Archive | 2025/10/20

Chuck Freilich dla “Wyborczej”: Netanjahu nie wierzy w prawo Palestyńczyków do samostanowienia

Izraelscy żołnierze wkraczają do Strefy Gazy z Izraela, 3 października 2025 r.


Chuck Freilich dla “Wyborczej”: Netanjahu nie wierzy w prawo Palestyńczyków do samostanowienia

Kacper Max Lubiewski


Jeden z byłych doradców rządu Izraela nie ma też wątpliwości, co do Hamasu: – Nie wydaje mi się, żeby kiedykolwiek pozwolił się zdemilitaryzować, przekazując władzę jakiemuś innemu ciału.

Wywiad z Chuckiem Freilichem został przeprowadzony i autoryzowany zanim doszło do wymiany ognia w Strefie Gazy w niedzielę 19 października.

Kacper Max Lubiewski: Pierwszy raz od dłuższego czasu mamy do czynienia z porozumieniem między Izraelem a Hamasem, które ma szansę przetrwać. Doszło też już do wymiany izraelskich zakładników i palestyńskich więźniów. Czy to dobry rozejm?

Chuck Freilich: Najlepszy układ, na jaki mógł liczyć Izrael, a już na pewno Hamas. Nigdy nie było i już nie będzie szansy na porozumienie, które obie strony mogłyby uznać za idealne. Propozycja Trumpa wymagała trudnego kompromisu, ale jest rozsądna, motywuje obie strony i, jak widać, po prostu działa.

Najbardziej sceptycznie podchodziłbym jednak do punktu dotyczącego międzynarodowej jednostki odpowiedzialnej za bezpieczeństwo w Gazie. Podejrzewam, że Hamas nigdy nie odda całego swojego składu broni i nigdy w pełni nie zrezygnuje z uczestnictwa w życiu politycznym Palestyńczyków; być może usunie się w cień na kilka lat, ale nawet tu spodziewałbym się partyzanckiej walki z kimkolwiek, kto będzie patrolował Gazę. Czy Hamas przekaże Izraelowi lub innemu aktorowi plan wszystkich tuneli w Gazie? Jeśli nie, to przecież utrzyma przewagę nad kimkolwiek, kto przyjdzie po nich.

Inna sprawa to rozpoznanie Gazy jako części przyszłego palestyńskiego państwa – osobiście nie mam z tym problemu, ale to prędzej czy później okaże się miną w skrajnie prawicowym rządzie Netanjahu, więc ten pewnie znowu zacznie kluczyć

“Izrael formalnie klasyfikował Hamas przez lata jako średnie zagrożenie”

Jeszcze do niedawna wydawało się, że zasadniczym problemem jest też to, iż obie strony nie chciały zaprzestania walki. Dla Netanjahu oznacza to prędzej czy później upadek rządu, dla Hamasu – ich koniec jako organizacji. Obie strony potrzebują siebie jako legitymizacji do dalszego istnienia w życiu politycznym regionu.

– Dodałbym tylko, że Izrael nigdy nie powinien być zmuszony negocjować z organizacją terrorystyczną, tak jak żadne państwo nigdy nie powinno być w takiej sytuacji. W takiej sytuacji znaleźliśmy się jednak przez nasze własne błędy, więc musieliśmy teraz ponieść ich konsekwencje. Bardziej fundamentalnym problemem niż to, kto ma jakie motywacje, jest fakt, iż organizacji takich jak Hamas nie da się pokonać, ponieważ one nigdy nie przyznają się do bycia pokonanymi.

Wojskowa wygrana oznacza zazwyczaj pozbawienie drugiej strony możliwości kontynuowania walki lub pozbawienie woli jej kontynuowania. Organizacjie fundamentalistyczne, takie jak Hamas, Hezbollah czy Huti, można pozbawić możliwości militarnych, ale nie sposób odebrać im woli, bo tak długo, jak trwają jako organizacja, tak długo mogą twierdzić, że wygrali. Hamas mówi ,,wojna się skończyła”, a nie ,,przegraliśmy”, a to problem, bo jeśli nie przegrali, to mogą twierdzić, że wygrali.

Dlaczego izraelski rząd był tak nieudolny w wypracowaniu spójnej i konsekwentnej wizji “dnia po”? Dlaczego plan musiał przyjść zza oceanu?

– Jedyne, co było jasne od samego początku, to cel usunięcia Hamasu jako organizacji militarnej i politycznej z Gazy; to prawda, że wszystko inne podlegało dyskusji i negocjacjom. Poszczególne propozycje tego, kto będzie rządził Gazą po zakończeniu wojny, mają w Izraelu zagorzałych przeciwników niezależnie od stanowiska, a że Netanjahu próbował nie antagonizować nikogo, to nie zdecydował się na żadną z opcji.

Wiadomym było też, że ze względu na nacisk społeczności międzynarodowej zakończenie wojny w Gazie będzie musiało być częścią szerszego procesu pokojowego z Palestyńczykami, a to dla znacznej części sceny politycznej w Izraelu pozostaje nieakceptowalne. Słowem – Netanjahu nigdy nie opowiedział się za tym czy innym planem na “dzień po”, bo każda decyzja zakończyłaby się dla niego osobiście źle. A osobista polityczna obecność to główne kryterium, którym posługuje się Netanjahu.

Cofnijmy się do 7 października – jak mogło dojść do tak dramatycznego ataku w państwie, które chełpi się swoimi zaawansowanymi możliwościami wojskowymi i wywiadowczymi? Co nie zadziałało?

– To nie była pojedyncza porażka, a porażka systemu – zawiódł wywiad, zawiódł system wczesnego reagowania, zawiodło wojsko.

Zasadą izraelskiej społeczności bezpieczeństwa narodowego było to, żeby za wszelką cenę nie dopuścić do zajęcia żadnej części terytorium przez arabską armię, obawiając się, że będzie to oznaczało anihilację Izraelczyków, którzy tam mieszkają – jak pokazał atak 7 października, nie myliliśmy się.

Nie jestem pierwszym, który w ataku Hamasu upatruje głównie porażki wyobraźni izraelskiego rządu – Izrael formalnie klasyfikował Hamas przez lata jako ,,średnie zagrożenie” i to jedynie atakiem rakietowym; do głowy nam nie przyszło, że będziemy musieli z Hamasem walczyć jak armia z armią.

Innym błędem była polityczna izolacja Palestyńczyków, którzy w porozumieniach abrahamowych [seria porozumień normalizujących relacje dyplomatyczne między Izraelem a Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, Bahrajnem, Marokiem i Sudanem w latach 2020-2021] zostali zupełnie pominięci – to wspierało resentyment wobec Izraela. Nie wolno nam też zapominać, że październik 2023 był czasem poważnego kryzysu politycznego w Izraelu; napięcia w społeczeństwie sięgały zenitu, a służby wojskowe i wywiadowcze były w otwartej rywalizacji z rządem; byliśmy słabi, a w tym regionie źli aktorzy wykorzystują każdą słabość.

“Celami wojny od początku było zniszczenie Hamasu jako siły militarnej i politycznej”

Czy były momenty, które powinny były zapalić czerwoną lampkę w ministerstwie obrony, ale tego nie zrobiły? Jakie sygnały zostały pominięte?

– Najważniejszym z nich był na pewno fakt, że izraelski wywiad posiadał cały plan ataku na Izrael na rok przed wybuchem wojny, ale nigdy nie został on przekazany przełożonym, bo agenci byli przekonani, że to mroczna fantazja terrorystów, a nie realna możliwość.

Wracamy do podstawowej pomyłki – infantylizowania Hamasu. Hamas w naszych oczach nie był zagrożeniem wartym dłuższego namysłu – widzieliśmy ich oczywiście jako fanatyków, ale fanatyków, którzy nigdy nie byliby w stanie stawić czoła możliwościom wojskowym Izraela. Przez lata widzieliśmy więc różne ,,czerwone lampki”, ale zawsze przegrywały z przekonaniem o doskonałości naszego systemu obrony. ,,Hamas nie śmiałby dokonać inwazji” – myśleliśmy.

Wojna w Gazie trwała ponad dwa lata – czy z perspektywy Izraela można nazwać ją sukcesem?

– Jak mówiłem, celami wojny od początku było zniszczenie Hamasu jako siły militarnej i politycznej oraz odbicie zakładników – żaden z nich nie został jeszcze w pełni osiągnięty, bo przecież ciała części zamordowanych zakładników nadal pozostają w Gazie. Hamas co prawda poniósł porażkę militarną, ale nadal ma zdolności kontynuowania walki i jest ważnym politycznym graczem w Gazie. Izrael w ciągu ostatnich dwóch lat zmienił jednak oblicze Bliskiego Wschodu – Hezbollah jest ułamkiem tego, czym był w przeszłości, możliwości Iranu także są zdecydowanie mniejsze, a nowy, bardziej przyjazny Izraelowi reżim rządzi też w Syrii.

Więc jeśli myślimy stricte o Izraelczykach, to ci mogą spać spokojniej. Izrael poniósł jednak dramatyczną porażkę wśród zachodniej społeczności międzynarodowej, w tym: w Stanach Zjednoczonych. Jestem sceptyczny, czy możliwe będzie odwrócenie tego trendu.

Na postrzeganie Izraela za granicą wpłynęły na pewno zarzuty o popełnienie zbrodni wojennych przez IDF. Co mówią nam one o charakterze wojny w Gazie?

– W wojnach zawsze chodziło, chodzi i będzie chodzić o zabijanie ludzi – nie sposób powiedzieć tego w przyjaźniejszy sposób. Nie sądzę, żeby była jakakolwiek wojna, w której jakiś żołnierz lub jednostka nie popełnili jakiejś zbrodni wojennej, szczególnie gdy w Gazie starcia są długie i często odbywają się niespodziewanie. Nie dziwią mnie więc doniesienia o zbrodniach wojennych izraelskich żołnierzy na palestyńskich cywilach czy nawet wojownikach Hamasu; oczywiście, każde z nich powinno być analizowane, a winni – ukarani.

To dobrze, że standardy prowadzenia wojny w XXI wieku są inne niż w XX wieku (wtedy chodziło przecież dosyć bezpośrednio o zabicie największej liczby cywilów drugiej strony), ale nie sposób toczyć wojny, w której nie giną cywile, bo ta wojna nie toczy się na pustyni czy laboratorium, tylko w centrum wielkich miast.

“W Gazie doszło do zbrodni wojennych, które muszą zostać zbadane i ukarane”

Ale zarzuty formułowane przez Amnesty International czy Human Rights Watch dotyczą systemowego i konsekwentnego podejścia izraelskich władz, a nie pojedynczych sytuacji, gdzie dochodzi do złamania prawa międzynarodowego.

– Ciężko mi brać na poważnie krytykę wojny w Gazie ze strony zagranicznych polityków, urzędników ONZ-u czy nawet niektórych organizacji pozarządowych, bo są to ludzie, którzy nigdy w życiu nie brali udziału w żadnej wojnie. Oczywiście mogą być takimi czy innymi ekspertami, ale ich rola, jako historyków, aktywistów czy dziennikarzy, jest z natury recenzyjna, bo sami nigdy nie musieli podjąć decyzji dotyczącej bezpieczeństwa milionów ludzi, więc siłą rzeczy nie rozumieją poziomu skomplikowania każdej polityki bezpieczeństwa.

Bojownicy Hamasu w mieście Gaza, 15 października 2025 r. Fot. REUTERS/Dawoud Abu Alkas

Co ważne, żaden z nich nie zaproponował jeszcze modelu, w którym mniej palestyńskich ofiar nie skutkowałoby większą liczbą izraelskich ofiar (w krótszym lub dłuższym horyzoncie), więc nie możemy się też dziwić, że Izrael na nie nie przystawał. Powtórzę – w Gazie doszło do zbrodni wojennych, które muszą zostać zbadane i ukarane, ale przestrzegam przed bezkrytycznym zaakceptowaniem wniosków organizacji, które fundamentalnie nie rozumieją całości sytuacji.

Co ze skrajnie prawicowymi ministrami w izraelskim rządzie, Itamarem Ben-Gwirem i Bezalelem Smotriczem? Jak duży wpływ mieli na przebieg wojny?

– Na pewno ich wpływ jest nieproporcjonalny do ich siły elektoralnej, bo Netanjahu najzwyczajniej w świecie potrzebuje ich w swojej ciasnej koalicji, mimo że przewodzą małym partiom. Podejrzewam, że Bibi potrzebuje więcej czasu w rządzie, żeby móc pozbyć się prokurator generalnej Gali Baharaw-Miary, która jest zdeterminowana, żeby doprowadzić Netanjahu przed wymiar sprawiedliwości. Ktoś inny na tym miejscu oznaczałby, że Netanjahu nie musiałby się obawiać zbytnio o swoją przyszłość nawet w przypadku przegranych wyborów, więc w krótkiej perspektywie jest w stanie zrobić wszystko, żeby jego rząd nie upadł.

Należy jednak pamiętać, że ani Ben-Gwir, ani Smotricz nie byli członkami rządu wojskowego, więc nie mają wpływu na sposób, w jaki Izrael prowadzi wojnę. Oczywiście udało im się kilkakrotnie utrudnić Netanjahu zawarcie jakiegoś porozumienia, ale koniec końców Bibi wielokrotnie publicznie im zaprzeczył, zdyscyplinował ich czy zignorował.

A co ze słowami Ben-Gwira o żydowskich osiedlach w Gazie i czystce Palestyńczyków? ,,Jeśli nie chcemy kolejnego 7 października, musimy [my, Żydzi] wrócić do domu i przejąć kontrolę nad ziemią. Powinniśmy zachęcać Gazańczyków do emigracji” – mówił. Czy to nadal jeden ze scenariuszy?

– To nie są realistyczne wizje, ale fakt, że zagraniczna prasa konsekwentnie podejmuje ten temat pośrednio legitymizuje Ben-Gwira i w nieuzasadniony sposób kreuje go na kogoś pociągającego za sznurki, co może potem sprzedawać swojemu elektoratowi. Gdzie niby wysiedleni Palestyńczycy mieliby się znaleźć? Kto jest gotowy ich przyjąć?

Od początku cała ta narracja o żydowskiej Gazie była oczkiem puszczonym do skrajnych osadników, a nie celem militarnym Izraela w Gazie – Netanjahu nigdy się do czegoś podobnego nie zobowiązał. Trump przez chwilę mówił o przymusowej, a potem wolontaryjnej relokacji części Gazańczyków, ale to nie jest już częścią polityki amerykańskiej administracji.

Podobnie jest z osiedlami – Netanjahu i Trump już je wykluczyli, a dodatkowo jest to szalenie niepopularna propozycja wśród samych Izraelczyków. To wszystko to tylko przysłowiowe bicie piany, dzięki któremu Ben-Gwir i Smotricz będą widoczni w zagranicznych i krajowych mediach.

“Zmiany na Bliskim Wschodzie są ciągłe i często ekstremalne”

Porozmawiajmy o kilku zagranicznych aktorach i ich wpływie na sytuację w Gazie i regionie. Katar i Turcja – czy to zupełnie złe dla sprawy pokoju między Izraelczykami i Palestyńczykami państwa, czy sprawa nie jest taka czarno-biała?

– Obaj są trudnymi do rozgryzienia graczami, bo z jednej strony są bardzo blisko Hamasu i Bractwa Muzułmańskiego [egipskiej organizacji terrorystycznej] – wspierają ich finansowo, logistycznie i dyplomatycznie, ale z drugiej strony Izrael potrzebował i będzie potrzebować ich do prowadzenia negocjacji z Hamasem.

Izrael w przeszłości zabiegał również u katarskich szejków o subsydiowanie Hamasu – wtedy rozsądek podpowiadał nam, że jeśli sytuacja ekonomiczna w Gazie będzie się poprawiać, to Gazańczycy, jak i Hamas będą się deradykalizować. Z perspektywy czasu wiemy, że była to duża pomyłka – nawet jeśli teraz uznamy, że Katar ma negatywny wpływ na region, to przynajmniej częściowo jest winą Izraela.

Jeśli chodzi o Turcję, to moja intuicja jest trochę inna – Erdogan zdaje się po prostu zwyczajnym antysemitą, który nie jest przeciwko jakiejś konkretnej polityce Izraela, ale przeciwko Izraelczykom jako takim. Turcja także naciska jednak na Hamas, żeby utrzymał porozumienie z Izraelem, dlatego że mają interes w tym, żeby Hamas przetrwał w jakimś kształcie. Obawiam się jednak relacji między Ankarą a Jerozolimą ze względu na sytuację w Syrii – ciężko powiedzieć, czy Erdogan będzie stanowił tam siłę stabilizującą, czy siejącą chaos.

Wiem jednak, że w izraelskim establishmencie wojskowym pojawiają się pierwsze plotki dotyczące militarnej konfrontacji między oboma państwami w jakimś punkcie w przyszłości.

Co z Islamską Republiką Iranu? Czy obawa przed irańskim reżimem w Izraelu to dobrze przeanalizowana polityka, czy społeczna paranoja?

– W Izraelu mówi się tak: to, że masz paranoję, nie oznacza, że nie masz wrogów. Może i Izrael ma pewne skrzywione postrzeganie rządu w Teheranie, ale to nie oznacza, że nie ma czego się bać. Najwyższy przywódca Chamenei w 2014 roku opublikował szczegółowy plan zniszczenia Izraela i od tego czasu wydał na ten cel krocie. Islamska Republika wydaje się też szczególnie cierpliwym reżimem, którego nie interesuje, czy do upadku Izraela dojdzie jutro, czy za 50 lat, chodzi jedynie o to, by tak faktycznie się stało.

Niepokojąca powinna być też dla nas determinacja, z jaką ajatollahowie próbują osiągnąć zdolności nuklearne – znoszą każde sankcje ekonomiczne i nie boją się konfrontacji militarnej, więc coś musi być na rzeczy. Irański reżim jest też bardziej wyrafinowany niż inni regionalni aktorzy i uczy się na błędach – bezlitośnie rozprawia się teraz z kimkolwiek, kto jest podejrzany o współpracę z izraelskimi służbami, rozbudowuje system ochrony powietrznej, a także inwestuje w pociski balistyczne i drony, bo wojna w czerwcu pokazała, że to właśnie one były najbardziej skuteczne w starciu z Izraelem.

W “Dylematach Syjonu”, książce dotyczącej historii polityki bezpieczeństwa Izraela, pisze pan, że improwizacja (hebr. iltur) jest główną cechą tego, w jaki sposób izraelski rząd podejmuje decyzje wojskowe. Dlaczego tak jest?

– Tendencja Izraela do nieustannej improwizacji bierze się w dużej mierze z faktu, że znajdujemy się w takim, a nie innym regionie świata. Zmiany na Bliskim Wschodzie są ciągłe i często ekstremalne, a Izrael w swoich pierwszych dekadach istnienia mógł polegać tylko na własnych zasobach, więc opracował filozofię działania opartą właśnie na improwizacji; w Izraelu nie uświadczysz wieloletniej strategii bezpieczeństwa.

Innym problemem jest nasz system polityczny, który inherentnie prowadzi do szerokich koalicji składających się z partii o zupełnie różnych poglądach. Oprócz kilku kwestii, jak np. powstrzymanie Iranu przed osiągnięciem zdolności nuklearnej, w Izraelu nie ma konsensusu dotyczącego polityki bezpieczeństwa, więc premierzy regularnie próbują ukrywać decyzje, które podejmują w tym zakresie, bojąc się reakcji własnych koalicjantów!

“Netanjahu nie wierzy w prawo Palestyńczyków do samostanowienia”

To przynosi na myśl Benjamina Netanjahu, który spędził łącznie 18 lat na stanowisku premiera Izraela. Czy Bibi ma spójną filozofię tego, jak myśli o bezpieczeństwie narodowym?

– Netanjahu zdaje się szczerym jastrzębiem [ta nazwa odnosi się do konserwatywnej i pro-wojskowej frakcji w izraelskiej polityce; przeciwną grupą są gołębie, czyli politycy bardziej skłonni do rozwijania procesu pokojowego] i oczywiście jest bardzo inteligentnym politykiem, ale powinna dziwić jego krótkowzroczność wobec okupacji Zachodniego Brzegu i rozwijanych osiedli. Kosztuje nas to przecież naszą relację z Amerykanami, o antagonizacji Palestyńczyków nie wspominając.

Co więcej, Netanjahu nie wierzy w prawo Palestyńczyków do samostanowienia, nie wierzy w rozwiązanie dwupaństwowe i w tym obszarze także był skuteczny, choć atak 7 października pokazał nam, że choć Izraelczycy mogą chcieć zapomnieć o konflikcie z Palestyńczykami, to Palestyńczycy nie poddadzą swojej sprawy.

Ostatnia kwestia to Iran – to faktycznie Netanjahu zdołał przekonać izraelskie społeczeństwo, że największe zagrożenie dla Izraela jest nie na Zachodnim Brzegu, a w Teheranie. Bibi zdaje się być jednak uosobieniem izraelskiej improwizacji i to pewnie jeden z powodów, dlaczego tak dobrze dogaduje się z Donaldem Trumpem; czasem zastanawiam się, co nam po analizowaniu Netanjahu, skoro ten jutro znów zmieni swój pogląd.

Na koniec zapytam o ostatnie obrazki z Gazy – od czasu częściowego wycofania się IDF-u do sieci trafiają filmy, na których terroryści Hamasu brutalnie rozprawiają się z kimkolwiek, kto staje im na drodze do odzyskania kontroli nad Palestyńczykami. Czy Gaza zawsze będzie pełna przemocy i chaosu? Jak patrzą na ten rozwój wydarzeń Izraelczycy?

– Wewnętrzne spory między militarnymi frakcjami w Gazie nie są dobre z perspektywy Izraela, ale wzmocnienie pozycji Hamasu także nie; o tym, że stoi to w sprzeczności z zawartym porozumieniem, nie wspominając.

Jak już mówiłem wcześniej, jestem pesymistą – nie wydaje mi się, żeby Hamas kiedykolwiek pozwolił się zdemilitaryzować, przekazując władzę jakiemuś innemu ciału. Być może stanie się tak na papierze, ale de facto Hamas, w jakimś wcieleniu, zawsze będzie miał decydujący wpływ na to, co się dzieje w Gazie. Społeczność międzynarodowa stoi przed bardzo trudnym zadaniem – jak zakorzenić w Gazie nową władzę, jeśli będzie ona w stałym politycznym i militarnym niebezpieczeństwie ze strony Hamasu? Nie wiem, czy jest ktoś, kto ma na to pytanie przekonującą odpowiedź.


*Chuck Freilich jest byłym wieloletnim wicedoradcą izraelskiego rządu ds. bezpieczeństwa narodowego, członkiem Harvard Kennedy School, politologiem na Uniwersytecie Columbia i Uniwersytecie w Tel Awiwie. Napisał kilka książek dotyczących historii izraelskiej polityki bezpieczeństwa. 


Redagowała Alicja Lehmann


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


IDF: Truce resumes in Gaza after Hamas kills Israeli troops

IDF: Truce resumes in Gaza after Hamas kills Israeli troops

Charles Bybelezer, Akiva Van Koningsveld


The Palestinian terror group’s attack prompted a wave of retaliatory Israeli strikes.

The 13th Golani Battalion and the 7th Armored Brigade of the Israel Defense Forces withdraw positions in Gaza back into Israel, Oct. 10, 2025. Credit: Oren Cohen/Flash90.

Israel on Sunday night reaffirmed its commitment to the U.S.-brokered ceasefire in Gaza, which had been threatened after a series of Hamas attacks on Israeli forces sparked military retaliation.

“In accordance with the directive of the political echelon, and following a series of significant strikes in response to Hamas’ violations, the [Israel Defense Forces] has begun the renewed enforcement of the ceasefire,” said the Israeli military.

“The IDF will continue to uphold the ceasefire agreement and will respond firmly to any violation,” the statement added.

U.S. President Donald Trump told reporters on Sunday evening that the incident would be handled “toughly but properly” and that the truce in the Strip remained in effect.

“We’re gonna have to see what’s happening,” the president said, asked about Israel’s retaliatory strikes. “We wanna make sure that it’s gonna be very peaceful with Hamas, and as you know, they’ve been quite rambunctious, they’ve been doing some shooting,” he added.

However, Trump told reporters that it was possible the terrorist group’s leadership “isn’t involved in that,” suggesting that “some rebels within” launched the attacks on Israeli forces.

U.S. Vice President JD Vance, speaking with journalists on the tarmac at Joint Base Andrews on Sunday night, claimed that “when we talk about Hamas, you’re talking about 40 different cells; it’s disjointed.

“Some of those cells will probably honor the ceasefire. Many of those cells, as we saw some evidence of today, will not,” Vance continued.

“Before we can actually ensure that Hamas is properly disarmed, that’s gonna require, as we know, some of these Gulf Arab states to get forces in there to actually apply some law and order,” he added, stressing that this security infrastructure will be put in place when “you actually go a little bit down the path” of Trump’s 20-point peace deal for the Strip.

Hamas terrorists attacked IDF soldiers in southern Gaza on Sunday, triggering retaliatory airstrikes and high-level political deliberations in Jerusalem as the ceasefire deteriorated.

An IDF source told Reuters that Hamas carried out several attacks on Israeli soldiers beyond the Yellow Line—the boundary to which the military withdrew under the Trump administration’s peace plan.

“Earlier today, terrorists fired an anti-tank missile and gunfire toward IDF troops operating to dismantle terrorist infrastructure in the Rafah area, in southern Gaza, in accordance with the ceasefire agreement,” the military said in an official statement.

Two soldiers were killed in the attack: Maj. Yaniv Kula, 26, and Staff Sgt. Itay Yavetz, 21, both of the Nahal Brigade and residents of Modi’in.

“In response, the IDF has begun striking in the area to eliminate the threat and dismantle tunnel shafts and military structures used for terrorist activity,” Sunday’s military statement added.

While Jerusalem initially decided to close all crossings to Gaza and halt the delivery of humanitarian aid as outline in the truce, the move was reversed following pressure from Washington, U.S. news outlet Axios and Israel’s Channel 12 News reported on Monday morning.

Unnamed Israeli officials confirmed to the outlets that the delivery of humanitarian aid to Gaza would resume as early as Monday morning.

National Security Minister Itamar Ben-Gvir, leader of the Otzma Yehudit Party, had called on Prime Minister Benjamin Netanyahu on Sunday to “fully resume combat in the Gaza Strip with maximum force” in response to the truce violation.

“The false illusions that Hamas will change its ways, or even adhere to the agreement it signed, are proving, as expected, to be dangerous to our security. The Nazi terrorist organization must be completely destroyed—and the sooner, the better,” said Ben-Gvir.

Finance Minister Bezalel Smotrich, who heads the Religious Zionism Party, responded with one word, tweeting Sunday afternoon: “War.”

Under the ceasefire deal, Hamas was required to return all 28 hostage bodies it held by Oct. 13. So far, it has transferred to Israel only 12. The Palestinian terrorist organization is also refusing to disarm and intends to remain the ruling party in Gaza during an interim period, both in violation of Trump’s 20-point Gaza peace plan unveiled on Sept. 29.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Two Soldiers Killed by Terror Operatives in IDF-Controlled Southern Gaza’s Rafah City, Violating Ceasefire

Two Soldiers Killed by Terror Operatives in IDF-Controlled Southern Gaza’s Rafah City, Violating Ceasefire

i24 News and Algemeiner Staff


Yaniv Kula (left), and Itay Yavetz (right). Photo: IDF

Two IDF soldiers were killed in Sunday morning’s attack by Palestinian terror operatives in southern Gaza’s Rafah, within the IDF-controlled Yellow Line.

The fallen soldiers are named Maj. Yaniv Kula, 26 (left), and Staff Sgt. Itay Yavetz, 21 (right).

Both served in the Nahal Brigade’s 932nd Battalion and are from the central Israeli city of Modiin.

According to an initial IDF investigation, a cell of terror operatives emerged from a tunnel in the area and fired RPGs at an excavation vehicle, killing the two soldiers.

In response to the attack, the Israeli Air Force and ground troops immediately carried out strikes in the area. Later, the IDF carried out a wave of airstrikes in southern Gaza, including against a tunnel system previously used by Hamas to hold hostages.

The IDF said, following Hamas ceasefire violations, it struck dozens of Hamas targets over the past few hours with over 120 munitions. Targets included six kilometers of underground terrorist infrastructure, firing posts and weapons storage facilities.

Additionally, the Israel political echelon has decided to stop the entry of humanitarian aid into the Gaza Strip in light of Hamas’s ongoing ceasefire violations.

Prime Minister Benjamin Netanyahu has officially named Israel’s ongoing conflict with Hamas “The War of Redemption,” saying it marks the nation’s resurgence following the October 7 attacks and two years of fighting in Gaza.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com