchach i butach, bo ciągle zastanawiasz się, czy to będzie teraz, czy za godzinę, czy za dwie, czy jutro. Nikt nie wsiadał na tę flotyllę po to, żeby zrobić sobie wakacje. Każdy, kto na nią wsiadł, zrobił to z poczucia przyzwoitości. Na ile rozumiem motywacje Franka, to było poczucie, że trzeba coś zrobić. I że obowiązkiem polityków jest działać, a nie siedzieć z założonymi rękami – mówiła Maria Dąbek.

Protest w Poznaniu po zatrzymaniu Flotylli. “Zależy nam na ich powrocie. Ale bardziej na zawieszeniu broni”

Zaznaczyła, że z ryzykownej wyprawy nie ma w tej chwili żadnych korzyści. – Wręcz przeciwnie – w tym momencie mam wrażenie, że oni mają przegwizdane. Siedzą – mam nadzieję – w jakimś odosobnieniu, nie wiemy, co się z nimi dzieje. Z komunikatów MSZ wynika, że nikt nie ucierpiał i wszyscy są względnie bezpieczni. Na ile jednak można być bezpiecznym w areszcie państwa, które kilkadziesiąt kilometrów dalej dokonuje ludobójstwa? – mówiła Dąbek.

– Zależy nam na tym, żeby oni wszyscy wrócili bezpiecznie do domu. Ale jeszcze bardziej zależy nam na zawieszeniu broni. Na skończeniu z ludobójstwem i wpuszczeniu pomocy humanitarnej do Gazy. I żeby wreszcie ktoś zauważył, że Palestyńczycy nie są grupą, którą można przepchnąć z miejsca na miejsce – podkreśliła asystentka posła z Poznania.

Organizatorzy protestu w niedzielę na Placu Wolności będą odczytywać imiona i nazwiska dzieci, które poniosły śmierć w Gazie. Czytanie listy zacznie się o godz. 9 i potrwa 12 godzin.


Red. M. Nogaj


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com