Czerwone i niebieskie, lustrzane postacie Myśliciela. Canva.
“Czy sztuka może przekazywać prawdę?”
Jerry A. Coyne
Ubiegłego roku w czerwcu uczestniczyłem w dorocznym spotkaniu Heterodox Academy, które tym razem odbyło się w Brooklynie, w Nowym Jorku. Zostałem zaproszony do udziału w panelu zatytułowanym „Obowiązki i odpowiedzialność uczonych”, którego członkami – oprócz mnie – byli Jennifer Frey, Louis Menand i John McWhorter. Wprowadzenia do panelu dokonali Alice Dreger i Colleen ErenU
Znałem wcześniej dwóch uczestników: Menanda (profesora anglistyki na Uniwersytecie Harvarda, uznanego autora i publicystę „New Yorkera”) oraz McWhortera (językoznawcę z Uniwersytetu Columbia, pisarza i felietonistę „New York Timesa”, regularnie pojawiającego się także na mojej stronie). To wystarczyło, by poczuć się onieśmielonym, więc przez kilka miesięcy zgłębiałem temat, koncentrując się na wolności akademickiej i wolności słowa. Część moich przemyśleń na ten temat zawarłem we wcześniejszych wpisach, które być może już czytaliście. Po drodze uświadomiłem sobie, że „zderzenie idei”, które często uznaje się za niezbędny (a może i wystarczający) warunek ujawniania się prawdy, w rzeczywistości nie prowadzi do żadnej prawdy. (To zderzenie, omawiane przez Johna Stuarta Milla i Olivera Wendella Holmesa, bywa podawane jako główny powód konieczności wolności słowa). Jednakże samo ścieranie się idei nie pozwala zbliżyć się do prawdy, chyba że dodamy do tego dowody empiryczne, niezbędne do odkrywania „prawd propozycjonalnych”, o których piszę w artykule poniżej.
To doprowadziło mnie do wniosku, że powszechnie przyjmowany cel istnienia uniwersytetów jest niepełny. Jak piszę w moim nowym tekście w Quillette (kliknij na link pod w zrzutem z ekranu):

Podobnie błędne jest powszechne twierdzenie, że najważniejszym celem uczelni wyższych jest poszerzanie, zachowywanie i szerzenie nowej wiedzy – czyli dążenie do „prawd uzgodnionych”. Znajdowanie prawdy nie jest celem literatury czy poezji, ani sztuk pięknych i graficznych, takich jak film, malarstwo, animacja, fotografia, ani sztuk performatywnych – teatru, tańca czy muzyki. Te dziedziny nie są stworzone do odkrywania prawdy i nie po to są nauczane. (Inne obszary, jak ekonomia czy socjologia, często zaliczane do „nauk humanistycznych”, mogą odkrywać prawdę, o ile opierają się na empirycznym badaniu rzeczywistości).
Prawd nie odkrywa bez dowodów nie tylko sztuka, ale również filozofia. (Matematyką się tu nie zajmuję – wciąż się nad nią zastanawiam). Nie rozwijam tematu filozofii w artykule, ale jak dotąd nie natknąłem się na przypadek, w którym filozofia sformułowałaby testowalną prawdę propozycjonalną bez odwoływania się do dowodów empirycznych. To jednak nie znaczy, że uważam, iż filozofii (ani szerzej – nauk humanistycznych) nie powinno się nauczać na uniwersytetach. Jak piszę w swoim artykule:
Najpierw powinienem odnieść się do zarzutu uprzedzeń wobec sztuki. To, że postrzegam sztukę jako źródło czegoś innego niż prawda w sensie naukowym, w żadnym razie nie oznacza, że ją lekceważę. Podczas studiów licencjackich uczęszczałem na zajęcia z tragedii greckiej, staroangielskiego (wciąż potrafię czytać Beowulfa w oryginale), literatury współczesnej, etyki filozoficznej i sztuk pięknych – i to właśnie one obudziły we mnie pragnienie dalszej nauki, ciągłej inspiracji i odkrywania sztuki. Dzięki sztuce i naukom humanistycznym czerpałem – i nadal czerpię – ogromną przyjemność i poczucie osobistego rozwoju. Nauka dała mi karierę, ale sztuka dała mi co najmniej tyle samo. Tyle że nie była to prawda.
Reszta artykułu, której tutaj nie streszczam tłumaczy – przynajmniej pośrednio – dlaczego wciąż uważam, że nauki humanistyczne (w tym wszystkie formy sztuki) powinny być nauczane w szkołach wyższych, bo celem takiej edukacji, choć nie jest odkrywanie prawdy, jest rozbudzanie w nas głodu doświadczenia.
Prawdziwa wartość sztuki nie polega na tym, że dostarcza wiedzy, której nie da się zdobyć inaczej, lecz na tym, że wywołuje emocjonalne i poznawcze reakcje u odbiorcy, często dając doświadczenie piękna. Sztuka może wzbogacać nasz sposób myślenia o nas samych i innych ludziach i – co istotne – pozwala patrzeć na świat cudzymi oczami. Poprzez refleksję to poszerzenie doświadczenia może pogłębiać naszą wiedzę o nas samych. Tyle że jest to wiedza subiektywna, a nie propozycjonalna.
Dziś rano pokazałem ten tekst znajomej, która zapytała mnie:
„Twoim głównym argumentem jest: ‘humanistyka ma inne zalety, więc powinniśmy ją utrzymać na uniwersytetach.’ Ale czy to wystarczające uzasadnienie? Sugerujesz, że humanistyka pozwala ludziom czuć i myśleć inaczej. Czy taki rozwój osobisty to coś, czemu uczelnie powinny poświęcać zasoby? Wielu administratorów i polityków dziś odpowiada: nie.”
Ale ja odpowiadam, że tak. Odpisałem jej:
Tak, to dobre pytanie i powinienem był się do niego odnieść. W pewnym sensie odpowiedź jest zawarta w tekście, gdy piszę, jak wiele dała mi osobiście nauka o sztuce – pobudziła we mnie chęć poznawania. Sztuka to jedno z największych dokonań człowieka i już z tego powodu powinna być nauczana na uniwersytetach. Jak napisałem – pozwala myśleć o sobie i innych z różnych perspektyw. I chociaż nie jest to prawda w sensie naukowym, to już samo to jest wartością edukacyjną. Podobnie z filozofią. Etyka była jednym z najważniejszych przedmiotów, jakie miałem na studiach – bez niej nie znałbym historii ludzkich poglądów na temat moralności, choć moralność, jak sądzę, jest czymś subiektywnym.
Uważam więc, że uniwersytety powinny pozostać takie, jakie są, z wyjątkiem nauczania religijnych dogmatów – jak ma to miejsce w niektórych szkołach teologicznych. Cel edukacji akademickiej wykracza poza poszerzanie, tworzenie, zachowywanie i szerzenie wiedzy (propozycjonalnej). Gdzie indziej mielibyśmy się uczyć o sztuce i humanistyce, jeśli nie na uniwersytetach?
Dodałem też, że choć filozofia – jak uważam – sama w sobie nie jest w stanie odkrywać prawd, to jest jednym z najcenniejszych narzędzi do oddzielania sensu od nonsensu w debacie i pomaga nam zbliżyć się do prawdy poprzez logiczne myślenie. Filozofia moralna była dla mnie szczególnie ważna, bo zmusiła mnie do zastanowienia się, dlaczego właściwie uważam pewne rzeczy za moralne lub niemoralne – i z jakiego powodu. To poszukiwanie, w którym wciąż trwam. Dlatego oczywiście uważam, że filozofia powinna pozostać w programie studiów. Jedyną rzeczą, którą należałoby usunąć, jest nauczanie religijnych dogmatów (a nie historii religii czy jej treści), które często są propagowane na wydziałach teologicznych.
Nagranie dyskusji panelowej trwa 75 minut, ale jeśli chcecie posłuchać fragmentu o prawdzie w humanistyce i zobaczyć, jak McWhorter i Menand próbują mnie symbolicznie „wysmarować smołą i wytarzać w pierzu”, zacznijcie od 22. minuty i słuchajcie przez około sześć minut. To właśnie w tej części – jak sądzę – McWhorter wypowiedział się w sposób, który podważył zarówno jego, jak i Menanda argumentację – co zaznaczam w ostatnim akapicie mojego tekstu:
Co ciekawe, uważam, że moje stanowisko „sztuka to nie prawda” nie jest tak skrajne i nierozsądne, jak sugerują moi przewracający oczami i wzruszający ramionami znajomi z humanistyki. Jak wspomniałem, to Menand i McWhorter zachowywali się w ten sposób podczas panelu, ale zauważam, że oni również zmagają się w swoim rozumowaniu z kwestią obiektywności i subiektywności. Na przykład w dyskusji o tym, czy symfonie Leonarda Bernsteina są lepsze niż jego musicale, McWhorter ostatecznie przyznał:
„Nie ma jednej prawdy: to kwestia wyrobionej opinii i tego, co sam uznałeś za wartościowe w sztuce.”
McWhorter wypowiada te słowa od 27:55. Nie musicie oglądać nagrania, ale przeczytajcie proszę cały tekst – to tylko około 2000 słów.
Link do oryginału: https://whyevolutionistrue.com/2025/12/26/my-article-in-quillette-can-art-convey-truth/
Why Evolution Is True, 26 grudnia 2025
Jerry A. Coyne – Emerytowany profesor na wydziale ekologii i ewolucji University of Chicago, jego książka “Why Evolution is True” (Polskie wydanie: “Ewolucja jest faktem”, Prószyński i Ska, 2009r.) została przełożona na kilkanaście języków, a przez Richarda Dawkinsa jest oceniana jako najlepsza książka o ewolucji. Jerry Coyne jest jednym z najlepszych na świecie specjalistów od specjacji, rozdzielania się gatunków. Jest również jednym ze znanych “nowych ateistów” i autorem (wydanej również po polsku przez wydawnictwo “Stapis”) książki “Faith vs Fakt”. Jest wielkim miłośnikiem kotów i osobistym przyjacielem redaktor naczelnej.
Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com




