Amal Clooney w Cannes (Fot. REUTERS/Stephane Mahe)
Krystyna Romanowska
Kolejna celebrytka postanowiła pouczać Amerykę”. Amal Clooney lansuje się, nie ponosząc kosztów?
Jednego dnia argumentuje przed Trybunałem w Hadze, a drugiego jest na okładce “Vogue’a”. Mówi językiem prawa międzynarodowego o ludobójstwie, jurysdykcji uniwersalnej i odpowiedzialności państw, a jednocześnie staje się bohaterką nagłówków o zbyt wygładzonych zmarszczkach na okładce magazynu modowego.
Tyle że Amal Clooney pojawia się w przestrzeni publicznej nie jako celebrytka, która „postanowiła być mądra”, lecz jako ekspertka, która – ku zaskoczeniu mediów – wygląda jak ktoś, kogo łatwo byłoby sprowadzić do roli ikony stylu. Zonk.
W maju przyjedzie do Polski. 13 i 14 maja wystąpi na konferencji Impact’26 w Poznaniu, gdzie – jak zapowiadają organizatorzy – ma mówić o tym, dlaczego łamanie praw człowieka przestaje być wyłącznie problemem moralnym, a staje się realnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa państw i globalnej gospodarki. Clooney zamierza odwołać się do własnych doświadczeń z międzynarodowych trybunałów, pokazując, że bez praworządności nie ma stabilnych inwestycji ani długofalowego rozwoju.
Amal Clooney. Edukacja – model transatlantycki
Kiedy pojawia się w kadrze, wszystko wokół lekko zwalnia. Kilka kroków, prosty gest, twarz skupiona na tym, co za chwilę zostanie powiedziane. Ten obraz ma w sobie coś znajomego – reporterską ciszę znaną z archiwalnych ujęć Jacqueline Kennedy Onassis, dyplomatyczną powściągliwość Queen Ranii of Jordan. Mocne spojrzenie, proporcje, które dobrze znoszą naturalne światło i bliskie ujęcie. Taka twarz pracuje oszczędnie: drobny ruch brwi, lekki uśmiech. To uroda, która dobrze starzeje się wraz z doświadczeniem. Z czasem zyskuje głębię: rysy nabierają charakteru, spojrzenie staje się bardziej przenikliwe.
George i Amal Clooney pozują na czerwonym dywanie podczas 83. dorocznej gali Złotych Globów w Beverly Hills w Kalifornii, 11 stycznia 2026 r. Fot. REUTERS/Daniel Cole
To skupienie nie wzięło się znikąd. Jest zapisem biografii – wielowarstwowej, naznaczonej napięciem między wspólnotami, językami i porządkami świata.
Amal Alamuddin urodziła się w rodzinie łączącej druzyjskie i sunnickie tradycje – jest córką dziennikarki i libańskiego przedsiębiorcy, też wykładowcy akademickiego. Było to małżeństwo nietypowe dla zamkniętej wspólnoty druzyjskiej, ale społecznie dopuszczalne.
Podczas wojny domowej w Libanie rodzina zdecydowała się na emigrację do Wielkiej Brytanii. Amal tu skończyła szkołę średnią, a potem studiowała prawo na Oksfordzie. Ten brytyjski etap formacji – oparty na rygorze argumentu i pracy z precedensem – uzupełniła później w Stanach Zjednoczonych, zdobywając tytuł magistra prawa na New York University School of Law.
Jej edukacja od początku przebiegała więc transatlantycko: między brytyjską tradycją prawa a amerykańskim modelem jego międzynarodowego i publicznego zastosowania. W 2002 roku została dopuszczona do nowojorskiej adwokatury. Przez trzy lata pracowała w kancelarii Sullivan & Cromwell w Nowym Jorku, gdzie uczestniczyła między innymi w sprawach dotyczących Enronu czy firmy Arthur Andersen.
Następnie zdobywała doświadczenie w organach międzynarodowych – w 2004 roku odbyła staż w Międzynarodowym Trybunale Sprawiedliwości w Hadze, pracując u boku sędziów między innymi z Rosji, Egiptu i Wielkiej Brytanii. Później była zatrudniona w haskim Trybunale ONZ do spraw zbrodni w byłej Jugosławii (ICTY) oraz jako prokuratorka w Specjalnym Trybunale dla Libanu powołanym do osądzenia zabójców premiera Rafica Haririego.
W 2010 roku Alamuddin wróciła do Londynu i została przyjęta do palestry Anglii i Walii (Inn of Court Inner Temple). Jej reputacja była już na tyle ugruntowana, że gdy przyszła złożyć wizytę w Chambers Doughty Street, prestiżowej londyńskiej kancelarii adwokatów procesowych, aby doradzić w kwestii prawa libańskiego, otrzymała tam ofertę pracy praktycznie od ręki.
Zanim została panią Clooney
Wszystko to osiągnęła, zanim ktokolwiek o niej usłyszał i nazwisko Alamuddin pojawiło się w mediach.
– Lubię ludzi ciężko pracujących. Sam mam za sobą wiele lat pracy w międzynarodowej kancelarii i doskonale wiem, jak wygląda ta droga od środka – ile kosztuje wysiłku, determinacji i odporności psychicznej. Dlatego patrzę na jej karierę nie przez pryzmat medialnego wizerunku. Urodzić się w rodzinie imigranckiej i dojść do światowej czołówki prawa międzynarodowego to jest po prostu ekstremalnie trudne i budzi mój autentyczny podziw – mówi Tomasz Chmal, adwokat, partner w Trzeciak|Chmal.
– Jej ścieżka nie jest łatwa ani bezpieczna. To sprawy wymagające odwagi: stawianie się potężnym państwom, udział w sporach o wielkim ciężarze politycznym i moralnym, a także gotowość do ponoszenia konsekwencji medialnych i reputacyjnych. Nie każdy prawnik chce i potrafi funkcjonować w takiej przestrzeni.
Pierwsze znaczące wzmianki medialne o Amal Alamuddin pojawiły się na początku drugiej dekady XXI wieku, zanim jeszcze stała się postacią z pierwszych stron gazet. Jednym z takich wczesnych wydarzeń była jej rola w sprawie założyciela WikiLeaks – Juliana Assange’a.
24 listopada 2011 roku fotoreporterzy uchwycili Alamuddin wychodzącą z londyńskiego sądu u boku Assange’a po rozprawie ekstradycyjnej. W tym czasie oficjalnie dołączyła do zespołu jego obrońców, reprezentując go w walce przeciw ekstradycji do Szwecji. Było to prawdopodobnie pierwsze pojawienie się jej nazwiska i wizerunku w międzynarodowych mediach informacyjnych.
Kolejna wzmianka medialna nastąpiła niedługo potem, w związku ze sprawą byłej premier Ukrainy Julii Tymoszenko. W listopadzie 2012 roku Alamuddin uczestniczyła w działaniach prawnych na rzecz uwolnienia Tymoszenko. Opublikowano między innymi fotografię, na której ją widać obok wybitnego brytyjskiego adwokata Geoffreya Robertsona oraz Jewgienii Tymoszenko, córki uwięzionej polityczki.
Jej współpracownicy już wtedy podkreślali, że Amal znajduje się „w centrum najbardziej głośnej batalii o prawa człowieka” tamtego okresu i że „jest przyzwyczajona do bycia w blasku fleszy”.
Jedna z najwcześniejszych oficjalnych wzmianek dotyczących jej pracy prawniczej to publikacja naukowa z końca 2010 roku. Wówczas 15 listopada ukazał się artykuł współautorstwa Amal Alamuddin (wraz z doktor Philippą Webb) w prestiżowym czasopiśmie „Journal of International Criminal Justice”. Artykuł nosił tytuł „Expanding Jurisdiction over War Crimes under Article 8 of the ICC Statute” i dotyczył poszerzenia jurysdykcji Międzynarodowego Trybunału Karnego w zakresie zbrodni wojennych.
Tomasz Chmal: – Ona bardzo świadomie wybrała swoją ścieżkę kariery. W prawie istnieje kilka różnych „szczytów”. Jednym z nich jest kariera stricte finansowa – partnerstwo w największych międzynarodowych kancelariach, praca przy wielomiliardowych transakcjach. Innym jest kariera polityczna. Jeszcze innym – i to jest droga, którą wybrała Amal Clooney – jest prawo międzynarodowe i prawa człowieka, występowanie przed międzynarodowymi trybunałami w sprawach o fundamentalnym znaczeniu.
Ślub, który zmienia wszystko
W 2014 roku Amal bierze ślub z George’em Clooneyem. To staje się punktem zwrotnym nie tyle w jej karierze, bo ta toczy się dalej tak, jak sobie ją Amal zaprojektowała. Przed 2014 rokiem, gdy funkcjonowała jako Amal Alamuddin, jej dorobek – jakkolwiek wpisujący się w nurt liberalnego prawa międzynarodowego – nie wywoływał w USA żadnych istotnych kontrowersji.
Goerge Clooney z żoną Amal fot. instagram.com
Po ślubie z Clooneyem, od lat kojarzonym z amerykańskim liberalnym establishmentem i jednoznaczną krytyką republikańskich prezydentów, narracja się radykalnie zmieniła. Amal Clooney przestała być postrzegana wyłącznie jako ekspertka prawa międzynarodowego, a zaczęła funkcjonować w konserwatywnych narracjach jako element tego samego świata kulturowego co Hollywood, ONZ i liberalne elity opiniotwórcze.
Gdy w 2018 roku publicznie skrytykowała retorykę Donalda Trumpa wobec mediów, konserwatywne media zareagowały nie na treść jej argumentów, lecz na fakt, że głos ten pochodził od osoby kojarzonej z Hollywood.
Komentatorka Fox News Tomi Lahren zarzucała jej „straszenie Amerykanów upadkiem demokracji”, a Ben Shapiro ironizował, że „kolejna celebrytka powiązana z ONZ postanowiła pouczać Amerykę o wolności słowa”.
Czy Amal to rusza?
– Często pojawia się też pytanie o komfort, w jakim rzekomo działa. Że jako osoba uprzywilejowana, doskonale wykształcona, funkcjonująca w elitarnych kręgach Zachodu, nie ponosi kosztów swojej działalności. To uproszczenie. Amal Clooney jest obiektem bardzo intensywnego hejtu, szczególnie ze strony środowisk fundamentalistycznych i skrajnie antyliberalnych, które przedstawiają ją jako narzędzie ideologicznej dominacji liberalnych elit. Różnica polega na tym, że ma ona większą odporność instytucjonalną i osobistą, by ten hejt udźwignąć i nie wycofać się z działania – ocenia Maciej Nowicki, szef Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.
Amal Clooney. Są większe hejty
Prof. Magdalena Grzyb, prawniczka z Uniwersytetu Jagiellońskiego, z dystansem podchodzi do krytyki konserwatystów wobec Amal, zestawiając ją z inną, ważną szczególnie w kontekście praw kobiet, prawniczką Reem Alsalem.
Pochodząca z Jordanii, specjalna sprawozdawczyni ONZ ds. przemocy wobec kobiet i dziewcząt, ma wiele cech podobnych do Amal. Obie działają na poziomie międzynarodowym, opierają swój autorytet na prawie i zajmują się ochroną praw kobiet, co naturalnie wciąga je w ostre spory publiczne.
– Reem Alsalem ryzykuje jednak znacznie więcej i jest pod dużo większą presją – podkreśla Grzyb. – Amal Clooney jako osoba globalnie rozpoznawalna ma silne zaplecze medialne i instytucjonalne, które działa jak parasol ochronny. Przede wszystkim znanego męża.
W przypadku Alsalem ten parasol praktycznie nie istnieje. Gdy jej raporty dotyczące definicji płci, przemocy czy ochrony kobiet spotykają się z krytyką, presja szybko przenosi się na poziom instytucjonalny: pojawiają się listy otwarte do ONZ, petycje wzywające do odebrania jej mandatu, próby przedstawienia jej pracy jako sprzecznej ze standardami praw człowieka.
To realne ryzyko zawodowe – podważenie raportu oznacza podważenie całej jej pozycji jako ekspertki. W przeciwieństwie do hejtu wizerunkowego, z którym mierzy się Clooney, naciski wobec Alsalem mogą bezpośrednio ograniczyć jej możliwość zabierania głosu i wpływania na prawo, a to w systemie ONZ jest stawką najwyższą.
Co wybiera Amal Clooney?
Amal Clooney znajduje się dziś w pozycji, która daje jej komfort wyboru spraw, dlatego też lista jej najgłośniejszych zaangażowań z ostatnich lat jest jednocześnie mapą świadomych decyzji normatywnych. Wśród nich znajduje się sprawa jazydzkich ofiar ISIS, w której od 2016 roku działała na rzecz uznania zbrodni Państwa Islamskiego za ludobójstwo i stworzenia mechanizmów ścigania sprawców; była to działalność szeroko chwalona ponad podziałami politycznymi.
– Sprawy dotyczące zbrodni ISIS wobec Jazydów łączą w sobie problem ludobójstwa, przemocy seksualnej wobec kobiet, odpowiedzialności dowódczej i systemowego charakteru zbrodni. Nawet jeśli nie wszystkie z tych spraw kończą się pełnym sukcesem procesowym, ich znaczenie dla świadomości społecznej i utrwalania standardów prawa międzynarodowego jest ogromne. Amal Clooney doskonale rozumie, że sam wyrok nie wystarcza – muszą mu towarzyszyć debata publiczna, presja polityczna i praca u podstaw – komentuje Nowicki.
Kolejnym obszarem była wolność mediów, gdzie reprezentowała prześladowanych dziennikarzy, między innymi w sprawie reporterów Agencji Reutera więzionych w Mjanmie. Zabiegała o międzynarodową odpowiedzialność za zabójstwo saudyjskiego dziennikarza i dysydenta Dżamala Chaszodżdża, równolegle pełniąc funkcję specjalnej wysłanniczki rządu brytyjskiego do spraw wolności prasy.
Istotnym i często pomijanym wątkiem jest jej zaangażowanie w sprawy Darfuru, gdzie wspierała działania na rzecz rozliczenia zbrodni popełnianych wobec ludności cywilnej. Do tego dochodzą sprawy Armenii i Górskiego Karabachu.
– Reprezentowanie ofiar przed międzynarodowymi trybunałami karnymi oznacza konieczność wysłuchania dziesiątek, a czasem setek historii. I umiejętność „przetłumaczenia” ludzkiego cierpienia na język dowodów, argumentów i norm prawnych, które będą zrozumiałe i przekonujące dla sędziów. To ogromna odpowiedzialność i ciężar emocjonalny i psychiczny, które trwają latami.
W sprawach dotyczących zbrodni w Darfurze Amal Clooney reprezentowała ponad sto ofiar, niosąc ich historie przez kolejne etapy postępowania. I oczywiście, że ma wokół siebie sztab wykształconych prawników, ale to wciąż ciężka, długodystansowa praca prawnicza – mówi dr hab. Karolina Wierczyńska, kierowniczka Centrum Badań nad Międzynarodowym Prawem Karnym. – Jednocześnie jej rozpoznawalność działa jak megafon.
Amal Clooney doskonale rozumie, że jej obecność przyciąga uwagę mediów – i potrafi tę uwagę wykorzystać w sposób, który służy sprawiedliwości. Jeśli bycie celebrytą ma jakikolwiek sens w świecie prawa międzynarodowego, to właśnie taki: skierowany na nagłaśnianie spraw, o których inaczej nikt by nie usłyszał.
Warto przy tym podkreślić, że wiele prowadzonych przez nią spraw wcale nie jest „atrakcyjnych medialnie”. Dotyczą one anonimowych, często niepiśmiennych ofiar – takich jak jazydzkie kobiety reprezentowane przez nią przed sądami niemieckimi na podstawie zasady jurysdykcji uniwersalnej. To są sprawy konieczne, często ani prestiżowe, ani efektowne.
Dobrze jest zdawać sobie sprawę z tego, że historia kariery Amal Clooney to historia realnej zmiany w świecie prawniczym, który dotyczy także Polski.
– Kobiety coraz częściej obejmują najwyższe stanowiska w samorządach prawniczych, kancelariach i instytucjach. Mamy pierwszą od stu lat dziekan Rady Adwokackiej w Warszawie. To naturalna konsekwencja uznania kompetencji, pracowitości i jakości pracy, a nie mody czy parytetów – podkreśla Tomasz Chmal.
– Postacie takie jak Amal Clooney chcąc nie chcąc stają się symbolami tej zmiany, pokazując, że kobieta może osiągnąć absolutnie najwyższą pozycję w jednym z najbardziej wymagających zawodów na świecie, nie rezygnując ani z profesjonalizmu, ani z własnego stylu.
Clooney Fundation w Polsce
Przez chwilę Clooney Fundation for Justice zawiesiła także oko na Polsce.
Maciej Nowicki: – Odbywało się to w okresie najgłębszego kryzysu praworządności w Polsce, kiedy pytanie nie brzmiało już „czy”, lecz „jak” i „gdzie” skutecznie reagować na systemowe naruszenia niezależności sądów.
Jak wspomina, zainteresowanie Clooney Foundation szczególne dotyczyło spraw dyscyplinarnych sędziów oraz mechanizmów, które mogłyby stać się przedmiotem postępowań przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka czy Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej.
Amal Clooney EAST NEWS
– Nie rozmawialiśmy z samą Amal Clooney, lecz z zespołem fundacji – niewielkim liczebnie, ale złożonym z bardzo doświadczonych prawników. Było widać, że ich podejście opiera się na chłodnej analizie: gdzie ich zaangażowanie może wnieść realną wartość dodaną, a gdzie lepiej zaufać lokalnym podmiotom – wspomina Nowicki.
– Ostateczna decyzja o nieangażowaniu się w polskie sprawy zapadła właśnie na tej podstawie. Intensywnie działała wówczas Helsińska Fundacja Praw Człowieka, Wolne Sądy i inne organizacje, a zasoby Clooney Foundation zostały skierowane do krajów i regionów, gdzie podobnej infrastruktury obrony praw człowieka nie było. Dla mnie był to dowód odpowiedzialności, a nie dystansu. Umiejętność powiedzenia: „tu nie jesteśmy najbardziej potrzebni”, jest dziś rzadką cechą w świecie międzynarodowego aktywizmu.
Tuba hollywoodzkich liberałów?
Momentem, który uruchomił falę krytyki wobec Amal Clooney w Stanach Zjednoczonych, był 20 maja 2024 roku, kiedy prokurator Międzynarodowego Trybunału Karnego Karim Khan ogłosił złożenie wniosków o nakazy aresztowania wobec izraelskiego premiera Beniamina Netanjahu oraz przywódców Hamasu, jednocześnie publicznie dziękując zespołowi ekspertów prawnych, wśród których znalazła się Clooney.
Zaczęto zadawać pytanie, dlaczego w jednej konstrukcji prawnej zrównano działania demokratycznego państwa Izrael z czynami organizacji terrorystycznej. Komentator Fox News Howard Kurtz nazwał to „moralnie szokującym”, określając Clooney jako „ultraliberalną brytyjską prawniczkę praw człowieka”.
Krytyka została dodatkowo wzmocniona między innymi przez „New York Post”, w którym publicystka Isabel Vincent pisała o Clooney jako o „tubie hollywoodzkich liberałów”. Donald Trump trybunał nazwał „sądem kangurzym” działającym przeciwko sojusznikom USA. George’a i Amal Clooneyów określił jako „dwoje z najgorszych politycznych proroków w historii”.
W tym kontekście zaczęto również przypominać wcześniejszy epizod z lat 2012-13, kiedy Amal Clooney – jako zewnętrzna ekspertka prawna – konsultowała wybrane kwestie praw człowieka w egipskim procesie konstytucyjnym w okresie rządów Bractwa Muzułmańskiego.
Czy Amal jest zakładniczką swojego kręgu kulturowego? Czy podjęłaby się na przykład obrony praw ofiar Hamasu z 7 października?
Dr hab. Karolina Wierczyńska: – Amal Clooney bardzo świadomie funkcjonuje na styku prawa, polityki i mediów, co nieuchronnie rodzi pytania o granice jej niezależności. Jeżeli pyta mnie pani, czy stała się zakładnikiem swojego kręgu kulturowego, to odpowiedź brzmi: pewnie po części tak.
Jest osobą o libańskich korzeniach, wychowaną w określonym kontekście historycznym i kulturowym, funkcjonującą w świecie, w którym konflikty Bliskiego Wschodu są doświadczeniem osobistym i zbiorowym. Jej głos bywa więc odczytywany przez tamte społeczności jako „nasz głos na Zachodzie” – głos kogoś, kto mówi w imieniu regionu, z którego pochodzi, nawet jeśli formalnie reprezentuje konkretne ofiary, a nie wspólnoty czy narody.
I właśnie w tym miejscu warto opowiedzieć historię, która – choć nie dotyczy jej bezpośrednio – dobrze tłumaczy, dlaczego ona konsekwentnie staje po stronie tych, którzy normalnie nie mają głosu. W 2016 roku lat byłam w Waszyngtonie na międzynarodowym moot courcie – zawodach, w których studenci prawa z całego świata symulują postępowania przed sądem międzynarodowym.
Najpierw przygotowują pisma procesowe, potem mowy, a finały odbywają się już przed prawdziwymi sędziami międzynarodowymi. Podczas jednego ze spotkań pokazano nam film dokumentalny z przygotowań do moot courtu sprzed roku czy dwóch. Kamera śledziła różne zespoły na świecie, pokazując, jak się uczą i w jakich warunkach pracują.
Najpierw zobaczyliśmy drużynę z Izraela. Studenci pracowali w nowoczesnej, jasnej sali wykładowej. Prowadził ich jeden z najwybitniejszych specjalistów od prawa międzynarodowego publicznego. Były wykłady, tablice, prezentacje, wspólne rozwiązywanie kazusów. Potem nastąpiło cięcie.
Na ekranie pojawiła się dziewczyna z Palestyny. Była sama. Przygotowywała się nocą, przy świeczce. Rok wcześniej w zamachu zginął jej brat. A ona mimo to – albo właśnie dlatego – uczyła się prawa międzynarodowego i przygotowywała się do symulacji procesu przed sądem, do którego dostęp ma tak niewielu.
I kiedy dziś myśli się o Amal Clooney i o tym, kogo ona reprezentuje, trudno nie mieć przed oczami właśnie tej dziewczyny. Osoby, która ma historię, cierpienie i determinację – ale nie ma zespołu ekspertów, prestiżowej uczelni ani mikrofonu.
W tym sensie jest ona nie tylko prawniczką, ale także symbolem zmiany. Zmiany polegającej na tym, że kobiety mają realny wpływ i realny głos w świecie prawa międzynarodowego. I co równie ważne: że ten głos coraz częściej wykorzystywany jest nie w interesie najsilniejszych, lecz najsłabszych.
Amal Clooney, Libanka o światowej renomie
Ale w mediach Lewantu wizerunek Amal Clooney też przestał być jednoznaczny. Jeszcze niedawno arabskojęzyczne serwisy informacyjne mówiły o Amal Clooney jednym głosem – z dumą i zachwytem. „Libańska prawniczka specjalizująca się w prawach człowieka” – tak rutynowo przedstawiał ją Euronews Arabic, podczas gdy Sky News Arabia dodawał obowiązkowe: „żona hollywoodzkiego aktora George’a Clooneya”, cementując jej podwójną tożsamość gwiazdy prawa i celebryckiego świata.
W Bejrucie ton był jeszcze bardziej emocjonalny: MTV Lebanon zachwycała się „błyskotliwym umysłem i urodą wybitnej adwokatki”, podkreślając, że w najgłośniejszych decyzjach Międzynarodowego Trybunału Karnego „słychać libański akcent”.
Dziennik An-Nahar dorzucał: „nasza rodaczka”, „Libanka o światowej renomie”, celebrując ją równie chętnie na salach sądowych, co na czerwonych dywanach.
Ten medialny aplauz pękł jednak wraz z wojną w Strefie Gazy – gdy Clooney milczała, arabskie komentarze przybrały ostrzejszy ton, a dziennikarze coraz częściej przypominali: „ojciec Libańczyk, matka Palestynka”, pytając głośno, gdzie jest jej głos.
Gdy w maju 2024 roku przerwała ciszę i ogłosiła udział w pracach Międzynarodowego Trybunału Karnego, kamery znów się włączyły, cytaty wróciły na paski informacyjne, ale zachwyt ustąpił miejsca napięciu. Od tego momentu reporterska narracja o Amal Clooney nabrała nowej dynamiki: obok superlatywów i dumy z libańskich korzeni pojawiło się rozliczanie z oczekiwań – bo w arabskich mediach jest symbolem, od którego region domaga się nie tylko sukcesu, ale także jednoznacznej solidarności.
Czy bycie ikoną przeszkadza, czy pomaga na sali sądowej?
– Jeśli chodzi o funkcjonowanie na sali sądowej, wydaje mi się, że jej medialność ma znaczenie drugorzędne. Świat prawa międzynarodowego jest bardzo profesjonalny. Można być ikoną stylu w mediach kolorowych, ale przed sędziami liczy się jakość argumentów, znajomość prawa i zdolność prowadzenia skomplikowanej narracji procesowej. Ktoś, kto występuje przed najwyższymi trybunałami świata w profesjonalnej roli, jest w takich postępowaniach traktowany merytorycznie, niezależnie od tego, jak bardzo rozpoznawalne jest jego nazwisko poza salą rozpraw – uważa Maciej Nowicki.
Amal Clooney w siedzibie ONZ, 2017 r. Fot. Mary Altaffer / AP Photo
Jest jeszcze coś jego zdaniem szalenie ważnego, co robi Amal Clooney. – Ona nie pozwala, by to popkultura definiowała sens jej pracy. Mam raczej wrażenie, że robi dokładnie odwrotnie: bierze skomplikowane, często hermetyczne zagadnienia prawa międzynarodowego karnego i przekłada je na język, który jest zrozumiały dla opinii publicznej, nie tracąc przy tym ich ciężaru gatunkowego.
Pod koniec 2025 roku media poinformowały, że Clooneyowie – George, Amal i ich ośmioletnie bliźniaki Ella i Aleksander – dostali obywatelstwo francuskie. Od lat spędzają tam znaczną część roku, mają rezydencję na południu Francji.
Francuski paszport przedstawiano jako kolejny element ich transnarodowej biografii, a nie gest polityczny czy symboliczny zwrot.
– Jeśli miałbym powiedzieć, czego Amal jest dziś symbolem, wskazałbym na bardzo konsekwentne przywiązanie do idei, że prawo międzynarodowe ma sens tylko wtedy, gdy nie jest podporządkowane logice siły.
W świecie, w którym coraz częściej słyszymy, że normy trzeba „urealniać”, „dostosowywać do nowych czasów” albo wręcz zawieszać w imię bezpieczeństwa, ona przypomina, że dokładnie takie myślenie prowadziło w przeszłości do największych katastrof. To stanowisko nie jest dziś politycznie wygodne, ale właśnie dlatego jest tak potrzebne – mówi Nowicki.
– I chyba dlatego Amal Clooney pozostaje jedną z tych postaci, które – niezależnie od medialnego szumu – reprezentują bardzo klasyczne, wręcz staroświeckie w najlepszym sensie przywiązanie do prawa, odpowiedzialności i uniwersalnych zasad.