
Humanitaryzm na pokaz. Przykład gwiazdorskiego aktorstwa
Anna Grabowska
Angelina Jolie pojawiła się po egipskiej stronie przejścia w Rafah. Dziwnym trafem – dokładnie w chwili, gdy europejska bajka o humanitaryzmie zaczęła pękać jak źle sklejona serpentyna po zakończeniu przedstawienia. Nie wtedy, gdy izraelscy zakładnicy byli gwałceni, głodzeni i przetrzymywani w tunelach. Nawet nie wtedy, gdy społeczności na południu Izraela zbierały szczątki swoich bliskich z własnych domów. I nie wtedy, gdy kobiety były używane jako narzędzie wojny. Pojawiła się teraz, kiedy narracja zaczęła się sypać, gdy prokuratury, służby finansowe i państwa Zachodu przestały udawać, że nie widzą, co dzieje się pod szlachetnym szyldem “pomocy humanitarnej”. Żaden to przypadek. Zwyczajnie wykalkulowany timing. Jolie przyjechała w momencie, gdy we Włoszech pojawiły się aresztowania, a prokuratorzy powiedzieli głośno o tym, o czym nie wolno było mówić przez długie lata, czyli że miliony euro zbierane “dla cywilów” trafiały do struktur Hamasu, że nie był to incydent, lecz system, że humanitaryzm stał się kanałem finansowym organizacji terrorystycznej. “To nie były cele humanitarne – to była infrastruktura wsparcia” – powiedział włoski prokurator, dodając zdanie kompletnie nieprzystające do języka salonów: “Największym problemem było to, że nikt nie chciał tych organizacji kontrolować, bo bali się oskarżeń o brak serca”. W Belgii minister spraw wewnętrznych mówi dziś wprost o powiązaniach części fundacji z ekstremizmem i propagandą. W Niemczech i Holandii trwają audyty, zamrażane są konta, analizowane są przepływy finansowe. W Stanach Zjednoczonych Departament Skarbu nakłada sankcje na kolejne “organizacje charytatywne”, które okazały się niczym innym jak pośrednikiem w finansowaniu Hamasu. To nie są opinie publicystów. To są decyzje państw, dokumenty, akty oskarżenia.
I właśnie wtedy Angelina Jolie pojawia się na granicy, otoczona kamerami, wolontariuszami i ciężarówkami, mówiąc o “pilnej potrzebie pomocy”, o “godności cywilów” i oczywiście o “humanitarnym imperatywie”. Ani słowa o zakładnikach, ani słowa o gwałtach z 7 października, ani jednego pytania o to, kto kontroluje dystrybucję pomocy po drugiej stronie. A już tym bardziej, żadnego zdania o tym, że to brak kontroli właśnie sprawił, iż pomoc stała się paliwem dla przemocy. Taka to gwiazdorska empatia. Starannie wyreżyserowana moralność z trzepotem sarnich rzęs, które nigdy nie psują obrazu.
Jolie nie przyjeżdża żeby cokolwiek wyjaśnić. Przyjeżdża, by przykryć, by przywrócić komfort środowiskom, które nagle znalazły się pod ostrzałem faktów. By dostarczyć prosty, emocjonalny przekaz w chwili, gdy rzeczywistość przestała być prosta i zaczęła zadawać pytania o pieniądze, odpowiedzialność i współudział. Jej humanitaryzm nie dotyczy mechanizmów ani konsekwencji. Dotyczy wrażeń. A przecież wrażenie jest dziś najtańszą i najbezpieczniejszą walutą moralną.
Jeden z amerykańskich urzędników ujął to brutalnie jasno: “Pomoc bez kontroli to prezent dla tych, którzy żyją z wojny”. Tego zdania Jolie nie wypowie, bo zbyt mocno kontrastuje z estetyką współczucia. Podobnie jak fakt, że Izrael, demonizowany za to, że wreszcie zaczął sprawdzać, zawiesza działalność dziesiątek NGO i domaga się list personelu. W świecie celebryckiego humanitaryzmu kontrola jest grzechem nie do wybaczenia, a zadawanie pytań uchodzi za absolutny akt wrogości.
Angelina Jolie nie ryzykuje tutaj niczym. Nie sprzeciwia się żadnej realnej sile. Nie mówi niczego, co mogłoby zaowocować chociażby stratą aplauzu, a już (nie daj Boże) zakwestionowaniem statusu moralnej ikony. Jej humanitaryzm jest bezpieczny, gładki i idealnie dopasowany do oczekiwań salonów, które tak pilnie dzisiaj potrzebują poklepywania po plecach i potwierdzenia, że nadal są “po właściwej stronie”, mimo że świat właśnie zaczyna wystawiać im rachunek. Europa zaczyna dziś rozumieć coś, co przez lata było wypierane, że dobroczynność bez kontroli nie jest cnotą, lecz naiwnością, a czasem współudziałem. I że największym luksusem Zachodu była wiara, iż dobre intencje wystarczą, by pozostać niewinnym.
A więc wbijmy nóż w stół: humanitaryzm, który pojawia się dopiero wtedy, gdy zaczynają się śledztwa, a znika tam, gdzie są zakładnicy, gwałty i odpowiedzialność, nie jest ani moralnością, ani odwagą – jest wygodnym alibi. A gest Jolie nie mówi nic o Gazie; mówi natomiast wszystko o demencyjnym Zachodzie, który z uporem godnym zbiorowego zespołu otępiennego wciąż woli ładny obraz od brudnej prawdy.
Źródła:
https://apnews.com/article/42e74b861874b7f62b37dfed3c8a88f6
https://www.reuters.com/…/italy-arrests-nine-over…/
https://www.livemint.com/…/angelina-jolie-visits-rafah…
https://www.scmp.com/…/angelina-jolie-visits-egyptian…
https://ktvz.com/…/angelina-jolie-visits-rafah…/
https://www.indiaTODAYne.in/…/angelina-jolie-visits…
https://pl.euronews.com/…/izrael-twierdzi-ze…
*Photo: AFP/Reuters
Anna Grabowska – urodzona i mieszkająca we Francji wspaniała syjonistka z solidnymi polskimi i żydowskimi korzeniami. Autorka udzieliła pozwolenia na publikację niektórych wpisów z jej Facebooka w „Listach z naszego sadu”.
Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


