Archive | 2025/07/30

Próby świadectwa raz jeszcze


Próby świadectwa raz jeszcze


Andrzej Koraszewski


Tekst odwołujący się do Prób świadectwa Jana Strzeleckiego był poniekąd naszym manifestem, kiedy zaczynaliśmy prowadzenie „Listów z naszego sadu”. Dziś próbuję prowadzić je samodzielnie. Sądzę, że jest to możliwe dzięki niesamowitemu wsparciu wspaniałych i rozumiejących przyjaciół. Dziś, zaledwie w miesiąc  i 10 dni po śmierci Małgorzaty, jestem bliski zarówno zmodyfikowanej koncepcji „Listów” jak i nowej organizacji pracy redakcyjnej. Nic z tego nie byłoby możliwe bez pomocy Kuby. Zbudowane przez niego narzędzia AI pozwalają na przyspieszenie i samodzielne wykonanie pracy, którą ciągnęliśmy we dwoje.

 Niesamowitą pomocą jest tu moja wnuczka Paulina, która wyczuwa i realizuje to, bez czego dawno bym się poddał. Mój urlop się nie udał, o tym za chwilę. Dziś , w sobotę 26 lipca 2025 roku mam tu gości, którzy mają mi przekazać nagrodę przyznaną przez B’nai B’rith. To bardzo miłe, ale kiedy pracuje się na styk, to w pewnym momencie człowiek może zaryć nosem w ziemię. Zmarnowałem czas próbując doprowadzić do tego, żeby organizatorką tego spotkania była Marta Koraszewska. Zmarnowałem czas, a przede wszystkim straciłem bardzo dużo sił na bezsensowną walkę. Moja córka już dawno nie jest dzieckiem, ale nigdy nie dotarła do dorosłości. Drogę do dorosłości zabrała jej ponowoczesność. W piątek opublikowałem tekst, którym  chciałem ją przekonać. Koszmarna maź procesu Kafki, zmieniła moją córkę w istotę, do której nie mam szans dotarcia i o której muszę teraz szybko zapomnieć.


Marta nie jest moją biologiczną córką, podobnie jak Paulina nie jest moją biologiczną wnuczką. Ani jedna ani druga nie śledzi mojej pracy, Mariusz, mąż Pauliny, jeszcze bardziej nie śledzi. Mariusz jest robotnikiem budowlanym. wspaniałym człowiekiem, który patrząc na przygotowaną na dzisiejszą uroczystość dekorację w postaci kilku małych izraelskich flag, zapytał czy będzie mógł potem jedną dostać. Okazało się, że chciałby ją na stałe zamontować, na domku Julii, który zbudował w niegdyś naszym ogrodzie, który dziś razem z domem jest własnością Pauliny (więc również i jego). Mariusz nie mógł mi zrobić wspanialszego prezentu.

Marty Koraszewskiej nie będzie tu ani dziś, ani najprawdopodobniej nigdy. W piątek podjąłem ostatni wysiłek, by wyrwać moją córkę z łap ponowoczesności. Opublikowałem list o mojej miłości do niej. Otrzymałem odpowiedź, która ostatecznie kładzie kres marzeniom, odpowiedź która informuje mnie, że Marty Koraszewskiej nigdy nie było i nigdy nie będzie, że jest moim wymysłem i że muszę się z tym pogodzić i ostatecznie zamknąć ten rozdział. Jej odpowiedź na moją ostatnią próbę odzyskania córki brzmiała:

Andrzeju,

piszę bo może tak łatwiej do Ciebie dotrę. Mówisz, że jestem Twoją córką, że jesteś moim ojcem. Nie słyszysz kiedy jasno komunikuję, że to, co zrobiłeś publikując ten list sprawia mi ból. Powiedziałam Ci w zaufaniu o mojej depresji, o tym, że chodzę na terapię. Nie tylko prywatnie to wyśmiałeś (jestem to w stanie przeżyć), ale opublikowałeś tę informację pod moim zdjęciem (również wziętym bez mojej zgody). Ja się mojej depresji nie wstydzę, otwarcie o niej mówię wszystkim bliskim. Jednak wolałabym mieć wpływ na to, kto taką informację posiada. Dzięki Tobie moje zdrowie psychiczne zostało wywleczone przed publiczność. To prawda, że jest to Twój list napisany do mnie, ale zawiera on informacje którymi podzieliłam się z Tobą w zaufaniu i to zaufanie zostało poważnie naruszone. Dla mnie w każdej relacji zaufanie i szacunek to podstawa. Tak się po prostu nie robi, szczególnie osobie, którą się podobno kocha jak córkę. Pewnie się tym nie przejmiesz, bo co też mogą być ważne moje uczucia, ale chciałam to z siebie wyjąć.

Marta

Gospodynią dzisiejszego spotkania jest Paulina. Marta ostatecznie znika z mojego życia, ale nie z mojej pamięci. Ona, jej matka Elżbieta, jej mąż Andrzej Marciniak będą stanowić niesłychanie istotną część Pamiętnika znalezionego w starym łbie. Literatura albo jest prawdą, albo pogonią za sławą. Sława mnie nie interesuje, Próby świadectwa Jana Strzeleckiego to pogoń za prawdą. Rozumie to Danka, której dziś nie będzie, pojawi się w Dobrzyniu dopiero w przyszłym tygodniu. Podjęła się zadania redagowania na bieżąco Pamiętnika.

 

Brak Marty będzie dla mnie dramatem niemal tej samej wielkości,  co strata Małgorzaty. Nigdy więcej nie zobaczę również domu Andrzeja i Elżbiety. Zostawiłem tam za sobą pomnik mojej Żony, drewniane schodki do tego domu. Marta ani nie rozumiała, ani nie mogła zrozumieć mojego wściekłego uporu, żeby w ostatnim dniu mojego „urlopu” zbudować schody – pomnik Małgorzaty. (Paradoksalnie ostatecznie zbudował je Andrzej). Sam dom zasługuje na powieść i jeśli będę żył aż tak długo pewnie ją napiszę, zmieniając imiona i nazwiska, bo w tym absurdalnym procesie milości i dążenia do piękna zgubiła się zdolność bycia człowiekiem. Tak więc zapewne napiszę, że wszelkie podobieństwo do realnie istniejących ludzi jest przypadkowe.

Mojej córki nie ma, skradły ją potwory nowoczesności zmieniając ją w zombi. Jak dziesiątki milionów innych takich istot zachodniego świata Marta Wierzbicka ma całkowicie zablokowaną drogę do dorosłości . Ma chirurgicznie wyciętą zdolność przejścia do dorosłości. Ten proces bodaj najlepiej opisuje  Paul Finlayson. Paul, w odpowiedzi na mój list: I did it again. Here is Polish version of your excellent article:  http://www.listyznaszegosadu.pl/notatki/kurdowie-zapomniany-narald-w-swiecie-odurzonym-wybialrczym-oburzeniem

All the best

Andrzej  

– przysłał mi wczoraj krótki list: Great, just FYI, I was fired a week ago for calling Hamas nazis.         

 

Dlaczego wracam do tekstu opublikowanego w wigilię Bożego Narodzenia 2013 roku? Nagroda, którą dziś wręczy mi Jurek w obecności swojej żony nosi nazwę Wdzięczność–Gratitude–הכרת הטוב – to samo słowo powtórzone w trzech językach.  Jerzy Luty, odczytał mój list we Wrocławiu i w moim imieniu odebrał statuetkę. Nie wiedziałem, że znam ten list na pamięć, ale powtórzyłem go dosłownie Marcie nad Wisłą. Nie mógł do niej dotrzeć, chociaż chyba się starała. Nie jej wina. Cierpi, ale od potworów nie może ani nie chce uciec.

A teraz mój artykuł sprzed dwunastu lat

&&&

W 1971 roku “Czytelnik” wydał pod tym tytułem  niewielką książkę Jana Strzeleckiego. Autor pisał we wstępie, że jest to zarys moralno-intelektualnych doświadczeń czasów wojny. Ta książka jest dla mnie szczególnie ważna. Starszy ode mnie o pokolenie Jan Strzelecki, był zaledwie o kilka lat młodszy od mojego ojca. My byliśmy pokoleniem dzieci rodziców, którzy budzili się z krzykiem po nocach i którzy mieli zrozumiałe trudności z przekazaniem nam tych doświadczeń. Uciekali często w milczenie, by oszczędzić nam  opisów zdarzeń wykraczających poza nie tylko dziecięcą wyobraźnię.

 Przez lata zbierałem okruchy wiedzy o zdarzeniach, które składały się na ich wielką traumę. Próbowałem je zebrać w autobiograficznym opowiadaniu „Ojhyzna”, do którego polskiej wersji czytelnik może dotrzeć na łamach „Listów”.

To opowiadanie mógłbym przepisywać, uzupełniać i szlifować bez końca, ponieważ coraz to nowe doświadczenia własne odsłaniają i przydają wagi zdarzeniom, w których uczestniczyło poprzednie pokolenie. Stosunkowo niedawno dostałem wycinki z przedwojennych poznańskich gazet, gdzie znalazłem opisy początków lat trzydziestych, brutalnych, fizycznych ataków nie tylko na Żydów, ale i na starych profesorów, którzy odważali się protestować przeciw zbydlęceniu. Pojawia się w tych opisach postać Tadeusza Jasińskiego, brata mojej matki, którego opisywano w endeckiej prasie jako „sanacyjnego bojówkarza”, a w „Dzienniku Poznańskim” jako młodego człowieka, który wraz z kolegą miał odwagę stawić czoła grupie bandziorów, atakujących na ulicy starego profesora i towarzyszące mu kobiety.  Tadeusz zginął w czasie wojny w ZSRR z rąk NKWD, ale te wycinki pozwoliły mi lepiej zrozumieć jedną z pierwszych zapamiętanych scen, kiedy moja matka podnosi deskę na schodach i widzę ręce,  które odbierają jedzenie. Pamiętam wystraszone oczy matki, która widzi, że ja widzę i przerażająco poważną rozmowę z niespełna pięcioletnim dzieckiem, że nie wolno o tym co widziałem powiedzieć ani słowa NIKOMU.

Strzelecki pisze:

„Myśmy wiedzieli, czym jest braterstwo. Braterstwo oznacza utożsamianie się z kimś drugim, nieoddzielanie jego losu od swojego; więcej nawet – widzenie jego niebezpieczeństwa wyraźniej niż swojego, doznanie, że jego śmierć jest trudniejsza do przeżycia niż własna. Braterstwo jest łatwością przekraczania tych granic, które filozofowie głoszący samotność człowieka uznają za nieprzekraczalną linię, za którą jest już tylko milczenie lub powrót własnego głosu.”

Z biegiem lat rozumiałem słowa Strzeleckiego coraz lepiej i nie dlatego, że byłem starszy i mądrzejszy, ale dlatego, że powracały realia pozwalające lepiej zrozumieć czas pogardy.

W marcu 1960 roku Tadeusz Mazowiecki wygłosił odczyt w warszawskim Klubie Inteligencji Katolickiej, kończył ten wykład słowami:

„Dlatego walka z antysemityzmem nie jest żadną zasługą ani żadnym humanitarnym gestem litości; nie jest ona też tylko walką o godność Żydów, ale w równej mierze walką o naszą własną godność. Jest walką o godność wszystkich. Uogólnienie właściwe samej istocie antysemityzmu prowadzi bowiem poza pewien próg pojęć moralnych, którego człowiekowi przekroczyć nie wolno, jeśli nie ma się wszystko zawalić.” (Całość tego wykładu można przeczytać tu: Antysemityzm ludzi łagodnych i dobrych .)

W tym samym wykładzie Tadeusz Mazowiecki cytował Leszka Kołakowskiego:

 “…antysemityzm jest środkiem wytwarzania symbolu społecznego. Walka z Żydami  rzadko bywa celem dla siebie. …Najczęściej hasła walki z Żydami łączone są też z innymi, stanowiącymi właściwą, polityczną treść walki. Historia dostarcza pod dostatkiem takich połączeń, w których zwalczano na przykład Żydów i chrześcijan, Żydów i komunistów, Żydów i demokratów. …W naczelnej misji społecznego oddziaływania antysemityzm ma stworzyć uniwersalny symbol zła, który następnie chce się związać w umysłach z tymi zjawiskami w polityce, kulturze, nauce – które trzeba zwalczać. Trzeba z żydostwa uczynić obelgę, którą będzie się piętnować wszystko, co ma być unicestwione, nosiciela nie określonego zła, ale zła w ogóle, abstrakcyjny symbol ujemny, dający się dołączyć do dowolnej sytuacji, jeśli pragnie się ją jako ujemną przedstawić przed światem”.
 

Ponad pół wieku temu Mazowiecki mówił:

„Antysemitów wśród nas nie ma. Nikt, poza jednym czy drugim fanatykiem, do takiej nazwy dziś się nie przyzna. Zawsze zresztą ludzie łagodni i dobrzy mówili: „Antysemitą, to ja nie jestem, potępiam tego rodzaju postawę, …ale ci Żydzi.”

Ilekroć piszę o odradzaniu się atmosfery lat trzydziestych spotykam się z niedowierzaniem i kpiną, jeszcze częściej z otwartą wrogością, w szczególności tych, którzy pytają: „czy wolno krytykować Izrael” i tych którzy bronią praw człowieka, ale tylko tego człowieka, któremu utrudnia się zabijanie Żydów.

Pokazywanie muzułmańskiego, obsesyjnego antyjudaizmu budzi obłąkany gniew postępowych liberałów na Zachodzie, wściekłość  narodowców  i groźby ze strony neonazistów. Ten dziwaczny sojusz nie jest ani nowy, ani tak dziwny jak mogłoby się zdawać. Tę osobliwą koalicję łączy nienawiść do demokracji, do wolnego rynku, do  systemu parlamentarnego. Obie strony potrzebują symbolu zła. Na salonach nie wypada mówić, że jest nim Żyd, więc dziś jest nim syjonista, albo Izrael.

Salonowy lekko w antysyjonizm udrapowany antysemityzm udziela coraz więcej przyzwolenia temu antysemityzmowi, który nie owija już niczego w bawełnę. Tysiące drobnych wydarzeń pokazują jak wzbierające strumienie zaczynają się zlewać w potężną rzekę.

Zbliżają się święta Bożego Narodzenia, 5 grudnia 2013 roku państwowa telewizja rumuńska nadała program z kolędami , jedna z nich brzmiała tak:

„Żydki, przeklęte Żydki, święty Bóg nie zostawi ich przy życiu, ani w niebie, ani na ziemi, będą tylko dymem z komina, do tego tylko Żydek jest dobry, żeby był dymem z komina nad ulicą.”

Jeszcze dziesięć lat temu ta koszmarna kolęda wywołałaby burzę, pisałyby o niej wszystkie gazety, politycy zastanawialiby się, czy Rumunia może być członkiem Unii Europejskiej, dziś wiadomość przeszła niezauważona, baronessa Ashton dyskretnie przyłącza się do świątecznego chóru.

W tym samym tygodniu, burmistrz małego miasteczka w Austrii, Karl Simlinger, zdenerwował się na dziennikarzy informujących o imigrantach starających się o azyl. Jak powiedział:

„Gówno  mnie obchodzą starający się o azyl imigranci, ale winni są dziennikarze, których powinno się wieszać jak Żydów.” 

Dokładnie w tym samym czasie, w Polsce,  w Narewce, na seminarium naukowym poświęconym  “Gradacji kornika drukarza i ochronie różnorodności biologicznej w Puszczy Białowieskiej”, autor jednego z referatów mówił:

 “Drzewa w Puszczy Białowieskiej umierają, bo utraciły swój cel życia, jakim jest pragnienie bycia wyciętym i przerobionym na deski. Odpowiadają za to ekolodzy, realizujący sztuczny program Narodu Wybranego, co w ósmym dniu życia poprzez obrzezanie skrzywia ludzkie ogonki”.

Kierownik zbiornika wodnego Siemianówka i radny gminy Leon Chlabicz, wszechstronnie rozwijał swoją myśl mówiąc m.in.:

„Będąc na pustyni, gdzie poprzez odpowiednie procedury, obrzezanie skrzywiające na ósmy dzień ogonek ludzki, czy codzienne hodowanie, określili się jako Naród Wybrany. A wybrany do czego? Napisane to jest w Księdze Powtórzonego Prawa Starego Testamentu. I ty będziesz pożyczał wszystkim narodom, sam nie będziesz pożyczał. Ty zapanujesz nad wieloma narodami, oni nie będą nad tobą panowali. I właśnie ci ludzie wyobcowani, których genetyka psychika została ukierunkowana na tworzenie sztucznego świata realizują ten program i my pośrednio przyjęliśmy to.”

Autor artykułu w białostockim wydaniu „Gazety Wyborczej”,  który sam był na tym seminarium, pisał:

„Zapytają państwo, jak na owe teorie zareagowali organizatorzy spotkania, czyli przedstawiciele państwowej instytucji? Otóż nie zareagowali w ogóle. Moderujący dyskusję pochwalił nawet radnego za wszechstronną wiedzę.”

Na blogu Eylona Aslana-Levy’ego, pod artykułem wyjaśniającym dlaczego tzw. antysyjonizm jest tylko kiepsko zamaskowaną formą antysemityzmu, internauta napisał:

Moje stanowisko jest takie, jeśli chcesz mnie nazywać antysemitą to niech ci będzie. Wyłącznie wzmacnisz moją odrazę do was, wy haczykowate nosy, narcystyczne dzieci kainowe.

(Czasami widać jak nieantysemitci strasznie męczą się w swoich maskach.)

Tego rodzaju „incydenty” liczą się w steki i tysiące, częstotliwość ich pojawiania się rośnie w dramatycznym tempie, ów „antysemityzm ludzi dobrych i łagodnych” przestał być czymś nagannym, przeciwnie jego zauważanie wielu uważa za rzecz niestosowną. Żadna z trzech przytoczonych wcześniej wiadomości nie znalazła miejsca w krajowym wydaniu „Gazety Wyborczej”, ale w tym czasie „Wyborcza” znalazła miejsce na kłamstwa o Izraelu.

Nie kupuj u Żyda

        

Hasło nie kupuj u Żyda wróciło z całą mocą. Wielką akcję organizują dziś kościoły różnych wyznań, zrzeszenia studentów, rządy, a nawet ponadnarodowe instytucje takie jak Unia Europejska.

Jest to efekt niezwykle udanej inicjatywy wykształconego na Columbia University inżyniera i absolwenta wydziału filozofii (a obecnie doktoranta i ofiary żydowskiego apartheidu) na uniwersytecie w Tel Awiwie, Omara Barguoutiego.

Urodzony w Katarze, wychowany w Egipcie przeniósł się do Ramallah, gdzie w kwietniu 2004 roku rozpoczął akcję nawoływania do  akademickiego bojkotu Izraela (Palestinian Campaign for the Academic and Cultural Boycott of Israel). Nie była to tak zupełnie nowa idea, gdyż dwa lata wcześniej  brytyjski „Guardian” opublikował list otwarty pary brytyjskich profesorów biologii, Stevena i Hilary Rose. List zdobył poparcie ponad 700 osób z środowisk akademickich więc Barguouti rozpoczynał swoją inicjatywę na sprawdzonym gruncie i wiedział, że jest na nią ogromny popyt. 

Bojkot akademicki Izraela udał się nadspodziewanie dobrze i jest rozwijany do dnia dzisiejszego, więc Barguouti w 2005 roku wystąpił z nową globalną inicjatywą bojkotu izraelskich towarów .

Wśród zaangażowanych nie-antysemitów Wielkiego Świata panuje pewna niepewność, czy hasło „nie kupuj u Żyda” ma dotyczyć tylko żydowskich towarów z tzw. terenów okupowanych, czy wszelkich produktów żydowskich, ale w ostatnich dniach sam  Omar Barguouti rozstrzygnął wszelkie wątpliwości.

Kiedy prezydent Autonomii Palestyńskiej, Mahmoud Abbas,  będąc w RPA z okazji pogrzebu Nelsona Mandeli, powiedział na spotkaniu z dziennikarzami, że władze Autonomii odrzucają ideę bojkotu towarów izraelskich, że uznają Izrael i współpracują z Izraelem, ale apelują o bojkot towarów produkowanych w tzw. osiedlach, rozsierdzony Barguouti powiedział „Elektronicznej Intifadzie”:

„Nie ma palestyńskiej partii politycznej, związku zawodowego, NGO, czy innej masowej organizacji, która zdecydowanie nie popierałaby BDS . Żaden palestyński urzędnik, który nie ma demokratycznego mandatu ani rzeczywistego poparcia ze strony społeczeństwa nie może zatem mówić w imieniu palestyńskiego  narodu w sprawach istotnych dla strategii oporu wobec izraelskiego okupacyjnego reżimu, kolonizacji i apartheidu”.

Pomińmy fakt, że o apartheidzie mówi arabski doktorant na izraelskim uniwersytecie, bo akurat to jest tu najmniej istotne, znacznie ważniejsze jest to, że główny inicjator bojkotu izraelskich towarów  mówi wprost, niczego nie ukrywając – nie uznajemy prawa Izraela do istnienia i prowadzimy akcję „nie kupuj u Żyda”.         

Można dyskutować o tym, czy wezwania do bojkotu towarów produkowanych w izraelskich osiedlach za tzw. zieloną linią są zgodne czy sprzeczne z porozumieniem w Oslo, na ile wezwania do tego bojkotu traktowane są poważnie przez samych Palestyńczyków (ponad 100 tysięcy Palestyńczyków pracuje w przedsiębiorstwach izraelskich na terenie Judei i Samarii, a sklepy i domy towarowe handlujące towarami z tych przedsiębiorstw nie narzekają na brak klientów.) W elektronicznej intifadzie chodzi przecież o świat, a nie o postawy lokalnej ludności. A świat radośnie podchwycił stare i dobrze znane hasło „nie kupuj u Żyda”, które można teraz powtarzać w kościołach, w parlamentach i na naukowych seminariach jako zupełnie nowe i zgoła szlachetne.

            

Ciekawą formą głoszenia hasła „nie kupuj u Żyda” jest wspomniany wcześniej bojkot akademicki, bojkot przedstawicieli Izraela podczas festiwali sztuki, bojkot reprezentantów  Izraela na zawodach sportowych.

Jeszcze ciekawszą formą jest stanowcza odmowa oglądania informacji o faktach historycznych czy wydarzeniach bieżących, jeśli pochodzą one z żydowskich źródeł (oczywiście wyjątek stanowią wszelkie informacje od osób pochodzenia żydowskiego otwarcie atakujących Izrael i Żydów, domagających się likwidacji Izraela, czy chwalących organizacje zajmujące się mordowaniem Żydów. Stąd bożyszczami antysemickiej lewicy i antysemickiej prawicy są ludzie tacy jak Noam Chomsky, Richard Falk, Norman Finkelstein i dziesiątki innych.)

Intrygującą egzemplifikacją tej formuły hasła „nie kupuj u Żyda” był niedawny artykuł opublikowany na portalu lewica.pl, na którego czele stoi Piotr Szumlewicz, absolwent wydziału socjologii i filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Od wielu lat redaktor kwartalnika „Bez Dogmatu”.  

Artykuł, o którym mowa  pozornie opowiadał o tragedii upadku krakowskiego oddziału PSR, ale przede wszystkim był dramatycznym apelem by „nie kupować u Żyda”. Autorka tego elaboratu pisała:

“PSR powstał w następstwie powołanej do życia strony racjonalista.pl i jest z nią ściśle związany. Nie tylko “ojcami założycielami” działającymi i tu, i tu, ale oficjalną umową o współpracy. Racjonalista.pl jest organem medialnym PSR-u. I tym samym PSR powiązany jest z tym, z czym poza tym powiązany jest z racjonalista.pl, z instytutem MEMRI.

MEMRI to skrót od Middle East Media Research Institute i jest to agencja zajmująca się badaniem mediów Bliskiego Wschodu. Instytut MEMRI powstał w 1998 r., jego założycielami są Meyrav Wurmser, neokonserwatywna doradca prawicowych izraelskich i amerykańskich polityków, i Yigal Carmon, były oficer Amanu współpracującym z Mossadem, przez 22 lata pracownik na najwyższych szczeblach izraelskich służb wywiadowczych.

MEMRI ma główną siedzibę w Waszyngtonie i filie w Jerozolimie, Bagdadzie i Tokio, filię w Berlinie zamknięto po kilku latach istnienia, w Londynie trochę później. Na dzień dzisiejszy MEMRI zatrudnia ponad 80 pracowników. Instytut rozsyła nieodpłatnie tłumaczenia tekstów i filmików z języków krajów muzułmańskich Bliskiego Wschodu do agencji prasowych, organizacji i prywatnych osób dookoła świata, naukowców, dziennikarzy, intelektualistów, polityków… z jednej strony informując o tym, co dzieje się w mediach tych krajów, z drugiej wpływając na ich rozumienie i ocenę w krajach Zachodnich.

MEMRI podaje, że z jego usług korzysta dowództwo wojsk USA, Biały Dom, Ministerstwo Obrony Stanów Zjednoczonych, Ministerstwo Spraw Zagranicznych USA, Ministerstwo Sprawiedliwości USA oraz ponad 500 akademickich instytucji dookoła świata.”

Zacznijmy od mało istotnej w tym miejscy sprawy, że racjonalista.pl jest własnością Fundacji Wolnej Myśli i  nie jest organem medialnym PSR i że racjonalista.pl nie jest i nigdy nie był powiązany z MEMRI.

Polska strona MEMRI zaczęła się od tego, że racjonalista.pl opublikował kilka artykułów tego  instytutu, a potem zaczęliśmy z Małgorzatą to robić bardziej systematycznie, uzyskując stałe pozwolenie na publikacje wybranych tekstów na łamach Racjonalisty.  (I tak też brzmiała notka na polskiej stronie MEMRI do chwili mojej trzeciej emerytury i rezygnacji z funkcji zastępcy redaktora naczelnego.) Redaktor portalu lewica.pl zapewne nie  ma czasu sprawdzać prawdziwości informacji zawartych w publikowanych przez siebie tekstach, ale nie to jest istotne, ważniejsze jest tu popularyzowanie przez niego hasła „nie kupuj u Żyda”.

Autorka elaboratu wyjaśnia, że MEMRI zajmuje się badaniem mediów Bliskiego Wschodu, informuje,  że z jego usług korzysta dowództwo wojsk USA, Biały Dom  i Ministerstwo Obrony Stanów Zjednoczonych oraz inne ministerstwa Wielkiego Szatana, jak i 500 akademickich instytucji na świecie. Zaś jej założyciel był przez 22 lata pracownikiem Mossadu. Donosi ona pospiesznie, że krytycy zarzucają MEMRI brak obiektywności, a także braki w kompetencjach, tendencyjny – antagonizujący – dobór materiałów, przekłamania, używanie cytatów wyjętych z kontekstów oraz wszelkie manipulowanie faktami na niekorzyść społeczeństw muzułmańskich.

              
Nie wiem czy absolwent socjologii i filozofii UW, Piotr Szumlewicz zajmował się kiedykolwiek analizą języka i wie co sądzić o zwrotach w stylu „naukowcy stwierdzili” czy „krytycy zarzucają”, nie wiem również czy kiedykolwiek czytał jakieś materiały MEMRI osobiście, ale najwyraźniej nie zapytał o konkretne przykłady jakichkolwiek przekłamań w materiałach MEMRI oraz o to na czym polega ów brak obiektywizmu. Najwyraźniej jednak Redaktor Naczelny portalu lewica.pl oraz szacownego niegdyś kwartalnika „Bez Dogmatu”, nie interesuje się tym, czy jakieś informacje są prawdziwe, czy fałszywe, a wyłącznie tym, od kogo pochodzą.

To że jakaś pani coś takiego napisała, to jest mało interesujące, to że znany i szanowany publicysta to publikuje, podpisując się tym samym  pod hasłem „nie kupuj u Żyda”,  jest alarmującym znakiem czasu.

Próby świadectwa

          

Czym są próby świadectwa? Jan Strzelecki pisał:

„Świat, który oni zamierzali stworzyć, był światem głoszącym kres wartościom, które przyświecały w ciągu ostatnich dwóch wieków, usiłowaniom  uczynienia z polityki sztuki mniej krwiożerczej. Ich negacja – której skutków doznawaliśmy w najbardziej bezpośredni sposób – wpłynęła rozstrzygająco na naszą perspektywę świata.”

W jednym z ostatnich akapitów tej małej książeczki mówił:  

„Nasz opór był oporem przeciwko światu, który oni chcieli ludziom zgotować. Ale nasz opór nie był bez reszty wyznaczony przez obiektywny układ rzeczy, tylko przez sąd o tym układzie, przez orzeczenie, że to, co oni czynią, jest zbrodnią, której istnienie jest dla nas wyzwaniem.”

Takie orzeczenie musi bazować na konkretnych faktach, które wymagają nieustannego sprawdzania, pokazywania ich i nieustannej gotowości przyznania się do błędu ilekroć się mylimy.

&&&

Tak kończy się mój wigilijny tekst sprzed 12 lat. Nie wiem o której odbędzie się ceremonia wręczenia nagrody.  Jurek zadzwoni jak będą się zbliżać. Ceremonia będzie bardzo kameralna, brakować tu będzie Yigala Carmona, który od lat marzył, że dotrze z żoną do nas do Dobrzynia, brakować będzie Piotra, chyba, że Mariusz… jeszcze zobaczę. Nie będzie brakować Marty porwanej przez dementorkę Renatkę, obecna będzie moja rozpacz z powodu utraty szansy na odzyskanie córki. Teraz dwie godziny snu i przygotować maskę radości na powitanie przyjaciół.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


As antisemitism surges in Europe, Trump’s pushback proves American exceptionalism

As antisemitism surges in Europe, Trump’s pushback proves American exceptionalism

Jonathan S. Tobin


As outrages against Jews multiply, the administration’s settlement with Columbia, though far from perfect, demonstrates that Jews are not alone in the United States.

Fraternity brothers from the University of North Carolina at Chapel Hill holding American flags greet attendees at the third day of the 2024 Republican National Convention at the Fiserv Forum in Milwaukee, Wis., on July 17, 2024. Photo by Kamil Krzaczynski/AFP via Getty Images.

Incidents of blatant Jew-hatred and the indifference, if not outright encouragement, of such outrages from some European governments have mounted in recent weeks. The egregious treatment of a group of French Jewish students, when the Spanish airline Vueling ejected them from a plane and arrested their instructor because they were singing in Hebrew, represents just the latest instance in which Diaspora Jews and Israelis have been singled out and mistreated.

Oscar Puente, Spain’s Minister of Transport and a member of that country’s Socialist Workers Party, added insult to injury by subsequently defending Vueling’s offensive actions and referring to the French kids who had been treated abusively as “Israeli brats.” That made it clear, at least as far as Spain is concerned, that discrimination against Jews is now not only officially sanctioned but is also seen as a good way to curry favor with voters.

A post-Oct. 7 crisis

While some disingenuously claim that what we are witnessing is an understandable reaction to suffering in Gaza and is merely “criticism” of Israel, the list of occurrences in which those who are identified as Jewish are subjected to abuse and discrimination is now too numerous to deny that what the world is witnessing has become a crisis. Since the Hamas-led Palestinian Arab attacks in southern Israel on Oct. 7, 2023, and the orgy of mass murder, rape, torture, kidnapping and wanton destruction that took place that dark day, Jew-hatred is not merely back in fashion. There is no denying that it has been sanctioned by the intellectual, academic, legal and cultural establishments across the globe, which now regard anti-Zionism as a legitimate, even enlightened point of view, even though it is a prejudicial idea that denies rights to Jews—rights denied to no one else.

While there are places in Europe, such as Hungary or the Czech Republic, where this is not the case, such countries are few and far between, and are the exceptions that are proving the rule. The blood libels of Hamas propaganda that falsely claim that Israel is purposely starving the residents of Gaza and committing “genocide” haven’t merely been mainstreamed; they are now viewed as unquestioned truth, and seen as justifying statements and actions in which Jews are viewed negatively and, as a result, increasingly mistreated.

Incidents of blatant Jew-hatred and the indifference, if not outright encouragement, of such outrages from some European governments have mounted in recent weeks. The egregious treatment of a group of French Jewish students, when the Spanish airline Vueling ejected them from a plane and arrested their instructor because they were singing in Hebrew, represents just the latest instance in which Diaspora Jews and Israelis have been singled out and mistreated.

Oscar Puente, Spain’s Minister of Transport and a member of that country’s Socialist Workers Party, added insult to injury by subsequently defending Vueling’s offensive actions and referring to the French kids who had been treated abusively as “Israeli brats.” That made it clear, at least as far as Spain is concerned, that discrimination against Jews is now not only officially sanctioned but is also seen as a good way to curry favor with voters.

A post-Oct. 7 crisis

While some disingenuously claim that what we are witnessing is an understandable reaction to suffering in Gaza and is merely “criticism” of Israel, the list of occurrences in which those who are identified as Jewish are subjected to abuse and discrimination is now too numerous to deny that what the world is witnessing has become a crisis. Since the Hamas-led Palestinian Arab attacks in southern Israel on Oct. 7, 2023, and the orgy of mass murder, rape, torture, kidnapping and wanton destruction that took place that dark day, Jew-hatred is not merely back in fashion. There is no denying that it has been sanctioned by the intellectual, academic, legal and cultural establishments across the globe, which now regard anti-Zionism as a legitimate, even enlightened point of view, even though it is a prejudicial idea that denies rights to Jews—rights denied to no one else.

While there are places in Europe, such as Hungary or the Czech Republic, where this is not the case, such countries are few and far between, and are the exceptions that are proving the rule. The blood libels of Hamas propaganda that falsely claim that Israel is purposely starving the residents of Gaza and committing “genocide” haven’t merely been mainstreamed; they are now viewed as unquestioned truth, and seen as justifying statements and actions in which Jews are viewed negatively and, as a result, increasingly mistreated.


Jonathan S. Tobin is editor-in-chief of the Jewish News Syndicate, a senior contributor for The Federalist, a columnist for Newsweek and a contributor to many other publications. He covers the American political scene, foreign policy, the U.S.-Israel relationship, Middle East diplomacy, the Jewish world and the arts. He hosts the JNS “Think Twice” podcast, both the weekly video program and the “Jonathan Tobin Daily” program, which are available on all major audio platforms and YouTube. Previously, he was executive editor, then senior online editor and chief political blogger, for Commentary magazine. Before that, he was editor-in-chief of The Jewish Exponent in Philadelphia and editor of the Connecticut Jewish Ledger. He has won more than 60 awards for commentary, art criticism and other writing. He appears regularly on television, commenting on politics and foreign policy. Born in New York City, he studied history at Columbia University.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Beyond Borders: Why American Security Depends on Hamas’ Demise

Beyond Borders: Why American Security Depends on Hamas’ Demise

Amine Ayoub


Palestinian children compelled to participate in a Hamas military parade. Photo: Twitter.

The October 7 Hamas attack on Israel was a global wake-up call, directly threatening American national security. This calculated act of international terrorism, claiming nearly 1,200 lives and approximately 250 hostages from more than 40 nations, shattered any illusion of contained threats.

Hamas, a US-designated foreign terrorist organization and a core component of Iran’s “axis of resistance,” poses a direct imperative for American security. Its persistence sets a dangerous precedent, endangering US interests and citizens worldwide.

Hamas is an Islamist militant organization, an offshoot of the Muslim Brotherhood, explicitly committed to Israel’s destruction and the murder of Jews through jihadist violence. The October 7 attack, a chilling tactical shift, showcased its depraved disregard for human life. A core Hamas strategy is the cynical exploitation of civilian life: it deliberately embeds military assets — weapons, rockets, and extensive terror tunnels — within densely populated areas, using human shields. This calculated tactic weaponizes civilian casualties for propaganda, creating a perverse global incentive for terror groups.

Iran, Hamas’ critical benefactor, provides substantial financial, military, and political support, making Hamas integral to Iran’s “axis of resistance” against Israel and US interests. Hamas’ actions and perceived resilience serve as a dangerous template for global terror networks. Under Hamas, Gaza became a radical Islamic entity and a haven for global jihadist organizations, with ideological convergence and operational crossovers evident with groups like Al-Qaeda. Its ability to execute large-scale assaults and survive creates an “operational success” narrative, and inspires emulation and recruitment. Innovative tactics, like using commercial drones and bulldozers to breach borders, demonstrate dangerous adaptability.

The Israel-Hamas war has profoundly reshaped the global terrorist threat, directly impacting the United States. Hamas’ brutal October 7 assault, driven by its radical Islamist ideology, has been seized upon by jihadist groups worldwide as a call to action. This perceived operational success and the group’s Islamist narrative, are actively exploited by international and domestic extremists to radicalize and recruit individuals across the United States, leveraging social media for unprecedented virtual access.

The Islamist ideology espoused by Hamas, fundamentally rejecting Western democratic ideals, directly fuels antisemitic and anti-Israel sentiment. This translates into tangible plots targeting Jewish communities, pro-Israel organizations, and US government and military interests.

Foreign Terrorist Organizations, including Hamas itself and Iran-backed Hezbollah — a critical partner in Iran’s axis of resistance — have explicitly called for violence against US assets and personnel globally. Hezbollah, with its established global criminal-financial network, has actively attempted to seed operatives within the United States, posing a direct and grave danger to American lives and interests.

Beyond direct violence, the threat extends significantly into the cyber domain, identified as one of the fastest growing dangers to US national and economic security. Pro-Iranian hacktivists and state-affiliated cyber actors, often linked to the same networks supporting groups like Hamas, may conduct disruptive attacks against US networks and critical infrastructure. The broader destabilization caused by persistent terror groups like Hamas and their state sponsors imposes a significant strain on US resources, diverting funding, increasing geopolitical risk, and fueling inflation, with long-term implications for economic stability and increased defense spending.

History warns against the dangers of persistent terror groups, and unresolved conflicts fuel tension and crises. While Hamas’ ideology may persist, its capacity for violence can be constrained, turning it from a major threat to a marginal irritant.

Eliminating Hamas is a self-interested imperative for US national security. Its military capabilities pose an enduring threat, allowing it to shape political reality. Hamas has historically reconstituted after attempted defeat, emerging scarred but triumphant from security vacuums. US counterterrorism strategy mandates persistent pressure to prevent reemergence. Denying Hamas its capacity for violence, dismantling its infrastructure, and severing its funding is a necessary, pragmatic step to secure America’s long-term interests and prevent future, more costly interventions.

America must therefore act decisively, leveraging its full national power — military, intelligence, diplomatic, and financial — to ensure the complete dismantling of Hamas’ operational capabilities and infrastructure. This pragmatic, self-interested approach is essential to safeguard the nation, protect American lives, and secure a stable future against the pervasive dangers of global terrorism. To tolerate Hamas’ continued existence is to accept a world perpetually menaced by those who reject peace and embrace violence


Amine Ayoub, a fellow at the Middle East Forum, is a policy analyst and writer based in Morocco. Follow him on X: @amineayoubx


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com