Irańsko-amerykańska dziennikarka, autorka i działaczka na rzecz praw kobiet Masih Alinejad
Kraj, którego miała nienawidzić
Andrzej Koraszewski
Masih Alinejad to nazwisko doskonale znane tym, których interesują dysydenci. Iranka mieszkająca w USA, prawdziwa feministka, walcząca o prawa prawdziwie dyskryminowanych kobiet. Wspaniała i szalona dziennikarka, której cały czas grozi śmierć ze strony irańskich zbirów bądź ludzi wynajętych przez Islamską Republikę Iranu.
Trzydziestego października 2025 r. amerykański sąd skazał na 25 lat więzienia dwóch członków rosyjskiej mafii za próbę zabójstwa Masih Alinejad na zlecenie rządu Iranu. Jak informuje Biuro do Spraw Komunikacji Społecznej: „W marcu 2025 r. Amirow i Omarow zostali uznani za winnych zarzutom usiłowania zabójstwa na zlecenie, usiłowania morderstwa w ramach działalności przestępczej oraz innych powiązanych przestępstw. Proces odbywał się przed sędzią federalną Colleen McMahon, która wymierzyła wyroki. Rosyjskim bandytom Irańczycy obiecali pół miliona dolarów za zabicie irańskiej dysydentki.”
„Teheran od dawna próbuje uciszyć panią Alinejad, a po nieudanych próbach porwania zwrócił się do Omarowa i Amirowa oraz ich organizacji, by śledzili ją i zamordowali. Ta sprawa wpisuje się w dobrze udokumentowany i niepokojący trend wykorzystywania przez Iran siatek przestępczych do eliminowania dysydentów w USA i na całym świecie. Naszym celem jest pociągnięcie do odpowiedzialności wszystkich, którzy współpracują z tym podłym reżimem, naruszając naszą suwerenność i zagrażając obywatelom USA” – powiedział zastępca Prokuratora Generalnego ds. Bezpieczeństwa Narodowego John A. Eisenberg.
Dzień przed ogłoszeniem tego wyroku Masih Alinejad opublikowała na łamach Quillette artykuł pod tytułem: Kraj, którego miałam nienawidzić, uratował mi życie. Jej opowieść wykracza poza wyobraźnię artystów wypasioną na medialnej strawie.
„Dorastając w maleńkiej wiosce w północnym Iranie, nauczyłam się razem ze wszystkimi innymi uczniami skandować ‘śmierć Ameryce’ w wieku siedmiu lat. W ideologii Islamskiej Republiki Ameryka to potwór, Wielki Szatan, Inny. Każdego ranka wrzeszczeliśmy te słowa aż do ochrypnięcia – nie z przekonania, lecz dlatego, że odmowa udziału była niebezpieczna.”
Masih opisuje wszechobecne pranie mózgów dzieciom i dorosłym – wbijane do głów opowieści o wiecznym piekle za wymknięcie się kosmyka włosów spod hidżabu i religijną policję bijącą na ulicach kobiety za niedostatecznie skromny wygląd. Ona sama jeszcze jako nastolatka została pobita na ulicy za nie dość starannie założoną chustę.
Jako początkująca dziennikarka w 2005 roku zagrożono jej w irańskim „parlamencie” pobiciem za wygląd – i uratowali ją przed tym tylko koledzy dziennikarze.
Próby pisania o powszechnej w Iranie korupcji skończyły się zwolnieniem z pracy. Przed wyborami w 2009 roku irańska bezpieka zmusiła ją do zobowiązania się, że nie będzie relacjonować przebiegu głosowania. Kiedy zignorowała ten nakaz, jej samochód został zniszczony, a na jego klamce znalazła kajdanki. Uciekła – dostała azyl w USA.
„Jak tysiące innych przede mną, zmuszonych do emigracji, czułam, że opuszczenie ojczyzny było jak wyrwanie części duszy. Ale emigracja dała mi wolność. Tutaj, w Ameryce, wreszcie mogłam oddychać. Mogłam mówić bez strachu przed pukaniem do drzwi o północy. Z czasem nauczyłam się, że nie muszę już oglądać się za siebie. Ta świadomość – choć brzmi banalnie – była rewolucyjna.”
Indoktrynacja nie znika jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Masih przez długi czas automatycznie zakładała coś na głowę – odrzucenie nakrycia głowy było ostatecznym wyzwoleniem. Początkowo trudnością było siadanie na wolnym miejscu obok obcego mężczyzny w metrze czy autobusie, publiczne słuchanie muzyki, aż wreszcie odkryła, że tu wolno jej jechać przez miasto na rowerze z rozwianymi włosami i śpiewać na całe gardło.
Jej gromki krzyk o wyzwolenie irańskich kobiet od teokratycznej tyranii najwyraźniej przerażał dumną republikę Allaha.
„W 2021 roku FBI poinformowało mnie, że jestem celem planu porwania. Irańscy agenci wywiadu wynajęli prywatnych detektywów, by mnie śledzili na Brooklynie. Sterczeli pod moim domem, śledzili moje ruchy, planowali porwanie i przewiezienie mnie do Wenezueli – bliskiego sojusznika Teheranu. Brzmiało to absurdalnie, jak scenariusz filmu szpiegowskiego.
Ale to była prawda. FBI w porę udaremniło ten plan.
Potem przyszło coś jeszcze mroczniejszego. W 2022 roku zamachowiec o imieniu Khalid Mehdiyev czaił się przed jej domem na Brooklynie, obserwując ją, gdy podlewała ogródek – mały kawałek zieleni, który sama stworzyła. Każda roślina niosła wspomnienie: bazylia i mięta z kuchni jej dzieciństwa, kwiat wiśni dla matki, drzewko brzoskwiniowe dla ojca. Z jego zeznań sądowych dowiedziała się, że widział swoją szansę tamtego dnia, gdy była na werandzie – ale przez przypadek jego broń została w samochodzie. Zanim ją przyniósł, była już w środku, nieświadoma zagrożenia.
Gdy wrócił następnego dnia – FBI go aresztowało.
Masih Alinejad była na tym procesie, składała zeznania, patrzyła w oczy gangsterowi, który nie zdążył jej zamordować. Ten wyrok, to – jak pisze:
„… coś więcej niż osobiste zwycięstwo. To przypomnienie, dlaczego przyjechałam do Ameryki: że Stany Zjednoczone dały mi miejsce, które mogę nazwać domem, wolność wyrażania siebie i ochronę przed tymi, którzy chcą mnie skrzywdzić. Moje życie w Ameryce to dowód, że dyktatorzy nie respektują granic. Nawet tutaj, we własnym domu, wciąż zerkam przez ramię. Ale wierzyłam, że Ameryka może być azylem dla tych, którzy stają przeciw tyranii – i wciąż w to wierzę.
To ironia losu, że dziecko, które kiedyś skandowało „śmierć Ameryce”, jako dorosła kobieta otrzymało drugie życie w tym samym kraju, którego miało nienawidzić. Gdy mówi, że Ameryka oznacza wolność, nie ma na myśli prawa do bogactwa czy władzy. Ma na myśli prawo do zwyczajnego życia: prawo do siedzenia, śpiewania, pływania, tańczenia, poruszania się, istnienia – bez konieczności proszenia o pozwolenie.
Kiedy ja byłem dzieckiem kazano mi się zachwycać opowieścią o chłopcu, który złożył donos na własnego ojca. Do dziś pamiętam tę opowiastkę o dzielnym chłopcu, który kochał Stalina i doniósł o spisku chłopów ukrywających zboże na siew. Wielu artystów opiewało chwałę Pawlika Morozowa na różne sposoby. Powstała nawet opera. W szkolnym podręczniku było to tylko jedno z opowiadań o licznych bohaterach, którzy mieli być dla nas wzorami.
Byli również nauczyciele, którzy ostrzegali nas przed tymi wzorami. Byli nieliczni i z konieczności ostrożni – zrozumienie tego, co mówią, wymagało wsparcia rodziny. Nie wszyscy mieli ten przywilej. Dziś czasem mam wrażenie, że wnuki tych, którzy dali się oszukać, pozostają nadal wierne tamtym wzorom.
Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com