Archive | 2025/07/25

Historia wprowadzenia „paragrafu aryjskiego” w SARP-ie jest nieznana

Adolf Ludwik Szyszko-Bohusz, krakowski twórca Adolf Szyszko-Bohusz. W czasie trwania jego kadencji na stanowisku prezesa SARP wprowadzono „paragraf aryjski”. /Źródło: NAC


Historia wprowadzenia „paragrafu aryjskiego” w SARP-ie jest nieznana

Rozmawiała Zuzanna Piwek (PAP) / zzp/ dki/ lm/


Historia wprowadzenia „paragrafu aryjskiego” w SARP-ie jest nieznana – powiedziały PAP architektki Joanna Majczyk i Agnieszka Tomaszewicz, autorki książki „Architekci i paragraf aryjski. Przypadek SARP-u (1934–1939)”. Dodały, że przez dyskryminacyjne zapisy w latach 30. pozbawiono pracy wielu architektów Żydów.

Polska Agencja Prasowa: Czym był „paragraf aryjski”?

Agnieszka Tomaszewicz: „Paragrafy aryjskie” były aktami prawnymi albo zapisami w statutach stowarzyszeń i organizacji, na mocy których wykluczano z nich „nie-Aryjczyków”, głównie Żydów. W SARP-ie „paragraf aryjski” wprowadzono w 1938 roku, a po jego uprawomocnieniu wyrzucono z organizacji ludzi, których rodzice byli wyznania mojżeszowego i tych, którzy nie zostali ochrzczeni przed 1918 rokiem.

Joanna Majczyk: Warto dodać, że koncepcję „paragrafów aryjskich” zaczerpnięto z prawodawstwa III Rzeszy, przy czym nie odwoływano się do teorii rasowych. Polskie prawo nie definiowało użytych tam sformułowań – nie wiadomo było kim są Aryjczycy, nie było też definicji narodowości, więc organizacje indywidualnie kreowały kryteria, na podstawie których wykluczano osoby pochodzenia żydowskiego. W książce używamy sformułowania „uznani za Żydów”, ponieważ stworzono w SARP-ie specjalną komisję, której zadaniem było „kwalifikowanie” osób pochodzenia żydowskiego do członkostwa w stowarzyszeniu. Można zatem powiedzieć, że wspomniana, pięcioosobowa komisja wskazywała kto był, a kto nie był Żydem.

PAP: Jak tłumaczono w SARP-ie działania dyskryminacyjne?

„Działania dyskryminacyjne tłumaczono pewnego rodzaju solidaryzmem narodowym, w którego rozumieniu Polacy i Żydzi stanowili odrębne grupy, ale w tle często pojawiały się również względy ekonomiczne.”

A.T.: Działania dyskryminacyjne tłumaczono pewnego rodzaju solidaryzmem narodowym, w którego rozumieniu Polacy i Żydzi stanowili odrębne grupy, ale w tle często pojawiały się również względy ekonomiczne. Wykluczenie Żydów wiązano z tzw. równowagą gospodarczą, szczególnie w okresie kryzysu, w którym wielu architektów pozostawało bez pracy, na rynku nie było zleceń. W skrajnej fazie eskalacji dyskryminacji postulowano nawet, żeby dostosować liczbę zatwierdzanych projektów przygotowanych przez architektów pochodzenia żydowskiego do odsetka Żydów w społeczeństwie, choć ostatecznie nie wprowadzono takiego zapisu.

J.M.: Poza wspomnianymi zarzutami, chętnie sięgano również po inne antysemickie narracje. Do najbardziej popularnych należały oskarżenia o wrogi Polsce judeokomunizm, czyli związek architektów Żydów z komunistami. Forsowano tezę, że Żydzi są zagrożeniem dla bezpieczeństwa Polski, architekci pochodzenia żydowskiego nie zostali zaangażowani np. w projektowanie i budowę schronów tuż przed wybuchem wojny. Podnoszono także, że Żydzi nie są w stanie rozumieć „polskiego ducha”, więc nie powinni projektować polskiej architektury. Ta ostatnia narracja była szczególnie mocno akcentowana przez obóz narodowy, który umownie nazwałyśmy w książce „prawicą”.

A.T.: Zatem drugą grupę członków SARP-u nazwałyśmy „lewicą”, choć ona sama określała się mianem architektów „progresywnych”, albo „demokratycznych”. Oczywiście absolutnie nie można odnosić pojęć „lewicy” i „prawicy” do ich współczesnego rozumienia.

PAP: Umowny podział na „lewicę” i „prawicę” przebiegał tylko ze względu na poglądy polityczne czy także styl projektowania?

J.M.: Ten podział był głębszy. Z jednej strony możemy mówić o podziale politycznym, „lewa” strona była raczej „socjalizująca”, niektórzy członkowie SARP-u byli związani z partiami socjalistycznymi, część z nich była wręcz komunizująca. Ta frakcja stowarzyszeniowa skupiała także działaczy społecznych, częściej należeli do niej architekci Żydzi. Natomiast trzeba pamiętać, że jest to pewne uogólnienie i w oczywisty sposób nie dotyczy wszystkich członków SARP-u pochodzenia żydowskiego. Do grupy architektów lewicujących należeli m.in.: Bohdan Lachert, Szymon Syrkus, Romuald Miller, Anatolia i Roman Piotrowscy oraz Stanisław i Barbara Brukalscy.

„Prawa” strona łączyła się z obozem sanacyjnym, jej młodsza część reprezentowała też ruch narodowy, radykalny, kojarzony z Obozem Wielkiej Polski albo ONR-em. Trzon tej grupy stanowili w dużej mierze akademicy, profesorowie i ich asystenci, pracownicy Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej. Na prawej stronie sceny stowarzyszeniowej stali m.in.: Rudolf Świerczyński, Juliusz Żórawski, Kazimierz Tołłoczko oraz szerokie grono młodych wówczas twórców, np. Stanisław Murczyński, Piotr Biegański czy Marek Leykam.

Różnica między sarpowską „lewicą” i „prawicą” przejawiała się w odmiennym stosunku do Żydów. „Lewa” strona przyjmowała model obywatelski, dziś powiedzielibyśmy – inkluzywny, a „prawa” widziała przyszłość polskiej architektury w rozumieniu narodowym, ograniczonym do osób narodowości i pochodzenia polskiego. Podział ten miał także przełożenie na podejmowane prace projektowe. Architekci lewicujący promowali budownictwo społeczne, część z nich pracowała w organizacjach takich, jak Towarzystwo Osiedli Robotniczych czy Warszawska Spółdzielnia Mieszkaniowa. Architekci „prawicowi” nie traktowali zawodu architekta jako służby społecznej, a raczej jako posłannictwo – widzieli siebie w roli artystów, kreatorów kultury narodowej. Rozdźwięk dotyczył samej filozofii uprawiania zawodu, powinności architekta oraz znaczenia architektury w życiu publicznym.

A.T.: Należy pamiętać, że nie wszyscy architekci pochodzenia żydowskiego byli powiązani z „lewą” stroną stowarzyszenia. Warto to podkreślać, żeby nie utrwalać stereotypu Żyda-komunisty. Zastosowany przez nas podział na „lewicę” i „prawicę” dotyczy głównie kwestii ideowych, w czasie naszych badań okazywało się niekiedy, że ludzie, których wiązałyśmy z „prawicą”, pod względem np. poglądów gospodarczych byli lewicujący.

PAP: Jakie postawy dominowały w środowisku architektonicznym wobec wykluczenia Żydów z SARP-u?

A.T.: SARP został założony w 1934 roku wielkim wysiłkiem całego środowiska architektonicznego. Pierwszym prezesem stowarzyszenia został Romuald Miller, doświadczony architekt i działacz PPS-u. W zarządzie znaleźli się jednak ludzie o zróżnicowanych poglądach politycznych. Przynależność architektów Żydów do SARP-u była wówczas oczywistością, zresztą w statucie było wyraźnie napisane, że do organizacji może należeć „każdy architekt posiadający wyższe wykształcenie akademickie i niezdyskwalifikowany sądownie”. W maju 1937 roku władzę w SARP-ie przejęli architekci „narodowi”. Prezesem został krakowski twórca Adolf Szyszko-Bohusz i to w czasie trwania jego kadencji wprowadzono „paragraf aryjski”. Historia rozłamu w SARP-ie rozpoczęła się pod koniec 1936 roku od interwencji lewicującego zarządu organizacji w sprawie antysemickich wydarzeń, głównie burd, które odbywały się na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej. Po tych wydarzeniach SARP stał się skrajnie spolaryzowany. Wraz z przejęciem władzy przez środowisko „prawicy”, w ręce tej grupy weszły wszystkie najważniejsze organy stowarzyszenia. „Lewa” strona przestała mieć wpływ na to, co się dzieje w SARP-ie, więc przeniosła się do innych organizacji. Stworzono np. koło architektów przy Klubie Demokratycznym.

PAP: Czy wśród członków SARP-u byli ludzie, którzy otwarcie przeciwstawiali się antysemickim zapisom?

J.M.: Członkiem SARP-u, który publicznie sprzeciwiał się wykluczeniu Żydów był Zygmunt Balicki. Ogłosił na łamach prasy, że wstydzi się jako Polak tego, co się wydarzyło, dodając, że zaszczytem i honorem jest być w Polsce prześladowanym Żydem. Za tę deklarację stracił pracę. Nie był jedyną osobą, która otwarcie sprzeciwiała się wykluczeniu Żydów, jednak ta grupa była w mniejszości. Oszacowałyśmy ją na ok. 30 proc. aktywnych członków stołecznego oddziału SARP-u.

A.T.: Warto może przypomnieć w tym kontekście Zbigniewa Rzepeckiego, który był delegatem katowickiego oddziału SARP-u na V Walne Zebranie Delegatów stowarzyszenia, w czasie którego niemal jednogłośnie przegłosowano wprowadzenie „paragrafu aryjskiego”. Ten jeden głos sprzeciwu pochodził właśnie od Rzepeckiego.

PAP: Czy przypadek SARP-u jest odosobniony czy raczej wpisuje się w szerszy obraz funkcjonowania elit zawodowych w II RP?

„Przypadek SARP-u nie był, niestety, odosobniony. Podobne zapisy wprowadziło w Polsce co najmniej kilkadziesiąt organizacji branżowych i zawodowych. Bardzo głośnym echem odbił się konflikt na tym tle w stowarzyszeniu lekarzy.”

J.M.: Przypadek SARP-u nie był, niestety, odosobniony. Podobne zapisy wprowadziło w Polsce co najmniej kilkadziesiąt organizacji branżowych i zawodowych. Bardzo głośnym echem odbił się konflikt na tym tle w stowarzyszeniu lekarzy. „Paragrafy” przeforsowano również w środowisku inżynierskim, prawniczym, artystycznym, sportowym i akademickim, które jako pierwsze, wiele lat wcześniej, rozpoczęło procedury ograniczania praw studentów Żydów. Pod koniec lat 30. XX wieku przez Polskę przetoczyła się fala „paragrafów aryjskich” wykluczająca Żydów z kolejnych organizacji. Dotyczyło to też związków rzemieślniczych, handlowych, rolniczych i wojskowych.

A.T.: Wykluczano Żydów nawet z organizacji, w których stanowili kilka procent członków. Należy dodać, że statuty stowarzyszeń podlegały prawu państwowemu, a zatem zapisy usuwające Żydów z organizacji, do których należeli, musiały zostać zatwierdzone przez administrację państwową i w przypadku SARP-u tak się właśnie stało. Mimo że podnoszono niekonstytucyjność tego typu działań, to jednak Komisariat Rządu na miasto stołeczne Warszawę zatwierdził w czerwcu 1939 roku „paragraf aryjski” w statucie stowarzyszenia, dając przyzwolenie na dyskryminację.

PAP: Jak środowisko architektoniczne w Polsce dzisiaj odnosi się do tego tematu? Czy SARP odniósł się do swojej przedwojennej historii?

A.T.: Póki co SARP nie zajął stanowiska w tej sprawie.

J.M.: Podkreślamy, że książka nie jest atakiem na SARP, a pokazaniem wycinka jego historii. Sama jestem członkinią SARP-u, więc bliski jest mi dobrostan stowarzyszenia. Chciałybyśmy rozmawiać na ten temat, ponieważ uważamy, że po ponad 80 latach od tych wydarzeń, architektom, którzy zostali wykluczeni z SARP-u, a działali na rzecz architektury polskiej, należy się pamięć, a nawet przeprosiny. Zdajemy sobie również sprawę, że historia wprowadzenia „paragrafu aryjskiego” w SARP-ie jest nieznana, dlatego tym bardziej dialog wydaje nam się pożądany.

PAP: Dlaczego zajęły się panie tym tematem?

J.M.: Do podjęcia tematu zainspirowała nas Ewa Mańkowska (właścicielka wydawnictwa EMG – PAP). Wiedziałyśmy o historii wprowadzenia „paragrafu aryjskiego” do statutu SARP-u bardzo niewiele, chciałyśmy ją zgłębić i zrozumieć.

A.T.: Niestety tej historii towarzyszy głównie cisza. Powstają książki o architekturze, wybitnych architektach 20-lecia międzywojennego, modernizmie, ale ten temat jest w nich zwykle albo pomijany, albo wspominany w lakoniczny sposób, gdzieś na marginesie. Pisząc o twórczości architekta często uznaje się, że jego poglądy nie miały znaczenia. W przedstawionej przez nas historii okazały się kluczowe.

PAP: Pracują panie nad następną wspólną publikacją?

A.T.: Chciałabym, żebyśmy napisały ciąg dalszy – interesują mnie losy tej niewielkiej garstki architektów Żydów, którzy przeżyli wojnę, a także powojenne życie najgłośniejszych orędowników wprowadzenia „paragrafu aryjskiego” w SARP-ie.

J.M.: Wolałabym, żebyśmy napisały książkę o „paragrafach aryjskich” jako o zjawisku w latach 30. w Polsce, ponieważ ten temat jest bardzo szeroki i mało znany, a dotyka ważnej i trudnej historii polskiego antysemityzmu. Chciałabym zarysować go na tle społecznym i prawnym oraz pokazać różnice w ich stosowaniu w różnych środowiskach zawodowych. Musimy przeprowadzić wewnętrzną dyskusję, którym tematem zajmiemy się jako pierwszym.


Książka „Architekci i paragraf aryjski. Przypadek SARP-u (1934–1939)” autorstwa architektek Agnieszki Tomaszewicz i Joanny Majczyk jest 10. tomem z cyklu “Architektura jest najważniejsza” ukazującego się od 2015 r. w wydawnictwie EMG. Publikacja stanowi analizę procesu wykluczania Żydów z zawodu architekta w Polsce oraz członkostwa w Stowarzyszeniu Architektów Rzeczypospolitej Polskiej (SARP) w okresie międzywojennym.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


IDF says Gaza terrorists launched rockets at aid distribution site in Rafah

IDF says Gaza terrorists launched rockets at aid distribution site in Rafah

JERUSALEM POST STAFF


The rocket fell approximately 250 meters from the aid distribution site adjacent to the Morag Corridor in the Rafah area.

Palestinians gather to collect aid supplies after trucks loaded with aid entered from Israel through central Gaza, in Gaza City, July 22, 2025
(photo credit: REUTERS/Khamis Al-Rifi)

A rocket was launched from Khan Yunis in southern Gaza towards an aid distribution point in Rafah on Wednesday night, the military said on Thursday.

The rocket fell approximately 250 meters from the aid distribution site adjacent to the Morag Corridor in the Rafah area.

The IDF added that despite the rocket launch, the aid distribution site opened on Thursday, and tens of thousands of weekly food packages were distributed to families.

The rocket launch follows the transfer of around 70 trucks of humanitarian aid, primarily containing food, through the Zikim and Kerem Shalom crossings into northern and southern Gaza on the same day.

More than 800 trucks’ worth of aid are waiting to be collected and distributed from the two crossings, COGAT noted in a Thursday morning statement.

Photos of the contents of over 400 humanitarian aid trucks waiting for collection and distribution on the Gazan side of the Kerem Shalom Crossing. (credit: IDF SPOKESPERSON UNIT)

The US-backed Gaza Humanitarian Foundation (GHF) also announced on Wednesday that it had extended a public offer to the UN and other international aid organizations to deliver their aid to Palestinians at no cost. 

Aid distribution operations in Gaza

The statement follows the release of aerial footage by COGAT, which showed 950 fully loaded trucks containing 2,500 tons of food waiting in Gaza near Kerem Shalom. 

GHF added that much of the UN and World Food Program’s aid convoys have been looted or confiscated, therefore struggling to deliver aid to Gaza.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


UNRWA Forces Refugee Status on Palestinians in Perpetuity — Even Against Their Wishes

UNRWA Forces Refugee Status on Palestinians in Perpetuity — Even Against Their Wishes

David May


Security personnel work at the UNRWA headquarters, in Jerusalem, May 10, 2024. Photo: REUTERS/Ammar Awad

A Palestinian walks into a UN Relief and Works Agency (UNRWA) office and asks to be removed from its refugee registry. UNRWA says no.

It sounds like the start of a bad joke. But the joke has been going on for nearly a century, and it has been at the expense of Palestinians, Israelis, and international donors.

When Israel declared independence in 1948, neighboring Arab countries failed to smother the nascent Jewish state in the cradle. A refugee crisis emerged, with around 750,000 Arabs fleeing their homes in Mandatory Palestine. The United Nations created UNRWA to address the refugee issue. But instead of resolving the problem, UNRWA has prolonged it.

UNRWA has developed a massive infrastructure over the years. By expanding the definition of refugees under its care to automatically include the patrilineal descendants of refugees — unlike how the United Nations treats all other refugees — UNRWA has ballooned its registry to nearly 6 million, and its budget has swelled to more than $1 billion annually.

Mo Ghaoui is a naturalized US citizen and an UNRWA-recognized refugee. His citizenship would preclude him from refugee status under the 1951 Refugee Convention — but not so with UNRWA. Ghaoui entered an UNRWA office in Lebanon to pose the question: What if someone wanted to be removed from UNRWA’s list?

“Why?” the employee asked him, in Ghaoui’s account. “There’s nothing to lose. No one does it. No one. We don’t have this procedure.” The UNRWA staffer told Ghaoui that he cannot move past his victimhood identity in the agency’s books.

The enforced permanence of the Palestinian refugee issue is absurd. Thousands of Jews were displaced in the same war that led to UNRWA’s creation, but they neither received their own UN agency nor are they still counted as refugees. The same goes for the 850,000 Jews who were forced from Arab lands in the decades following Israel’s War of Independence.

Moreover, UNRWA was founded just years after the end of World War II, which saw more than 50 million people uprooted from their homes in Europe, including my grandparents. If UNRWA standards were applied universally, I would be a refugee thanks to my father’s birth in a displaced persons camp.

That would be preposterous — just like handing refugee status eternally to the descendants of those displaced in 1948.

For example, real estate developer Mohamed Anwar Hadid, whose father left Nazareth in 1948, is reported to be an UNRWA-recognized refugee even though he now lives in California. This would make his American-born, millionaire model daughters, Bella and Gigi, refugees as well.

The same applies for Zahwa Arafat, the daughter of Yasser Arafat, the late Palestinian president who reportedly stole billions of dollars from his own people, allowing Zahwa to live in Paris and own prime real estate in London.

But UNRWA isn’t just a slap in the face to common sense — its support for terrorism is an obstacle to peace as well.

Of UNRWA’s 13,000 employees in Gaza, Israeli security documents revealed that 440 are active in Hamas’s military operations and 2,000 are registered Hamas operatives. At least nine UNRWA employees took part directly in the October 7 massacre, including at least one who stole the body of a dead Israeli and brought it back to Gaza as a bargaining chip.

In February 2024, Israel discovered a large Hamas data center underneath UNRWA headquarters that ran cables through the UN facility above. Hamas stored weapons in other UNRWA facilities. And a senior Hamas leader eliminated in an Israeli strike in September 2024 was the head of the UNRWA teachers’ union in Lebanon.

IMPACT-se, an international research organization that monitors and analyzes education around the world, has catalogued many cases of UNRWA radicalizing future generations of Palestinians. For example, a textbook used in UNRWA schools praises jihadists, including the perpetrators of October 7, instructing students to count using martyrs as a unit of measurement and teaching pupils the physics behind attacking Israeli soldiers.

Moreover, several UNRWA staffers lauded the Hamas Oct. 7 atrocities on social media.

Meanwhile, UNRWA has campaigned alongside Hamas against the Gaza Humanitarian Foundation (GHF), a US-funded initiative to provide aid directly to Palestinians, which prevents Hamas from siphoning the supplies. Rather than engage with GHF, UNRWA has campaigned to shutter this threat to Hamas.

And as Mo Ghaoui’s story demonstrated, UNRWA is in the business of protracting the refugee crisis, not solving it. While the UN Refugee Agency, which oversees all non-Palestinian refugees, offers a variety of solutions to help refugees improve their lives, including resettlement in a third country, UNRWA indulges the Palestinians’ desire to move to Israel en masse and overwhelm the only Jewish-majority country in the world.

The inflated rosters and expanding budgets have taken their toll on UNRWA. Several donor countries pulled funds over UNRWA’s collaboration with Hamas. The agency currently faces a $200 million deficit and is considering cutting services.

UNRWA’s critical services should be transferred to neutral bodies, with the ultimate goal of weaning Palestinians off UNRWA’s unrealistic and ahistorical promises.

Reform is not enough — UNRWA is an obstacle to Israeli-Palestinian peace and must be dismantled.


David Mayis a research manager and senior research analyst at the Foundation for Defense of Democracies (FDD). Follow David on X@DavidSamuelMay.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com