Odebranie Zagładzie statusu wydarzenia granicznego jest operacją polityczną. Polemika z esejem Andrzeja Ledera [OPINIA]
Beata Lewkowicz, Anne Goldschmid, Jan Hartman
Publikacja tekstu Andrzeja Ledera na łamach OKO.press w dniu 27 stycznia, w Międzynarodowym Dniu Pamięci o Ofiarach Holokaustu, wywołała poruszenie nie dlatego, że dotyczy on konfliktu izraelsko-palestyńskiego, krytycznie odnosząc się do Izraela, lecz dlatego, że jego autor przekracza granice odpowiedzialności za słowa, wpisując się w dyskurs nienawiści, oparty na kłamliwych kliszach i zniesławieniach.
Nie chodzi w tym tekście o realny spór polityczny ani o ocenę bieżących decyzji rządu Izraela, lecz o zbudowanie kontekstu, w którym znów będzie można oskarżyć Izrael o ludobójstwo, ponawiając, wszechobecny w propagandzie dżihadystów i bezmyślnie (?) powielany przez liczne środowiska lewicowe na całym świecie, gest stawiania znaku równości między Zagładą a śmiercią dziesiątek tysięcy palestyńskich cywilów w wojnie wypowiedzianej Izraelowi przez Hamas i jego potężnych popleczników. Ten propagandowy zabieg, wokół którego zbudowany jest tekst Ledera, nie jest zwykłym retorycznym nadużyciem, lecz aktem symbolicznej przemocy, normalizującym myślenie o Żydach jako zbiorowym sprawcy i tym sposobem przygotowującym grunt pod odbudowę najgroźniejszych resentymentów.
Tekst Ledera pełen jest niesłychanych tez i konstrukcji intelektualnych, do których nie sposób odnieść się w zwięzłej prasowej polemice. Nasza odpowiedź skupi się na kilku elementach, które można zilustrować tymi oto cytatami: “Izrael dokonuje ludobójczych zbrodni. W samym Izraelu bardzo niewielu przeciw temu protestuje, większość popiera. Rzuca to na Izraelczyków mroczny cień, ogarnia tym cieniem żydowskie społeczności diaspory [które] przypominają zbrodnie popełnione przez Hamas, szczególnie te 7/10, pomijając całkowicie te popełnianie przez Siły Obronne Izraela (…) Ten smutny stan rzeczy odsyła mnie do innych, podobnie ponurych okoliczności. Myślę o stanie społeczeństwa niemieckiego tuż po drugiej wojnie światowej (…) Otóż myślę, że — i mówiąc szczerze, mam nadzieję, że coś podobnego [jak po wojnie w Niemczech] zdarzy się w Izraelu. Że rodzące się dziś pokolenie nie będzie mogło spokojnie żyć w cieniu dzisiejszych zbrodni. Że za pewien czas zada swoim ojcom i matkom pytanie: co wtedy robiliście?”.
Wrogość wyzierająca zza tych słów zapiera nam dech w piersiach i budzi w nas przerażenie. Jak coś takiego mógł napisać Polak, Żyd, uznany intelektualista, będący dla tysięcy ludzi autorytetem? Dlaczego self-hating Jew [ang. Żyd nienawidzący samego siebie, określenie Żydów atakujących państwo izraelskie i wspólnotę żydowską] stał się dziś dominującą postacią na intelektualnej scenie żydowskiej diaspory?
Tekst Andrzeja Ledera nie jest niefortunnym potknięciem ani prowokacją obliczoną na rezonans. Jest świadomym zerwaniem z powojennym minimum odpowiedzialności intelektualnej, zgodnie z którym najcięższe pojęcia — takie jak “ludobójstwo” — wymagają rygoru definicyjnego, dowodowego i moralnego. Autor ustanawia dla siebie pozycję uprzywilejowaną: mówi jako Żyd, jako ktoś “dzielący ciężar dziedzictwa”, a więc rzekomo uprawniony do ostrzejszego osądu. Ten gest nie wzmacnia jednak odpowiedzialności za słowo, lecz ją zawiesza. Żydowska tożsamość (wiadoma polskiej opinii publicznej) zostaje użyta instrumentalnie — nie po to, by ograniczyć oskarżenie, lecz by je uwiarygodnić i rozszerzyć.
Kulminacją tej konstrukcji jest owa analogia do społeczeństwa niemieckiego po II wojnie światowej i wyrażona nadzieja na podobne “przebudzenie” w Izraelu. To oskarżenie o najwyższym możliwym ciężarze symbolicznym, lokujące Izrael w cieniu III Rzeszy. Analogii tej nie neutralizują deklaracje troski — analogia nazistowska służy nie korekcie polityki, lecz delegitymizacji.
Szczególnie niebezpieczny jest przezierający z tekstu Ledera postulat relatywizacji Zagłady, ubrany w język racjonalności i “myślenia bez tabu”. Odebranie Zagładzie statusu wydarzenia granicznego nie jest aktem odwagi intelektualnej, lecz operacją polityczną, która rozszczelnia barierę chroniącą debatę publiczną przed powrotem zbiorowych oskarżeń, stygmatyzacji i historycznych nadużyć.
Publikacja tekstu Ledera 27 stycznia [w Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu, obchodzony w rocznicę wyzwolenia obozu koncentracyjnego Auschwitz] przez OKO.press była świadomym przesunięciem ramy moralnej i aktem moralnej przemocy wobec pamięci ofiar Zagłady. Nie jest to krytyka polityki Izraela, lecz konstrukcja, która pod pozorem antysyjonizmu normalizuje myślenie o Żydach jako zbiorowym sprawcy, a ofiary Zagłady czyni zakładnikami w propagandowej grze, w ostatecznym rozrachunku wspierającej cele polityczne tych sił, które pragną zetrzeć Izrael z powierzchni ziemi.
Fundamentalnym błędem i nadużyciem w eseju Ledera jest sugerowanie kolektywnej odpowiedzialności Żydów oraz przyjęcie tezy o ludobójstwie jako aksjomatu. Choć autor deklaruje, że krytykuje wyłącznie Izrael, w praktyce konsekwentnie rozszerza odpowiedzialność na Żydów jako zbiorowość, w tym diasporę, posługując się klasyczną figurą antysemicką: zbiorowego podmiotu moralnego.
Ta logika nie pojawia się w żadnym innym konflikcie. Autor nie mówi o “dzieleniu ciężaru” przez Rosjan po Buczy, ani przez Irańczyków po masowych egzekucjach. Jest to podwójny standard oparty wyłącznie na tożsamości etniczno-religijnej. Pojęcie “ludobójstwa” zostaje użyte jako narzędzie moralnego szantażu, bez analizy intencji, definicji prawnej i sporów wśród ekspertów. Emocjonalna enumeracja obrazów zastępuje argumentację, a autentyczność materiałów wizualnych zostaje uznana za nieistotną. W ten sposób pojęcie ludobójstwa zostaje rozbrojone i sprowadzone do propagandowego efektu.
Szczególnie groźna jest analogia do III Rzeszy, budowana za pomocą języka niemieckiej kultury pamięci: “pytania zadawanego ojcom i matkom”, “zaprzeczenia prawdy”, “godziny zero”. Te pojęcia nie są neutralne — tworzą ramę interpretacyjną właściwą dla społeczeństwa sprawców Zagłady. Poprzez takie teksty, jak esej Ledera, z biegiem lat Żydzi przesuwani są w społecznej świadomości na pozycję sprawców — tę samą, którą zajmowali przez wiele dekad Niemcy. Teraz to Żydzi mają być Niemcami, rzec by można, “Niemcami XXI w.”. I to z poręki żydowskich intelektualistów, z których autorytetem wszak nie wypada nawet polemizować. Skoro sam Andrzej Leder mówi, że współcześni Żydzi będą musieli tłumaczyć się swoim wnukom z popełnianych dziś zbrodni, to któż śmiałby to podważyć. My jednakże taką śmiałość mamy. Sądzimy, że bardziej prawdopodobne jest, iż dzieci i wnuki będą nas pytać: dlaczego Izrael i USA zatrzymały się w pół drogi i nie zniszczyły Hamasu do końca — dla dobra Izraela, Palestyńczyków i całego świata.
Leder nie tylko usprawiedliwia nienawistny dyskurs pod gasłem From the River to the Sea Palestine will be Free [ang. “Od rzeki Jordan po morze Palestyna będzie wolna”, antysemickie hasło oznaczające zamiar zniszczenia Izraela] i powiela haniebną kliszę, jakoby Izraelczycy robili Palestyńczykom to, co niegdyś Żydom czynili Niemcy. Dodatkowo jeszcze wspiera i tłumaczy odrzucanie zarzutu antysemityzmu przez młodych uczestników masowych protestów antyizraelskich, przypisując tym protestom autentycznie moralną motywację, a za to zupełnie pomijając oczywistą inspirację i organizacyjny współudział w nich organizacji dżihadystycznych. W ten sposób antysemityzm zostaje zrelatywizowany, a realna wrogość wobec Żydów — usprawiedliwiona jako efekt uboczny polityki Izraela.
Tekst udaje analizę, lecz w istocie jest aktem oskarżenia; udaje uniwersalizm, lecz stosuje selektywną etykę; udaje troskę o Żydów, lecz realnie pogarsza ich bezpieczeństwo symboliczne, dostarczając intelektualnego alibi tym, którzy już uznali, że “z Żydami jest coś nie tak”.
Zadajemy Andrzejowi Lederowi kilka prostych pytań:
- Czy chce, aby Izrael osiągnął swój cel, jakim jest zniszczenie Hamasu, czy może chce, aby Hamas przetrwał?
- Czy Izrael miał moralny obowiązek poniechać dążenia do całkowitego wyeliminowania Hamasu, nawet kosztem dziesiątek tysięcy ofiar cywilnych, czy może to raczej Hamas miał moralny obowiązek natychmiast przerwać rozpętaną przez siebie wojnę poprzez wydanie zakładników i poddanie się?
- Czy ma Andrzej Leder jakąś szczególną wiedzę pozwalającą oszacować liczbę ofiar cywilnych, które mogłyby zostać oszczędzone, gdyby Izrael prowadził wojnę w inny sposób? Jaka to liczba? O jaki sposób prowadzenia wojny by chodziło?
- A może autor sądzi, że Izrael po prostu nie powinien tej wojny prowadzić w ogóle, oddając zwycięstwo Hamasowi i stojącym za nim siłom?
- Czy przyznaje, że śmierci ofiar cywilnych winni się nie tylko żołnierze izraelscy odpalający pociski, lecz także terroryści z Hamasu, którzy z premedytacją kryją się pośród cywili oraz utrudniają ich ewakuację?
- Czy przyznaje, że ta współwina Hamasu za ofiary cywilne jest systematycznie pomijana i przemilczana przez niezliczonych komentatorów, obwiniających wyłącznie Izrael?
- Czy przyznaje, że w narracji lewicowej wina Hamasu ogranicza się niemalże wyłącznie do zbrodni 7/10, którą niejako bierze się w nawias, usprawiedliwiając dalsze postępki tej organizacji?
- Czy przyznaje, że Hamas jest organizacją terrorystyczną, której krwawa działalność, wymierzona w Izraelczyków i Palestyńczyków, niweczy szanse na pokój i na powstanie palestyńskiego państwa, czy też gotów jest uznać, że jest to organizacja walcząca o wolność Palestyńczyków, a wojna, którą prowadzi obecnie z Izraelem jest wojną o “sprawę palestyńską”?
- Czy oprócz Izraela zna jakiś inny kraj, gdzie żyją miliony Palestyńczyków, a który dawałby im choćby cień szansy na utworzenie palestyńskiego państwa na swoim terytorium bądź dawał Palestyńczykom prawa choćby zbliżające się do tych, jakimi cieszą się liczni Palestyńczycy będący pełnoprawnymi obywatelami Izraela?
To nie są pytania, na które można odpowiedzieć “to zależy” albo “i tak, i nie”. Odpowiedź na te pytania (lub jej brak) będzie testem na to, po czyjej stronie w tej wojnie jest Andrzej Leder. Jeśli nie jest po żadnej, to znaczy, że gotów jest zaakceptować dalsze istnienie totalitarnego reżimu Hamasu w Gazie i te wszystkie nieszczęścia, jakie Hamas sprowadza na naród palestyński i żydowski.
Nie dajemy Andrzejowi Lederowi wyboru: albo odpowie na te pytania, albo nie. A brak odpowiedzi też będzie odpowiedzią. Bardzo wymowną i jednoznaczną.
Anne Goldschmid jest publicystką i eseistką zajmująca się problematyką pamięci historycznej. Jan Hartman jest filozofem i etykiem, profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego. Beata Lewkowicz jest niezależną publicystką.
Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com