.

Znajdujemy się w moralnej paralaksie
Lucy Tabrizi
Gdy świat rozpadł się na dwoje, antysemityzm znalazł dom po obu stronach
Pamiętacie tę słynną sukienkę, którą jedni widzieli jako niebiesko-czarną, a inni jako biało-złotą? Patrzyliśmy na te same piksele, a jednak dostrzegaliśmy różne kolory. Percepcja, jak się okazuje, to aktywny proces wnioskowania: mózg zgaduje źródło światła i koryguje obraz.¹ Jeśli zakładasz ciepłe, sztuczne oświetlenie, sukienka wygląda na białą i złotą; jeśli zimne światło dzienne — na niebieską wpadającą w czerń. Drobne zmienne — co wcześniej oglądałeś, ile światła dziennego miałeś, niewielkie różnice w oku — mogą przesunąć te domysły. Dwie osoby mogą widzieć różne kolory, ponieważ ich mózgi dokonują różnych, ale rozsądnych założeń — i każda z nich jest pewna swojej racji.
Często o tym myślę w kontekście polityki. Dwoje ludzi może patrzeć na te same fakty i dojść do zupełnie przeciwnych wniosków, ukształtowanych przez doświadczenia i założenia niewidoczne dla drugiej strony. Filtrujemy rzeczywistość przez własne soczewki, a mimo to rozmawiamy, jakbyśmy żyli tym samym życiem i widzieli te same dowody. To pewien rodzaj arogancji.
Jak już wspominałam, jestem dzieckiem lewicy. Wychowana w liberalnym domu, przez lata angażowałam się w kampanie na rzecz zwierząt, środowiska i spraw, które miały uczynić świat bardziej sprawiedliwym. Dziś czuję się politycznie bezdomna, może gdzieś niedaleko centrum. Ale dla moich dawnych aktywistycznych znajomych to oznacza, że padłam ofiarą „radykalizacji alt-prawicy”. Paradoks polega na tym, że nadal widzę długi odcinek drogi na prawo ode mnie, co sugeruje, że lewica stała się tak zamknięta, że każdy, kto się od niej oddali, natychmiast zostaje uznany za heretyka — niezrozumiały byt w ich moralnym kosmosie.
Cyfrowe komory echa stały się tak spolaryzowane, że trudno nie ulec wrażeniu, iż antyzachodnie boty pracują w nadgodzinach, by sabotować debatę publiczną.² Pociąg do bycia kolejnym trybikiem tej machiny, do pogoni za tanim dreszczem „moralnej racji”, przeważa dziś nad impulsem, by dostrzec własne ślepe punkty.
Przewiń przeciwną polityczną bańkę informacyjną, a poczujesz się, jakbyś oglądał równoległą rzeczywistość: po lewej alarm wywołują Trump, naloty ICE (ICE, dosł. z ang. Urząd Celno-Imigracyjny – A.K.) i pełzający autorytaryzm; po prawej — upadek kultury, masowa migracja i widmo globalistycznych elit. Każda strona tworzy własną apokalipsę i obwinia drugą o jej wywołanie. Obie oskarżają się nawzajem o dwumyślenie, o życie w dystopii rodem z Roku 1984, o bycie bohaterem własnego odcinka Czarnego lustra. Każda strona upiera się, że to ona widzi rzeczywistość jasno, podczas gdy ta druga tonie w propagandzie. Podział stał się tak absolutny, że — przynajmniej w sieci — jedna strona może widzieć Donalda Trumpa jako faszystowskiego następcę Hitlera, a druga jako największego obrońcę Żydów i przyjaciela Izraela w historii.
Słowa, które kiedyś niosły wspólne znaczenie, stały się narzędziami projekcji, naginanymi do ideologii, która nas ogarnęła. Żyjemy w epoce postprawdy, gdzie język nie opisuje już rzeczywistości, lecz ją odgrywa. Jak już kiedyś pisałam, potrzeba zdumiewającego poziomu ignorancji historycznej, by przedstawiać Żydów jednocześnie jako ofiary i sprawców nazizmu — i to z niezachwianą moralną pewnością.
To właśnie w temacie antysemityzmu linia podziału między lewicą a prawicą staje się najbardziej wybuchowa, bo każda strona jest przekonana, że cały problem leży po drugiej stronie. Tymczasem antysemityzm wyprzedza samą koncepcję polityki lewicowej i prawicowej. Jest starszy od naszych ideologii, starszy niż państwa, które dziś go używają jako broni. Autorytarne i spiskowe instynkty obu stron czerpią z tych samych pradawnych mitów, podłączając je do własnych ideologicznych obwodów. Gdy antysemityzm rośnie po jednej stronie, rezonuje po drugiej, wzmacniając iluzję, że nienawiść płynie tylko w jedną stronę. Badanie opublikowane w Nature w 2023 roku wykazało, że najsilniejszym wskaźnikiem wiary w antysemickie poglądy nie jest tożsamość polityczna, lecz myślenie spiskowe — postawa występująca na obu ekstremach i rosnąca w czasach niepewności i zamętu.³
Na lewicy antysemityzm niemal zawsze przybiera postać antysyjonizmu. Twierdzi, że sprzeciwia się państwu, a nie narodowi, lecz przystosowuje stare antysemickie stereotypy do nowoczesnych, lewicowych ram władzy, przywileju i oporu. Żydzi zostają przedstawieni jako biali, kolonialni ciemięzcy; Izrael jako wcielenie zachodniego imperializmu; żydowska samoobrona jako dowód dominacji. Nienawiść zostaje zracjonalizowana, przebrana za solidarność z uciśnionymi — ale schemat jest niezmiennie starodawny.
Na prawicy antysemityzm przyjmuje postać spiskowego nacjonalizmu. Żydzi są przedstawiani jako podstępni, ukryta ręka globalizmu, finansów i moralnego rozkładu. To szczególnie wyraźne w mitologii wokół George’a Sorosa, węgiersko-żydowskiego filantropa często ukazywanego jako kukiełkowy mistrz sterujący wszystkimi społecznymi napięciami. W 2025 roku Donald Trump publicznie wezwał do postawienia Sorosa i jego syna w stan oskarżenia pod zarzutem działalności mafijnej (RICO), twierdząc, że wspierali brutalne protesty — twierdzenia te nie zostały poparte żadnymi dowodami.⁴ To potężne przypomnienie, że poparcie dla Izraela, nawet wyrażane głośno, nie chroni przed przyjmowaniem antysemickich podejrzeń.
Obie formy stanowią swoje odbicie. Lewica potępia Żydów za zbyt dużą władzę; prawica pogardza nimi za zbyt duży wpływ. Jedna obwinia ich za budowanie państw, druga za ich rozkład. Lewica widzi w Żydach ciemięzców, symbole zachodniej dominacji; prawica przedstawia ich jako deprawatorów, agentów upadku. Jedna postrzega żydowski sukces jako przywilej, druga jako zagrożenie. W obu narracjach Żydzi stają się kosmicznymi złoczyńcami: albo przeszkadzają w budowie utopii, albo próbują ją zniszczyć. To widoczna forma efektu podkowy: dwa ideologiczne ekstrema spotykają się w tym samym punkcie nienawiści, każde przekonane, że jest przeciwieństwem drugiego — a przecież patrzą w to samo lustro.
Widzimy to wyraźnie w sposobie, w jaki zachodni krajobraz polityczny interpretuje wojnę w Gazie. Wszyscy patrzymy na te same obrazy zniszczonych budynków, dzieci pokrytych pyłem, rodzin zawodzących w gruzach — a mimo to wyciągamy całkowicie odmienne wnioski moralne. Dla wielu osób po lewej stronie to niepodważalny dowód na syjonistyczne okrucieństwo, kolonialną dominację, wręcz ludobójstwo. Niektórzy z populistycznej prawicy zaczynają dziś mówić tym samym językiem, jakby Izrael był agresorem w wojnie, której sam nie rozpoczął. Każda strona konstruuje własnych złoczyńców i własną moralną hierarchię, ale oba ekstrema wpatrują się tak intensywnie w Izrael, że umyka im ideologia napędzająca jego wrogów.
Dla ludzi takich jak ja, którzy również odczuwają przerażenie i żal, te same obrazy ukazują coś zupełnie innego: tragiczny skutek groteskowej strategii teokratycznej milicji, która rozpoczęła tę wojnę, ukrywa się wśród cywilów i filmuje ich cierpienie, by uczynić z niego broń. Każdy zawalony budynek i każde martwe dziecko przestają być tragedią, a stają się paliwem dla machiny propagandowej. Piksele są te same, ale światło, które na nie rzucamy, różni się diametralnie.
Skupiam się bardziej na antysemityzmie lewicy nie dlatego, że przeszłam na drugą stronę politycznego spektrum, lecz dlatego, że znam tę stronę od środka. Widziałam, jak ten antysemityzm ukrywa się za moralnym językiem i rozwija w przestrzeniach przekonanych o własnej prawości. Ta perspektywa pozwala mi dostrzegać to, czego inni na lewicy nie widzą lub nie chcą zobaczyć. Dla wielu antysemityzm to patologia prawicy — obecna na wiecach MAGA czy w czatach neonazistów. Gdy jednak pojawia się po ich własnej stronie, zwłaszcza u młodego mężczyzny z imigranckim pochodzeniem, natychmiast zostaje zakwalifikowany jako coś zupełnie innego.
Antysemityzm prawicy, choć nadal niebezpieczny, od dawna znajduje się na marginesie politycznym — pozbawiony instytucjonalnej legitymacji w wyniku denazyfikacji Niemiec po II wojnie światowej oraz szerszego moralnego rozrachunku, który objął Europę. Jednak w ostatnim czasie osoby takie jak Candace Owens pomogły przywrócić go do głównego nurtu debaty publicznej, przepakowując stare teorie spiskowe w populistyczny język.
Lewicowa wersja antysemityzmu, w przeciwieństwie do tego, została wchłonięta przez instytucje, edukację i kulturę — miejsca, które kształtują samo pojęcie moralności. Globalny indeks ADL z 2024 roku wykazał, że postawy antysemickie na lewicy rosły szybciej niż na prawicy od roku 2020⁵, co potwierdza to, co widzę na co dzień: że antysemityzm przeszedł z marginesu do głównego nurtu środowisk progresywnych. A jednak, paradoksalnie, wzrost ten następuje w czasie, gdy wielu po lewej stronie upiera się, że Izrael nie jest w ogóle krytykowany, a zachodni dyskurs zdominowany jest przez proizraelskie narracje — twierdzenie równie oderwane od rzeczywistości jak teoria płaskiej Ziemi.
Sondaż YouGov–Campaign Against Antisemitism z 2024 roku wykazał, że wyborcy Zielonych i Partii Pracy znacznie częściej zgadzają się z antysemickimi stwierdzeniami niż osoby o poglądach prawicowych, a raport ADL z 2023 roku ostrzegł, że antysemityzm lewicy jest coraz bardziej normalizowany poprzez retorykę antysyjonistyczną.⁶ Zgadza się to z moimi doświadczeniami — z rozmów z liberalnymi znajomymi, którzy uważają się za całkowicie wolnych od uprzedzeń.
To, co kiedyś czaiło się na marginesach teorii spiskowych, dziś maszeruje w świetle dnia jako moralna cnota, płynnie posługująca się językiem „wyzwolenia” i „sprawiedliwości”. Nie tyle wdarło się do moich dawnych aktywistycznych przestrzeni, co je skolonizowało — ironia zupełnie pomijana przez tych, którzy skandują hasła o dekolonizacji. Listy otwarte, okupacje kampusów i instytucje kultury regularnie powtarzają język, który niegdyś występował wyłącznie w broszurach skrajnej prawicy — dowód na to, jak głęboko te idee przeniknęły do kulturowego krwioobiegu.
Gdy widzę kolejną pro-palestyńską demonstrację, która udaje akt solidarności, a w rzeczywistości obnosi się ze starożytną nienawiścią, przypominam sobie, jak niebezpiecznie cienka stała się granica między protestem a prześladowaniem. W Jom Kipur, najświętszy dzień żydowskiego roku, dwóch wiernych zostało dźgniętych nożem w synagodze w Manchesterze⁷ — a tego samego dnia te same tłumy znów wyszły na ulice, skandując hasła o „globalnej intifadzie” — eufemizmie na kolejną falę przemocy.
Czasami czuję się jak część malejącej mniejszości, która wciąż jest zszokowana skalą ślepej hipokryzji, uchodzącej dziś za moralne przywództwo. To jak patrzeć na Keira Starmera, który z kamienną twarzą wyraża „oburzenie” z powodu ataku na synagogę, po tym jak przez tygodnie pozwalał na zalewanie ulic przez te same antysemickie tłumy. To nie są pokojowe manifestacje solidarności — to marsze, w których okrzyki „globalizuj intifadę” rozbrzmiewają przez brytyjskie miasta.
Zaledwie kilka tygodni temu jego rząd uznał państwo palestyńskie — w efekcie legitymizując podmioty odpowiedzialne za największą masakrę Żydów w ciągu jednego dnia od czasu Holokaustu, które nadal przetrzymują zakładników i otwarcie głoszą, że mordowanie Żydów to boski obowiązek. Starmer obiecywał: „Zrobimy wszystko, aby zapewnić bezpieczeństwo naszej społeczności żydowskiej”, ale to zapewnienie brzmi pusto, skoro Żydzi w Londynie są proszeni o unikanie centrum miasta w dni protestów, bo sama ich obecność uznawana jest za „prowokacyjną”, podczas gdy marsze odbywają się bez zakłóceń, a gloryfikujący terrorystów traktowani są jak moralni zwycięzcy. Przywódcy żydowscy, parlamentarzyści i organizacje społeczne alarmują od prawie dwóch lat — najwyraźniej na próżno. Czego się spodziewał?
Ci, którzy stoją po drugiej stronie tej debaty, naprawdę nie dostrzegają związku, o którym mówię. Są zbyt zajęci udowadnianiem, że antysyjonizm nie jest antysemityzmem, by zauważyć dziwną globalną obsesję na punkcie Izraela — lub unikalny standard moralny, który zbiorowo karze Żydów za działania ich państwa. A potem udają zaskoczonych, gdy Żydzi są atakowani lub mordowani. Udostępniają współczesne wersje krwawych oszczerstw w nowoczesnych czcionkach, skandują „dekolonizacja” i odmawiają Żydom tego samego prawa do samostanowienia, którego domagają się dla wszystkich innych.
To nie jest próba udawania, że Izrael jest wolny od moralnego zepsucia. Tak, jego przywództwo obejmuje fanatyków i cyników, a kraj rządzony jest dziś przez najbardziej prawicową koalicję w swojej historii. Ale to nadal nie wyjaśnia gorączkowej globalnej fiksacji ani powtarzanych na okrągło antysemickich narracji, których nie potrafią porzucić ani lewica, ani prawica.
To właśnie niebezpieczeństwo problemu z sukienką w skali makro. Przynosimy ze sobą różne założenia do tej samej sceny i dochodzimy do odwrotnych wniosków. Skutkiem jest nie tylko niezrozumienie, ale całkowite moralne odwrócenie — bez wspólnego mostu, który mógłby połączyć podzielone strony.
Gdy cywilizacja traci to, co ją spaja — wspólne poczucie prawdy i moralnej rzeczywistości wykraczającej poza jednostkę — zaczyna się rozpadać. Nadal powtarzamy, że chcemy pokoju, sprawiedliwości i ochrony najsłabszych. Ale pozbawieni wspólnego znaczenia tych słów, tworzymy prywatne moralności i nazywamy je prawdą. W rezultacie żyjemy w świecie, gdzie nawet ci, którzy mają dobre intencje, zwracają się przeciwko sobie — nie dlatego, że przestali się przejmować, ale dlatego, że już nie widzą tego samego światła. Piksele wciąż tam są; to oświetlenie zgasło.
Przypisy:
1 Wallisch, Pascal. “Illuminating The Dress.” Journal of Vision 17(4), 2017.
2 Brookings Institution. “The Bots of Polarization: Coordinated Online Disinformation in the West.” 2023.
3 Van Prooijen, Jan-Willem et al. “Conspiracy Beliefs and Antisemitism.” Nature Human Behaviour 7, 1341–1352 (2023).
4 Reuters. “Trump Calls for RICO Charges Against Soros Family.” March 2024.
5 Anti-Defamation League. Global 100 Index: 2024 Update.
6 (a) YouGov / Campaign Against Antisemitism, Antisemitism in Britain 2024.
(b) Anti-Defamation League Europe, Antisemitism in Europe 2023 Report.
7 BBC News. “Manchester Synagogue Stabbings on Yom Kippur Under Investigation as Hate Crime.” October 2025.
Link do oryginału: https://lucytabrizi.substack.com/p/were-in-a-moral-parallax
Notes From The Ruins, 10 października 2025
Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com



