Antysemicki incydent na “Ginczance”. Gdy trwał spektakl, ktoś krzyknął: “J…ć Żydów”

Ginczanka. Przepis na prostotę życia. Na zdjęciu Agnieszka Przepiórska (Fot. Jakub Porzycki / Agencja Wyborcza.pl)


Antysemicki incydent na “Ginczance”. Gdy trwał spektakl, ktoś krzyknął: “J…ć Żydów”

Grzegorz Walczak


“Dostrzegałam tylko cienie, ale chciałam dać wyraz temu, że nie dam się zastraszyć. Że teatr nie ucieka. Że strach nie może być zgodą na zawłaszczanie przestrzeni” – napisała aktorka Agnieszka Przepiórska. Gdy w centrum Kielc odgrywała rolę Ginczanki, usłyszała: “J…ć Żydów!”.

– Jest mi wstyd za to, do czego doszło. Choć nie mam przecież wpływu na to, co ktoś wykrzyczy, to jednak uczucie wstydu jakoś mi towarzyszy – przyznaje Anna Żmudzińska, dyrektorka Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Jerzego Pilcha w Kielcach, które było współorganizatorem V Festiwalu Herlinga Grudzińskiego. – Podczas święta literatury, w mieście pogromu żydowskiego, wydarzyło się coś absolutnie nieakceptowalnego. Coś, co wybrzmiało strasznie. Coś, na co absolutnie nie ma zgody organizatorów.

Agnieszka Przepiórska: Sparaliżowało mnie poczucie bezbronności

„Ginczanka. Przepis na prostotę życia” to monodram, który opowiada o niełatwym życiu i twórczości Zuzanny Gincburg znanej jako Zuzanna Ginczanka. To historia młodej, utalentowanej poetki żydowskiego pochodzenia, którą dotyka antysemityzm i wojna. W jej postać w sobotę wieczorem, na głównej festiwalowej scenie na Placu Artystów w centrum Kielc, wcieliła się aktorka Agnieszka Przepiórska, która nazywana jest mistrzynią monodramu – potrafi sama wypełnić scenę, nie oszczędza się w emocjach. 

To, z jaką reakcję spotkał się wystawiony w Kielcach spektakl, Agnieszka Przepiórska zrelacjonowała w mediach społecznościowych. Napisała, że między drugą a trzecią częścią zauważyła grupkę młodych chłopaków stojących za widownią. I że nagle rozległ się krzyk: “J…ć Żydów”. 

“W tamtym miejscu, w tamtym momencie, zabrzmiało to, jak pęknięcie czasoprzestrzeni. Jakby echo przeszłości przebiło się do teraźniejszości i zmroziło wszystkich słuchających” – opisywała Przepiórska.

Mnie – jako aktorkę, kobietę, człowieka – sparaliżowało poczucie bezbronności.

– opowiadała o tamtych emocjach.

Zwracała uwagę na symboliczne zderzenie: na scenie wcielała się w Zuzannę, która “całe dorosłe życie doświadczała wykluczenia”, a teraz wykluczenie “stało się realnym doświadczeniem tu i teraz”.

“Pamiętamy!”. Głos zemsty, pełen mrocznej energii. 

Przyznała, że czuła strach, ale i odwagę. Zgodnie z planem zdecydowała się zejść w stronę publiczności. 

“Bałam się. W głowie przeleciało mi kilka scenariuszy: co jeśli pójdą krok dalej? Mam w pamięci tragedię Pawła Adamowicza w Gdańsku. A jednak, gdy przyszła scena zejścia do widowni, zdecydowałam, że podejdę właśnie w stronę tej grupki. Chciałam im spojrzeć prosto w oczy. W ciemności jeszcze oślepiona reflektorami ze sceny. Dostrzegałam tylko cienie, ale chciałam dać wyraz temu, że nie dam się zastraszyć. Że teatr nie ucieka. Że strach nie może być zgodą na zawłaszczanie przestrzeni” – napisała Przepiórska.

I relacjonowała dalej:

Na koniec spektaklu, gdy proszę widzów, by zapamiętali numer buta Ginczanki – 38 – z tyłu rozległ się kolejny krzyk: »Pamiętamy!«. Ale to nie był głos pamięci – to był głos zemsty, pełen mrocznej energii. Trudno było go inaczej odebrać

Aktorka przyznała, że długo zastanawiała się nad tym, czy w ogóle opisać to, co się stało. Czy nie przemilczeć. “Ale skoro nie mogę przestać o tym myśleć i wciąż czuję poruszenie, uznałam, że powinnam to napisać – bo wydarzyło się coś ważnego, coś, co odbieram jako ostrzeżenie” – zwróciła uwagę. Podkreśliła, że nie chodzi jej o wzbudzanie sensacji. “Piszę, bo wiem, że takie momenty trzeba nazywać. Bo nie możemy mieć zgody na mowę nienawiści, na rozlewanie się faszyzmu w przestrzeni publicznej. Historia nie znika – żyje w nas, i od tego, jak na nią odpowiemy, zależy przyszłość” – zaznaczyła.

Sam festiwal chwaliła, pisząc, że organizacja “była wspaniała, pełna troski i czułości”. Oceniła, że gdy “teatr wychodzi z murów, wplata się w tkankę architektury i codzienności, spotyka przypadkowych przechodniów, prowokuje rozmowy”. I że wtedy “możemy naprawdę przyglądać się sobie nawzajem”. 

Dlatego post napisała z mieszanymi uczuciami: “z wdzięcznością za piękny festiwal i czułe przyjęcie, i z niezgodą na nienawiść, która – jeśli nie będziemy jej nazywać – znajdzie dla siebie miejsce i głos”.

Dyrektorka biblioteki: Moja wyobraźnia nie sięga tak daleko, jak sięga nienawiść człowieka

Anna Żmudzińska przyznaje, że rozmawiała z Agnieszką Przepiórską o tym, co się stało. 

– Przeprosiłam ją za ten incydent – mówi. – Nie ma co milczeć. Taką słowną agresję trzeba piętnować. To dobrze, że Agnieszka opowiedziała tę historię. Nawet jeśli to incydent, który bezpośrednio nas dotyka.

Opowiada, że obraźliwy okrzyk padł dość daleko od sceny, spoza widowni, ale był słyszalny. – To było na początku Placu Artystów. Sobota wieczór, grupa młodych ludzi, pełnych agresji i nienawiści, wykrzyczała, co wykrzyczała. Służby porządkowe festiwalu od razu zareagowały, stanowczo zwróciły im uwagę. Ci młodzi ludzie oddalili się. Nie wzywaliśmy w związku z tym policji – relacjonuje Anna Żmudzińska.

– Agnieszka wyszła między publiczność, przeszyła wzrokiem tych młodych chłopaków, nie przerywała swojego monodramu. Zachowała się wspaniale. To wielka artystka, wielka gwiazda – zachwala dyrektorka.

– Czy historia żydowskiej poetki jest dziś niebezpieczna do publicznego przedstawienia? – pytam.

– Czytam książki. Mam wyobraźnię. I moja wyobraźnia nie sięga tak daleko, jak sięga nienawiść człowieka do drugiego człowieka – opowiada Anna Żmudzińska. – Może to infantylne, co powiem, ale jeśli ludzie czytają książki, to mają własne zdanie. Trudniej jest nimi sterować. Warto uczestniczyć w wydarzeniach kulturalnych, przebywać wśród ludzi, ale też pokazywać, że na nienawiść i agresję nie ma naszej zgody.

Mówi, że chciałaby, aby historia z festiwalu “czegoś nas nauczyła”. – Ale czy tak będzie? Nie jestem przekonana. Pełno jest hejtu, nienawiści, agresji. Z drugiej strony: nie możemy być obojętni – zauważa.

Dziękuje Agnieszka Holland, wspiera Sylwia Chutnik

Wpis Agnieszki Przepiórskiej spotkał się z wieloma komentarzami. 

Jeden z nich: “Byłam, wstydziłam się, wsparłam. Wróciłam do domu i porozmawiałam o tej sytuacji z synem. On siadł do pianina i zaśpiewaliśmy razem »Imagine«. Bardzo chętnie spojrzałabym w oczy matkom tych chłopców i spytała, czemu wychowują ludzi, którzy nienawidzą…”.

Kolejny: “Tak, ja też słyszałam pierwszy okrzyk, podskórnie czekałam czy nie nastąpi atak niewerbalny. Przez kolejne 15 minut obmyślałam plan obywatelskiego zatrzymania. Myślałam sobie: nas jest więcej, ale czy zdążymy obronić tę dziewczynę, na której się skupi ta twardogłowa, bezmyślna złość? Potem miałam wrażenie, że chuligani poszli za scenę i próbowali zagłuszać spektakl muzyką disco (sprawdziłam, za sceną nikogo nie było, nie znalazłam źródła muzyki, ale zdaje się, że to po prostu miasto i sobotni wieczór przebijało?). Nie sądzę, żeby to była zorganizowana akcja, raczej myślę, że może Ginczanka »zawłaszczyła« przestrzeń chuliganów?”.

Za wpis Agnieszki Przepiórskiej podziękowała Agnieszka Holland.

Tak samo pisarka Sylwia Chutnik, która była gościnią kieleckiego festiwalu: “Jesteś bardzo dzielna: w tym, jakie tematy podejmujesz, gdzie i w jaki sposób. To, że zeszłaś ze sceny do tej grupy osób, uważam za gest odwagi nie tylko jako aktorki, ale i człowieka. Dziękuję Ci za wszystko. I przykro mi, że musiałaś się z tym zmierzyć. A Festiwal Herlinga-Grudzińskiego świetny i ludzie organizujący go również”. 

Dziennikarka i filozofka Katarzyna Kasia: “Dziękuję, że to opisałaś, ale jeszcze bardziej dziękuję Ci za »Ginczankę» i za wszystko, co robisz, za Twój teatr, odwagę i opiekę nad pamięcią”.


Redagował Bartłomiej Derdzikowski


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com