Rysunek: Andrzej Płoski
Nieszczęśliwi, wypasieni i zagubieni
Andrzej Koraszewski
Narzekać trzeba, bo co by to było za życie bez narzekania. W dzieciństwie babcia powtarzała: „Jedz, dzieci w Afryce chodzą głodne”. Nie była to dobra motywacja do połknięcia kolejnej kluski i odroczenia ucieczki na podwórko, gdzie kopanie piłki z kolegami całkowicie eliminowało obraz głodnych dzieci w Afryce czy gdziekolwiek indziej. Współczucie bywa instrumentalne, bywa instynktownym odruchem, ale na ogół altruizm trzyma się mocno za ręce z egoizmem, co czasem okazuje się humanitarne, a czasem zgoła przeciwnie. Belgijski filozof Maarten Boudry w eseju opublikowanym na łamach „Quillette” pisze o niewdzięczności sytych.
Uświadamianie oczywistego faktu, że współcześnie żyjemy w nieporównywalnie lepszych warunkach niż kiedykolwiek ludzie w przeszłości, to dość niewdzięczne zadanie. Słowo „przednówek” z niczym się nie kojarzy, śmierci z głodu zdarzają się gdzieś daleko i nie zawsze wiadomo, czy są rzeczywiste.
Żyjemy w czasach obfitości, co nie znaczy, że bez problemów. Rewolucję przemysłową poprzedziła rewolucja w rolnictwie i nagle tempo innowacji oraz wzrost wydajności zaczął być lawinowy, ale dopiero w ostatnim półwieczu obszary biedy zaczęły się szybko kurczyć. Jak pisze Maarten Boudry:
Gdy jednak ludzie zaczęli żyć coraz dostatniej i przyzwyczajali się do dobrobytu, zaczęli zapominać o nędzy, z jakiej wyrwali się ich przodkowie. W ten sposób narodziło się zjawisko typowo nowoczesne: oddawanie się romantycznym fantazjom o błogosławieństwach prymitywnego, przednowoczesnego życia – nie rezygnując przy tym z wygód i dostatku, które daje nowoczesność.
To kawiarniane marzenie o sielskiej i rozkosznej dzikości bywa również źródłem sławy i dochodów. Rozpieszczeni i przejedzeni uprawiają „turystykę biedy”, piszą powieści i felietony, kręcą filmy, a nawet podejmują heroiczne wysiłki przeżycia kilku dni w prymitywnych warunkach, zabezpieczając się, żeby nie były nazbyt prymitywne i pamiętając, gdzie jest wyjście awaryjne.
Powinniśmy być wdzięczni, że nie rozumiemy biedy, ale problem w tym, że ta ignorancja tworzy podatny grunt dla romantycznych złudzeń. Miliony sytych mieszkańców Zachodu zachwycają się prostotą życia średniowiecznych chłopów (bez smartfonów! warzyw z własnego ogrodu!) lub koczowniczym życiem łowców-zbieraczy (brak dóbr materialnych! życie w harmonii z naturą!). Ci, którzy wychwalają zalety przedprzemysłowego rolnictwa bez nawozów i maszyn, to ci sami, którzy nigdy nie musieli sami żyć w prymitywnych warunkach.
Te fantazje sytych nie są największym problemem – im szybszy rozwój techniki i technologii, im więcej bogactwa i mniej prawdziwej, dramatycznej biedy, tym większy popyt na intelektualistów zawodowo zajmujących się zwalczaniem kapitalizmu. Okazuje się, że gryzienie ręki, która cię karmi, może być zarówno intratne, jak i dostarczać doznań smakowych. Korporacje dostarczą komputerów, na których ci twórcy smażą swoje krytyki, dostarczą platform, na których je rozpowszechniają, kont, na których można gromadzić pieniądze wpłacane przez odbiorców tej krytyki.
W rzeczywistości dobrodziejstwa postępu stają się niezauważalne. Zniknęły choroby, które dziesiątkowały całe populacje, nie ma tamtych dramatów, więc przestajemy wierzyć w szczepionki. Żyjemy coraz dłużej i coraz bezpieczniej, ale trudno przez cały czas odczuwać wdzięczność — światło jest, lodówka działa, grzejniki pracują. To wszystko stało się normą, w której najbardziej irytującą rzeczą okazuje się fakt, że ktoś na tym zarabia. W niektórych częściach świata również pokój jest tak normalny, że trudno sobie wyobrazić czasy, w których wojna była normą. Jednak kiedy dobrobyt jest normą, jego zwalczanie może się okazać niebezpieczną zabawą kapłanów niezadowolenia.
W pewnym sensie jest rzeczą naturalną, że koszmar życia, które dawno temu minęło i które nigdy nie dotknęło nas osobiście, jest dla nas tylko abstrakcją. Gorzej, kiedy tęsknota do utopii zaczyna prowadzić do wkładania kija w szprychy koła postępu.
Również na łamach „Quillette” amerykański politolog, profesor Dustin N. Sharp, pisze o skłonnościach intelektualistów do umiłowania różnych utopijnych idei. Kolejne pokolenia dają się uwodzić marzeniami o absolutnej czystości. Dekoracje się zmieniają, ale absurd i dramat pozostają te same.
To, co zaczęło się jako moda na akademickim marginesie, stało się językiem wspólnym aktywistów i intelektualistów — sposobem moralnego poznania, który traktuje świat społeczny jako rytualnie skalany, a cnotę odnajduje w tropieniu skazy. Dla nowego duchowieństwa lewicy problematyzowanie stało się jedyną uznaną formą pracy intelektualnej i moralnej. Im głębiej zdemaskujesz władzę, tym bliżej łaski jesteś. Największy prestiż przypada tym, którzy potrafią prześledzić mechanizmy dominacji aż po najdrobniejsze elementy życia społecznego. To moralna logika bardziej przystająca do oczyszczania niż do przekonywania.
Problem z tym stylem moralnym nie polega na tym, że dostrzega niesprawiedliwość — lecz na tym, że jej potrzebuje – pisze Dustin N. Sharp.
Orgie oburzenia zastępują dociekania i analizy, udają edukację; indoktrynacja zastępuje informację. Burzenie jest celem, budowanie — przeszkodą i problemem.
Zauważ, że liberalny kapitalizm — jakkolwiek niedoskonały — jednak wydłużył życie ludzi i wydźwignął setki milionów ze skrajnego ubóstwa, a zostaniesz uznany za osobę niepoważną. Przyznaj, że liberalna demokracja potrafi się czasem sama skorygować, a gospodarki rynkowe — mimo licznych wad — żywią i tworzą innowacje, a zostaniesz potraktowany jak rzecznik systemu. Częściowa obrona Zachodu lub „systemu” oznacza w najlepszym razie niedouczenie, w najgorszym — głupotę.
To kusząca oferta: wstąpienia do klubu najmądrzejszych i najbardziej przewidujących. To zaproszenie do religijnej sekty wybranych i najbardziej moralnych.
W świecie, który wydaje się pozbawiony sensu, taki progresywno-aktywistyczny światopogląd przywraca porządek, zamieniając chaos i historię w przejrzystą, binarną narrację. Niewiele opowieści jest równie trwałych — i równie przydatnych politycznie — jak ta, która przedstawia historię jako walkę między czystymi a skażonymi.
Nowością jest tu tylko wykreślenie ze spisu treści istoty nadprzyrodzonej i zastąpienie jej postaciami w gronostajach, reprezentującymi pseudonaukę i przekonującymi, że pojęli istotę wszechrzeczy.
Krytyka zmienia się szybko w teorię, a teoria — w dogmaty, od których odstępstwo jest herezją. Awangarda strzeże czystości i nawraca posiadaczy fałszywej świadomości.
Posiadacze fałszywej świadomości są niesforni, głosują nie tak, jak trzeba, nie rozumieją swoich prawdziwych interesów — prawdę mówiąc, to głupcy i prostacy.
Ta nowoczesna zachodnia lewica nie tylko gardzi maluczkimi. Rewolucyjny romantyzm wymaga zamazania historii, przemilczenia sowieckich gułagów, chińskich ofiar głodu i rewolucji kulturalnej, ludobójstwa Pol Pota, zbrodni lewicy w Afryce i Ameryce Łacińskiej, ukrycia świata, w którym — jak pisze Dustin N. Sharp — „fałszywa świadomość przestaje być błędem, a staje się przestępstwem”.
Te zbrodnie, a zarazem dowody konsekwencji budowania utopii, są zepchnięte na margines jako mało istotne i szkodliwe dla młodych umysłów.
Antidotum na destrukcyjny utopizm to polityka, która akceptuje zwykłą niedoskonałość, ograniczenia ludzkiej natury oraz wartość tradycji, instytucji i wspólnoty jako buforów wobec rozpaczy i chaosu. (Pogrubienie moje A.K.)
Niezależnie, czy utopijne idee przychodzą z lewej, czy z prawej strony, świetliste obietnice prowadzą do przymusu. Niemożność dotarcia do ideału popycha do terroru — psychicznego lub fizycznego, od łagodnego przez ostracyzm do bestialskiego, z obozami resocjalizacyjnymi.
Rewolucyjny romantyzm prawdopodobnie nie zniknie — jest jak narkotyk. Możemy jednak podjąć działania, by dealerami tego narkotyku nie byli nauczyciele naszych dzieci. To poważne wyzwanie, którego nie załatwi za nas ani państwo, ani tym bardziej postępowa awangarda, która rozsiadła się w mediach, w organizacjach rzekomo strzegących praw człowieka, w sztuce, a przede wszystkim w edukacji.
Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com