Archive | January 2026

Szef NATO: Wzdragacie się przed przemysłem zbrojeniowym? OK, za 5-10 lat będziecie mówić po rosyjsku

Manewry NATO w Estonii (Kaitseliit/Wikipedia na licencji C.C.2.0)


Szef NATO: Wzdragacie się przed przemysłem zbrojeniowym? OK, za 5-10 lat będziecie mówić po rosyjsku

Lionel Jullien


Mark Rutte: Putin stracił już 1,1 miliona żołnierzy w Ukrainie, zabitych i ciężko rannych. Co miesiąc traci 25 tysięcy następnych.

Lionel Jullien, Arte, Francja: Goededag, Mark Rutte. Dziękujemy za przyjęcie w kwaterze głównej NATO w Brukseli. Jest ze mną dwóch kolegów: Philippe Regnier z belgijskiego dziennik „Le Soir” oraz Zoltán Molnar z węgierskiego portalu informacyjnego Telex. Będą też pytania od innych naszych partnerów.


Mark Rutte, sekretarz generalny NATO: Witajcie.

Kiedy może dojść do porozumienia pokojowego między Rosją a Ukrainą?

– Trudno przewidzieć, bez Rosjan to nie nastąpi. Amerykanie, Europejczycy i Ukraińcy usiłują do tego doprowadzić, pracując całą dobę. Wiele już zrobiono w sprawie gwarancji bezpieczeństwa – żeby Ukraina pozostała silna także po zawarciu układu pokojowego albo długoterminowego rozejmu. Żeby Rosjanom nie przyszło do głowy ponownie jej zaatakować.

Rosjanie całkowicie odrzucają możliwość rozmieszczenia w Ukrainie oddziałów europejskich jako gwarancji bezpieczeństwa.

– Już dawno przestałem próbować pojąć, co Rosjanie mówią albo czego nie mówią. Teraz koncentrujemy się na tym, żeby spisać solidny pakiet ustaleń. Oczywiście, wymaga to kompromisów. Nie da się zakończyć wojny bez ustępstw. Jednak w sprawie gwarancji bezpieczeństwa i odbudowy Ukrainy zdołaliśmy w ostatnich tygodniach osiągnąć duży postęp pod przywództwem prezydenta Trumpa. To on przełamał impas z Rosjanami, nikt inny nie mógł tego zrobić. To jego zasługa.

Fot. Martyna Niećko / Agencja Wyborcza.pl

Europa od początku próbowała uczestniczyć w rokowaniach. Czy jednak teraz Waszyngton traktuje Europejczyków poważnie? Czy mają istotny wpływ na te negocjacje?

– Amerykanie traktują Europejczyków serio. Rzeczywiście przez 70 lat Amerykanów frustrowało, że nie płacimy tyle samo na wspólną obronę. Ale szczególnie od czerwcowego szczytu NATO w Hadze Europa ruszyła naprzód. Wspólnie z Kanadą postanowiła płacić za amerykańskie uzbrojenie dostarczane Ukrainie. Europejska koalicja chętnych pod przywództwem Francji, Wielkiej Brytanii i Niemiec będzie też uczestniczyła w zapewnieniu bezpieczeństwa Ukrainy, jeśli dojdzie do układu pokojowego albo długoterminowego zawieszenia broni. Ponadto Europejczycy wzmacniają zbiorową obronę wschodniej flanki za pomocą programu Wschodnia Straż. Wszystko to zwiększa wiarygodność Europy w NATO, również w oczach Amerykanów.

Ukraina zgodziła się zrezygnować z aspiracji do członkostwa w NATO, więc trwa dyskusja o siłach pokojowych pod wodzą Europejczyków. Jakie to mają być oddziały, czy będą funkcjonować poza strukturami NATO?

– Zarówno traktat waszyngtoński, jak i szczyt NATO z 2024 roku uznają drogę Ukrainy do NATO za nieodwracalną. To się nie zmienia. Jednakże kilka krajów, w tym Węgry i Stany Zjednoczone, oświadczyły, że obecnie tego nie popierają, mają pełne prawo. Dlatego trzeba szukać rozwiązań alternatywnych – czyli gwarancji bezpieczeństwa.

Pierwszą linię bezpieczeństwa powinny stanowić siły zbrojne Ukrainy. Trzeba inwestować w nie nawet po ewentualnym porozumieniu pokojowym. Drugą linię utworzy koalicja chętnych pod przywództwem Europy. Dopiero rozstrzygamy, na czym ma polegać, więc nie podam wszystkich szczegółów, ale oczywiście będzie powiązana z armią ukraińską i trzecim członem, czyli USA. W sierpniu prezydent Trump postanowił, że Stany się zaangażują. Teraz nad tym pracujemy i notujemy ostatnio wielki postęp. Jak skończymy, podamy szczegóły.

Jaka będzie rola NATO, jeśli…

– NATO już teraz odgrywa istotną rolę, zwłaszcza poprzez NSATU (NATO Security Assistance and Training for Ukraine) z dowództwem w Wiesbaden. Koordynujemy tam wszystkie dostawy uzbrojenia dla Ukrainy i szkolenie jej żołnierzy. Wykorzystujemy doświadczenia wojny w Ukrainie w natowsko-ukraińskiej organizacji JATEC (Joint Analysis, Training And Education Centre) z siedzibą w Polsce w Bydgoszczy.

Dalsze zaangażowane państw NATO, dowództwa w Wiesbaden oraz JATEC-u określimy, gdy dojdzie do układu pokojowego lub długoterminowego rozejmu.

Uczestniczył pan w ostatnich dyskusjach z Ukraińcami, Amerykanami i Europejczykami w Berlinie. Jaki ma być udział USA w gwarancjach bezpieczeństwa?

– Nie mogę tu podać wielu szczegółów, bo są dopiero uzgadniane, a poza tym – pokój nie będzie możliwy bez decyzji Rosjan. Wszystko będzie jawne, dopiero kiedy zostanie zawarty układ pokojowy. Zapewniam jednak, że dążenia mamy w pełni zgodne: Ukraińcy, Europejczycy, Kanadyjczycy i Amerykanie. Jeśli Ukraina nie wejdzie do NATO, to musimy jej udzielić takich gwarancji, że Putin nie zacznie wojny na nowo. Nie możemy powtórzyć fatalnych układów mińskich.

Prezydent Zełenski zawiesza aspiracje Ukrainy do NATO. Czy to nie wpisuje się w retorykę Putina, że „specjalną operację wojskową” musiał rozpocząć, żeby odeprzeć „agresywne NATO”?

– To absolutnie obłąkańcze twierdzenie, bo NATO jest sojuszem obronnym. Może do niego przystąpić wprawdzie każde państwo z obszaru euroatlantyckiego, co jednak nie następuje automatycznie. Debata w NATO o członkostwie Ukrainy trwa od dawna, ale Węgry i inne kraje, również USA i Niemcy, mają tu, ogólnie biorąc, zastrzeżenia.

Putin stracił już 1,1 mln żołnierzy w Ukrainie, zabitych i ciężko rannych. Co miesiąc traci następnych 25 tys. – wciąż niby z obawy, że pewnego dnia Ukraina wejdzie do NATO. Mimo że dyskusja o tym w ramach NATO nie jest zakończona. Dziwne. Dowodzi to jednak, że nie można być w stosunku do Rosji naiwnym, skoro dyktator poświęca w tym celu ponad milion swoich poddanych.

Jak zapewnić Ukrainie finansowanie obrony w ciągu następnych kilku lat? Europa nie uzgodniła użycia zamrożonych aktywów rosyjskich…

– To decyzja Unii Europejskiej… Ja skupiam się na potrzebach. Na wojnę z najeźdźcą Ukraina potrzebuje w 2026 roku w sumie 120 mld euro, przy czym 60 mld wyciśnie sama, a następnych 60 mld musi dostać od nas. Wchodzi tu także broń od USA warta ponad 15 mld dolarów, za którą zapłacą sojusznicy kanadyjscy i europejscy.

Jeśli nie z rosyjskich aktywów, to pieniądze te muszą pochodzić z innych źródeł. Nasze przesłanie musi być jasne: wspieramy Ukrainę tak czy inaczej. Putin ma wiedzieć, że jej nie opuścimy. Gdyby przejął kontrolę nad Ukrainą, nasze własne wydatki obronne radykalnie by wzrosły, a już dzisiaj je zwiększamy do 5 proc. PKB ogółem, przy czym do 3,5 proc. ściśle na wojsko.

Broniąc Ukrainy, bronimy naszych wartości, ale także naszych interesów. To jest kosztowne. Wymaga poważnej dyskusji dotyczącej budżetów państw, wydatków socjalnych, na emerytury itd. Gdyby Putin wziął całą Ukrainę, mielibyśmy u granic rozzuchwaloną Rosję. A nie sposób mieć wiarygodnej obrony Europy, wydając tylko 3,5 proc. na armię.

Wicepremier i minister obrony narodowej Polski Władysław Kosiniak-Kamysz oraz Sekretarz Generalny NATO Mark Rutte ściskają sobie dłonie podczas konferencji prasowej w Ośrodku Szkolenia Wojsk Lądowych w Bemowie Piskim koło Orzysza w Polsce, 18 grudnia 2025 r. Fot. REUTERS/Kacper Pempel

Ukraina ma olbrzymi problem ze stanem liczebnym wojska na froncie. Jak NATO może pomóc, żeby jej armia osiągnęła 800 tys. żołnierzy?

– Jestem pod wrażeniem, jak Ukraińcy potrafią uzupełniać liczebność swoich wojsk. Rosja traci wspomniane 25 tys. żołnierzy miesięcznie w Donbasie na obłąkańczej wojnie, którą wywołała, i też ma problemy z utrzymaniem liczebności wojsk. Dotyczy to zatem obu stron, ale Ukraińcy są tu niezwykle kreatywni. Naszą rolą, Europejczyków, Kanadyjczyków i Amerykanów, jest zapewnienie, że dostaną wszelki potrzebny sprzęt, uzbrojenie i dane wywiadowcze, aby mogli walczyć.

Ale Tomahawków nie dostaną.

– No tak, zawsze są spory o ten czy inny rodzaj broni. Nie znajdziecie jednak żadnego generała, który z pewnością orzeknie, że jeden system uzbrojenia zmieni przebieg wojny. Oczywiście, każdy jest jakoś przydatny, ale ostatecznie dostarczenie go Ukrainie zależy od decyzji poszczególnych sojuszników.

Szef NATO: Rosja zagraża nam na lądzie, w powietrzu i na morzu

Czy obywatele Europy powinni przygotowywać się na wojnę, która wkrótce może wybuchnąć?

– Tylko jeśli nie wdrożymy decyzji szczytu NATO w Hadze. Nie będziemy natomiast musieli nadmiernie się obawiać, jeżeli zrobimy dwie rzeczy. Po pierwsze, wszyscy w sposób wiarygodny zobowiążemy się wydawać na obronność 5 proc., w tym na armię 3,5 proc., do roku 2035. Po drugie, jeżeli wszyscy zadbamy o to, żeby Ukraina nie przegrała tej wojny, żeby Rosja nie zajęła całej Ukrainy (bo wtedy te 5 proc. byłoby dalece niewystarczające). Zrealizowanie tych dwu zobowiązań sprawi, że staniemy się silniejsi nie tylko teraz, ale także w przyszłości.

Jednak pańskie wystąpienie w Berlinie 1 grudnia było alarmistyczne – że Rosja może zaatakować kraj NATO w ciągu najbliższych pięciu lat.

– Chodzi o to, żeby europejscy obywatele i politycy uświadomili sobie konieczność decyzji dotyczących obronności. Koniecznych, ponieważ – powtarzam – dyktator Putin poświęcił ponad milion żołnierzy, ale zajął zaledwie 1 proc. Ukrainy. Traci 25 tys. ludzi miesięcznie, ale nie zdołał zdobyć całego Pokrowska liczącego 60 tys. mieszkańców.

Wydaje 40 proc. budżetu Rosji na wojnę, to 10 proc. dochodu narodowego, cała jej gospodarka jest nastawiona na wojnę. Rosja zagraża nam na lądzie, w powietrzu i na morzu. Przeprowadza coraz więcej ataków hybrydowych na terytorium NATO, bezczelne loty dronów nad Polskę czy MiG-ów 31 – nad Estonię.

Inwestuje w najnowsze technologie militarne. Rakiety, które ostatnio Rosja wyprodukowała, dotrą do Europy w ciągu 5 do 10 minut – z pięciokrotną prędkością dźwięku. Nie da się ich zestrzelić za pomocą konwencjonalnej obrony powietrznej.

Dlatego przeświadczenie, że np. Bruksela, Londyn czy Walencja nie leżą na linii frontu, jest błędne. Wszyscy jesteśmy na flance wschodniej. Odległość między Wilnem a Walencją to 5 minut. Dzisiaj jesteśmy silniejsi, dzisiaj jeszcze nas nie napadnie, bo wie, że stawimy zbrojny opór i przegra. Ale w 2027, 2029, 2031… Posłuchajcie, co mówią rozmaite europejskie agencje wywiadowcze. Rok 2031 jest jutro, 2029 – dziś po południu, 2027 – teraz.

Nie możemy być naiwni, musimy być gotowi. Wypełnijmy zobowiązania wobec Ukrainy i co do wydatków zbrojeniowych. Wtedy będziemy żyli w pokoju, jeśli nie – możemy mieć wojnę. Takie jest moje przesłanie.

Może pan przesadza, w końcu NATO jest supermocarstwem w porównaniu z Rosją. A te większe wydatki przyniosą zyski tylko przemysłowi zbrojeniowemu.

– Dlatego zadbajmy, żeby rozbudowa przemysłu zbrojeniowego dawała „dywidendę obronną”, tak jak to robi Belgia i kilka innych krajów. Ale jak się wzdragacie przed tymi wydatkami, bo nadmiernie urośnie przemysł zbrojeniowy, to nie wydawajcie, ale w takim razie pogódźcie się z tym, że za 5 czy 10 lat będziecie mówić po rosyjsku.   

Prosta sprawa, nie mogę tego ująć w przyjemniejszy sposób. Ten facet i cały ten rosyjski system żyją fałszywą wizją historii, dlatego szykują się, żeby odzyskać kontrolę nad dawnymi terytoriami Związku Sowieckiego, odzyskać jego wpływy w Europie Wschodniej i Zachodniej. Dlatego wydają na zbrojenia 200 mld rocznie. I dlatego Belgia, Niemcy, Niderlandy, my wszyscy musimy zwiększyć wydatki na obronę. Belgia, Hiszpania i wszystkie inne kraje, które jeszcze nie osiągają 2 proc. PKB, muszą to zrobić jak najszybciej. W przypadku Belgii oznacza to od 4 do 5 mld euro więcej na zapewnienie krajowi bezpieczeństwa. Tutaj, w Brukseli, mamy kwaterę NATO i siedzibę Unii – ta stolica musi być bezpieczna, całe NATO również.

Szef NATO: bez Trumpa nie przełamalibyśmy impasu z Putinem

Węgierski minister spraw zagranicznych Péter Szijjártó oskarżył pana o wzywanie do wojny. Węgry regularnie nazywają pana i innych przywódców zachodnich „podżegaczami wojennymi”. Czy ma pan znośne relacje z premierem Orbánem?

– Owszem, ale takie komentarze lekceważę, choć odnotowuję. Węgry wydają na obronę tyle, ile powinny, są nadal ważnym sojusznikiem w NATO. Węgry przyjęły zobowiązania szczytu w Hadze, jestem przekonany, że je wypełnią. Na Węgrzech macie doskonałą bazę przemysłu obronnego, a na swoim terytorium – wysuniętą jednostkę wojsk lądowych. Pod względem zbiorowej obrony Węgry są zatem istotnym sojusznikiem. Nie zawsze się zgadzamy, ale to normalne w demokracjach.

Od października 2024 jako sekretarz generalny NATO utrzymuje pan przyjazne stosunki z USA. Czy udaje się to z prezydentem Donaldem Trumpem?

– Tak. Nie tylko dlatego, że go lubię, a poznaliśmy się w jego poprzedniej kadencji, kiedy ja byłem premierem Niderlandów. Także dlatego, że dzięki Trumpowi weszliśmy, mam nadzieję, na drogę do pokoju w Ukrainie. Zaczął już parę tygodni po objęciu urzędu, pierwszy telefon w lutym, a potem dzień w dzień, tydzień po tygodniu popycha ze swoim zespołem ten proces pokojowy. Zasługuje na uznanie.     

Jest skrajnie bezpośredni w stosunku do sojuszników w NATO: Hej, Stany są w pełni zaangażowane w NATO, ale mamy tu ważne oczekiwania. Zaczęło się od Eisenhowera, ten uwierający kamyk w bucie…  Żebyście wreszcie więcej płacili na obronę, zaczęli dorównywać Stanom Zjednoczonym. Hej, musicie z powodu Rosji, z powodu Chin rozbudowujących swoją armię oraz współpracy wojskowej Chin, Rosji, Korei Północnej i Iranu. Dla zapewnienia bezpieczeństwa musimy wydawać 5 proc. PKB, w tym 3,5 proc. na samą armię. A właśnie 3,5 proc. dorównuje Stanom Zjednoczonym.

Dlatego uważam szczyt w Hadze za wielki sukces, którego byśmy bez Trumpa nie osiągnęli. I dlatego mamy szczęście, że jest prezydentem USA.

Ale przecież ogłoszona niedawno amerykańska narodowa strategia bezpieczeństwa (NSS)…

– Ta strategia to, po pierwsze, pełne zaangażowanie USA w bezpieczeństwo Europy, po drugie – w NATO, po trzecie – jak najściślejsza współpraca w ramach NATO Stanów, Europy i Kanady. Przekonanie, że USA są bezpieczne, dopóki bezpieczny jest obszar atlantycki, Europa i Arktyka. A NATO jest niezbędne na wszystkich trzech frontach – i dla bezpieczeństwa samej Ameryki. Wszystko to zawiera się w NSS.

Ale w NSS jest też rodzaj pogardy dla Unii Europejskiej, wsparcie dla partii skrajnie prawicowych, populizmu itp. Próba podzielenia nas. I jeszcze to, co tu, w NATO, w lutym zapowiedział sekretarz wojny Pete Hegseth – że USA już nie zapewnią konwencjonalnej obrony Starego Kontynentu.

– Nie tylko o tym mówi NSS. Zresztą on ma rację, że Europa musi zwiększyć wysiłek obronny. I to robimy. Niemcy wydadzą do roku 2029 o 100 mld więcej, niż wydawały do roku 2021. Cała Europa również zwiększa odpowiedzialność za wspólną obronę europejskiej części NATO. Jednak Stany Zjednoczone jasno stwierdzają, że zarówno w sprawie obrony jądrowej, jak i konwencjonalnej dochowują w Europie traktatu północnoatlantyckiego.

Nie tylko dlatego, że jesteśmy podobni. Owszem, jesteśmy w relacjach przyjaźni jako demokracje, mające wolne media, podzielające te same wartości. Ale także dlatego, że same Stany Zjednoczone rozumieją konieczność silnego NATO, bo to leży w ich interesie – dla bezpieczeństwa Arktyki, Atlantyku i Europy. W tej chwili na europejskim terytorium NATO stacjonuje 85 tys. żołnierzy amerykańskich. Stanowi to ogromną inwestycję ze strony USA. Gdy zatem Pete Hegseth domaga się, żebyśmy więcej wzięli na siebie, to ma słuszność. To po prostu logiczne.

Ale czy ten amerykański kontyngent pozostanie mniej więcej taki sam?

– Nie wiem dokładnie, jakie to będą liczby. Wiem jednak, że wszystkie te inwestycje, które teraz podejmujemy, dadzą nam nowe zdolności samodzielnego działania. To logiczne, ponieważ Stany Zjednoczone muszą kontrolować zmieniającą się sytuację na Pacyfiku.

Wszystkie teatry aktualnych i potencjalnych konfliktów są zresztą powiązane ze sobą. Jeśli Chiny dokonają inwazji na Tajwan, to pewnie Xi Jinping zadzwoni do swego mniejszego kolegi, Putina, żeby nas związał militarnie po tej stronie Eurazji.

Z tego też powodu USA długoterminowo inwestowały w Europę. Wydawały 3,5 proc. PKB na obronność; podczas gdy Europejczycy – przeciętnie 1,5-2 proc.; np. Belgia – 1,4 proc., Niderlandy – 1,56 proc., Niemcy – 1,5 proc. Jednak teraz to się radykalnie zmienia, NATO jest dzisiaj silniejsze niż kiedykolwiek od upadku muru berlińskiego. I to w dużej mierze dzięki Trumpowi.

Nasz włoski partner, „Internazionale”, pyta: Czy po ogłoszeniu nowej amerykańskiej strategii bezpieczeństwa NATO nie stało się zbędne? Czy pańska posada nie przestała być potrzebna?

– Przeciwnie, NSS opowiada się za bezpieczeństwem Europy, pełną współpracą w ramach NATO także z Kanadą, a to czyni nasz sojusz jeszcze ważniejszym.

Czy rozwój zdolności obronnych Unii Europejskiej odbywa się równolegle z rozwojem zdolności NATO? Czym NATO różni się pod tym względem?

– NATO i Unia współpracują najściślej w historii. A to dlatego, że świetnie rozumiemy, co się dzieje w „śródmieściu” – bo tak tutaj, na obrzeżach Brukseli, mówimy o Unii, która ma siedzibę na Placu Schumanna w centrum. Mamy podział pracy: NATO potrafi podejmować decyzje co do wymaganych zdolności, zachowania standardów, systemów dowodzenia i nadzoru, zapewnienia ludziom w mundurach tego, czego trzeba. Natomiast UE potrafi powiązać ze sobą gałęzie przemysłu, żeby zbudować bazę dla produkcji zbrojeniowej.

18.11.2025. Amerykańscy żołnierze przekazali Polakom system antydronowy MEROPS. Szkolenie w Ośrodku Szkolenia Poligonowego Wojsk Lądowych – Dęba w Nowej Dębie Fot. Patryk Ogorzałek / Agencja Wyborcza.pl

Mocno nad tym pracuje Andrius Kubilius, unijny komisarz ds. obronności, z przewodniczącą Ursulą von der Leyen. Chodzi o pieniądze, a to domena Unii, oraz o to, żeby po unijnej stronie NATO wszystko zostało zrobione. Członkami Unii są 23 państwa należące do NATO, więc w dużym stopniu się pokrywamy, ale unikamy dublowania wysiłków, każda strona robi to, co umie najlepiej. Kiedy niespodziewanie zmieniają się zadania i cele w NATO albo w UE, dzwonimy do siebie: hej, stop, czekajcie, musimy pieniądze wydawać rozsądnie.

Szef NATO: Rosjanie prowadzą wojnę hybrydową już na całym terytorium NATO

Mamy dwa pytania od naszych partnerów. Tygodnik „Ir” z Łotwy pyta: Po ataku rosyjskich dronów na terytorium Polski NATO ogłosiło nową operację pod nazwą Wschodnia Straż. Jakie są jej efekty po kilku miesiącach? Hiszpańska gazeta „El Pais” pyta: W jaki sposób NATO odpiera wojnę hybrydową, którą Rosja prowadzi przeciwko Europie? 

– Wschodnią Straż polecił zorganizować naczelny dowódca NATO w Europie zaraz po wrześniowym wtargnięciu dronów nad Polskę. Operacja ma dwa cele. Po pierwsze, skoordynować wszystkie zasoby NATO na flance wschodniej, zapewnić obronę całej linii od Morza Czarnego do jej północnego krańca. Po drugie, przyspieszyć wdrożenie technologii dronowej i obrony antydronowej, korzystając zwłaszcza z cennych doświadczeń Ukraińców. Po to jest właśnie ten natowsko-ukraiński ośrodek JATEC w Bydgoszczy, to tam szybko te technologie wdrażamy.

A wojnę hybrydową Rosjanie prowadzą już na całym terytorium NATO. Służby wywiadowcze i poszczególne rządy to potwierdzają – jak w przypadku ataku rosyjskich cyberprzestępców z grupy Qilin na brytyjskie szpitale należące do National Health Service czy też zakłócanie nawigacji lotniczej nad Bałtykiem. Nie mogę tu podawać szczegółów, ale zapewniam, że NATO robi wszystko, żeby takim atakom zapobiegać i je odpierać.

Jeszcze ostatnie pytanie od kolegów z Balkan Insight: Jak poważne jest zagrożenie ze strony prorosyjskich sił w takich krajach, jak Bośnia i Hercegowina bądź Czarnogóra?

– NATO ma bliskie kontakty z naszym sojusznikiem, Czarnogórą, angażuje się także w bezpieczeństwo Bośni i Hercegowiny oraz Kosowa. Nie możemy dopuścić do próżni strategicznej na obszarze zachodnich Bałkanów. W Kosowie działa misja KFOR, NATO jest uczestnikiem rokowań między Prisztiną i Belgradem zmierzających do złagodzenia napięć. Z Czarnogórą pracujemy nad obroną przed atakami hybrydowymi.

Czy jednak nie powinniśmy być bardziej ofensywni w tej wojnie hybrydowej prowadzonej przez Rosję? Nie powinniśmy jakoś kontratakować?

– Oczywiście, NATO jest sojuszem obronnym, ale robimy wszystko, co konieczne dla naszego bezpieczeństwa. Nie jesteśmy naiwni, wiemy, co się dzieje, wszelkimi sposobami odstraszamy naszych przeciwników.

Czy wie pan, czym konkretnie Rosjanie grożą Belgii z powodu europejskiej dyskusji dotyczącej użycia na pomoc Ukrainie ich aktywów, zamrożonych w firmie Euroclear?

– Niestety, o takich sprawach mówić nie mogę, przepraszam.


Tłumaczenie i redakcja: Piotr Stasiński

Wywiad powstał w ramach partnerstwa medialnego EMOVE Hub i zostanie udostępniony w dziewięciu językach. Koordynatorem projektu jest europejska platforma ARTE. W skład konsorcjum poza “Gazetą Wyborczą” wchodzą także: “El País” (Hiszpania), “Internazionale” (Włochy), “Ir”, (Łotwa), “Kathimerini” (Grecja), “Le Soir” (Belgia), Telex (Węgry) i BIRN. W wywiadzie korespondencyjnie udział brała także Patrycja Maciejewicz z “Gazety Wyborczej”. Ich współpraca jest dofinansowana przez UE dzięki inicjatywie DG CNCT, która zachęca do tworzenia „Europejskich centrów medialnych” w ramach unijnych Działań Multimedialnych.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Actor Proposes Casting Anti-Israel Star Melissa Barrera to Replace Gal Gadot in Next ‘Wonder Woman’ Film


Actor Proposes Casting Anti-Israel Star Melissa Barrera to Replace Gal Gadot in Next ‘Wonder Woman’ Film

Shiryn Ghermezian


(L-R) Simu Liu and Melissa Barrera attend ‘The Copenhagen Test’ Season 2025 New York Screening, at the Whitby, New York, NY, December 16, 2025. Photo: Anthony Behar/Sipa USA via Reuters Connect

Canadian actor Simu Liu [Född: 19 april 1989 (ålder 36 år), Harbin, Kina ] said he thinks Mexican actress Melissa Barrera, his costar on “The Copenhagen Test,” would be a great Wonder Woman to replace Israeli actress Gal Gadot in the upcoming DC Universe film by James Gunn about Diana Prince.

“James Gunn or anybody else out there, I think she really pushes herself,” said Liu, who starred in Marvel’s “Shang-Chi and the Legend of the Ten Rings,” during a recent interview with JoBlo. “There were a couple of moments during stunt training where I was like ‘That’s Wonder Woman-esque.’ I’m just throwing it out there. I don’t know who’s watching or listening to this interview, but I just think she’s a total badass. And she puts in the work.”

Barrera came under fire in November 2023 for sharing posts on social media that accused Israel of genocide and criticized the Jewish state during its war against Hamas terrorists in the Gaza Strip, following their deadly rampage across southern Israel on Oct. 7 of that year. The actress uploaded posts on Instagram that described Israel as a “colonized” land and suggested that the Jewish state controls the media. She reshared a post that accused Israel of “genocide and ethnic cleansing,” and also shared posts from other accounts that featured messages calling for “every civil institution” to boycott the country. She additionally shared a post that includes claims about manipulating facts related to the Holocaust “to boost the Israeli arms industry,” according to the BBC.

“Gaza is currently being treated like a concentration camp,” Barrera wrote in one post on her Instagram Story in 2023. “Cornering everyone together, with no where to go, no electricity no water … People have learnt nothing from our histories. And just like our histories, people are still silently watching it all happen. THIS IS GENOCIDE & ETHNIC CLEANSING [sic].”

Barrera was fired from the film “Scream 7” following her social media posts against Israel. In a statement to Variety magazine, a spokesman for the movie’s production company Spyglass said its stance was “unequivocally clear.”

“We have zero tolerance for antisemitism or the incitement of hate in any form, including false references to genocide, ethnic cleansing, Holocaust distortion, or anything that flagrantly crosses the line into hate speech,” the statement noted.

Hours after her firing was announced, Barrera shared a statement on Instagram claiming that she condemns antisemitism and Islamophobia, and all forms of hate and prejudice.

“Every person on this earth … deserves equal human rights, dignity and, of course, freedom,” she added. “I believe a group of people are NOT their leadership, and that no governing body should be above criticism. I pray day and night for no more deaths, for no more violence, and for peaceful co-existence. I will continue to speak out for those that need it most and continue to advocate for peace and safety, for human rights and freedom. Silence is not an option for me.”

Barrera and Liu were among the many celebrities who signed an open letter by Artists4Ceasefire in October 2023 that called for an immediate ceasefire to end the Israel-Hamas war, a release of the hostages taken by the terrorist organization after its invasion of Israel on Oct. 7, and an end to “the bombing in Gaza.” The letter makes no mention of the Hamas terrorist organization by name, which slaughtered 1,200 Israelis, took more than 200 civilian hostages from Israel. and led to the start of the Israel-Hamas war.

A new DCU film about Wonder Woman is currently in development and it will feature a new lead actress to replace Gadot. The Israeli actress starred in two solo films as the Amazonian superhero: “Wonder Woman” in 2017 and “Wonder Woman 1984” in 2020. A director has yet to be hired for the next Wonder Woman movie, but its screenwriter will be Ana Nogueira. Gadot first appeared as Wonder Woman in 2016’s “Batman v Superman: Dawn of Justice.” She also played the character in 2017’s “Justice League” and Zack Snyder’s “Justice League” in 2021, and made brief cameos in “Shazam! Fury of the Gods” and “The Flash,” both in 2023.

Liu is not the first to nominate Barrera as the next Wonder Woman. Several publications have ranked her among the top contenders for the role, and she addressed the topic in an interview with the online publication A Shot Magazine in April 2025.

“I think whoever gets the role, I just hope that they can embody the essence of the character because I think that those movies, whether they’re Marvel or DC, their reach is so big,” she said. “And because those artists that get those roles will inevitably get a built-in fanbase and have the eyes and the ears of so many people, I think that it would be nice if they did something actually positive with the influence that they have to at least be a good example of the kind of human being that you wanna be in the world, instead of just using it for self-serving purposes.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Zmarł Aldrich H. Ames – uznawany za największego zdrajcę w historii CIA


Zmarł Aldrich H. Ames – uznawany za największego zdrajcę w historii CIA

Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski (PAP)


Aldrich H. Ames/Źródło: en.wikipedia

W wieku 84 lat w więzieniu federalnym w Maryland zmarł Aldrich H. Ames – funkcjonariusz CIA uznawany za najbardziej szkodliwego zdrajcę w historii agencji. Sam przyznał, że głównym motywem jego działania były pieniądze.

Jak podkreślił we wtorek „Washington Post”, szpiegostwo Amesa na rzecz ZSRR, a później Rosji, doprowadziło do dekonspiracji niemal wszystkich agentów CIA i służb sojuszniczych działających w Związku Sowieckim oraz krajach Układu Warszawskiego. Według władz USA jego działalność spowodowała śmierć co najmniej 10 osób oraz doprowadziła do zniszczenia setek operacji wywiadowczych.

Ames zmarł w poniedziałek. Jak wielokrotnie powtarzał, do zdrady pchnęła go chęć zysku. – Problemy finansowe, natychmiastowe i ciągłe – wyznał podczas przesłuchań.

Od 1985 roku szpieg przekazywał Moskwie nazwiska agentów, szczegóły operacji oraz „ogromną liczbę informacji o polityce zagranicznej, obronnej i bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych”. W zamian otrzymał ponad milion dolarów w gotówce, a obiecano mu co najmniej kolejne dwa miliony oraz nieruchomość w Rosji. Już przy pierwszym kontakcie z ambasadą sowiecką w Waszyngtonie zainkasował 50 tys. dolarów za ujawnienie tożsamości dwóch agentów.

Według waszyngtońskiego dziennika Ames argumentował, że pieniądze nie były jedynym powodem, dla którego potrafił usprawiedliwić swoje czyny przed samym sobą. Podczas rozmowy z dziennikarzami „WP” w więzieniu w Aleksandrii, w stanie Wirginia, przeprowadzonej dziewięć tygodni po aresztowaniu, przypisał swoją gotowość do popełnienia zbrodni – która według prokuratorów „spowodowała śmierć ludzi” – specyficznej mentalności, ukształtowanej na długo przed rozpoczęciem współpracy z Sowietami.

Jego kariera w wywiadzie i kontrwywiadzie trwała łącznie 31 lat. Pod przykrywką urzędnika Departamentu Stanu w rzeczywistości pracował dla CIA. Według „WP” Ames był wyraźnie dumny z wagi informacji, które oferował Moskwie.

– Osobom w byłym Związku Sowieckim i innych miejscach, które mogły ucierpieć w wyniku moich działań, wyrażam najgłębsze współczucie, a nawet empatię – oświadczył cynicznie.

Twierdził, że podwójne życie wymusiło na nim rozdzielenie myślenia na dwie odrębne sfery.

– Mam skłonność do wkładania takich spraw do oddzielnych pudełek, odizolowania uczuć i myśli. Czułem, że sprzedając tych ludzi, wystawiam na ten sam los samego siebie – odparł, pytany o to, jak mógł zdradzić kraj i narazić współpracowników na śmierć.

„Washington Post” podkreślił, że Ames do końca minimalizował znaczenie wyrządzonych szkód. – Te wojny szpiegów to poboczny spektakl, który nie miał realnego wpływu na nasze kluczowe interesy bezpieczeństwa – ocenił.

W momencie rozpoczynania szpiegowskiego procederu Ames był w trakcie rozwodu z pierwszą żoną, Nancy Segebarth (również pracowniczką CIA), i wiązał się z Marią del Rosario Casas, która później została jego żoną. Podczas ogłoszenia wyroku w 1994 roku Rosario nie kryła emocji, płacząc na sali sądowej.

Ames został skazany na dożywocie bez możliwości ubiegania się o zwolnienie warunkowe. Rosario, oskarżona o współudział, otrzymała wyrok pięciu lat więzienia. Po czterech latach wyszła na wolność i wróciła do syna w Kolumbii.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Polska panika moralna. Czy upamiętnić Sprawiedliwych koło Muzeum Historii Żydów Polskich


Polska panika moralna. Czy upamiętnić Sprawiedliwych koło Muzeum Historii Żydów Polskich


Elżbieta Janicka*, Bożena Keff**,
Helena Datner*** 2014-05-30


Magazyn Wyborczej -30.05.2014, 16:17

Pomnik wdzięczności dla ludzi ratujących Żydów ma stanąć wśród prochów tych, którym nikt nie pomógł i nie chciał pomóc. Zaginie w tym los Żydów, którzy umierali w krańcowej samotności

Zabieramy głos, wywołane do odpowiedzi polemiką, która toczy się na łamach ”Wyborczej”. Jesteśmy autorkami listu wyrażającego sprzeciw wobec planu wzniesienia pomnika Sprawiedliwych wśród Narodów Świata przy gmachu Muzeum Historii Żydów Polskich w Warszawie.

Pod listem, ogłoszonym w marcu tego roku w internetowym ”Dzienniku Opinii Krytyki Politycznej”, podpisało się 200 osób z kraju i zagranicy, wśród nich ocalali z Zagłady i Sprawiedliwi. Nie na tym jednak pragniemy się skoncentrować. Ocalali z Zagłady i Sprawiedliwi figurują też wśród zwolenników planowanej lokalizacji pomnika. Chodzi o to, że nasz list nie jest odosobniony, a tym bardziej – pierwszy.

Protesty trwają od kwietnia 2013 r. i wszystkie dotyczą lokalizacji, nie zaś intencji uczczenia Sprawiedliwych. Pierwszym głosem w tej sprawie był list badaczek i badaczy z Centrum Badań nad Zagładą Żydów przy IFiS PAN. ”Wyborcza” opublikowała wówczas tekst szefowej Centrum Barbary Engelking (”Cierpienie wymaga ciszy i przestrzeni”, 4 kwietnia 2013). Głos zabrały potem: Stowarzyszenie ”Drugie Pokolenie” – Potomkowie Ocalałych z Holokaustu, Stowarzyszenie Żydowski Instytut Historyczny, Gmina Wyznaniowa Żydowska w Warszawie, Żydowska Ogólnopolska Organizacja Młodzieżowa czy Fundacja Monumentum Iudaicum Lodzense. Protestowali także ks. Wojciech Lemański z Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów i Paula Sawicka, przewodnicząca Stowarzyszeniu przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii ”Otwarta Rzeczpospolita”. Pojawiły się również protesty indywidualne.

Wszystko nadaremnie. W polskich realiach bowiem moc ignorowania odmiennego stanowiska i stawiania na swoim ma ten, kto wyraża perspektywę dominującej większości. I o lojalność wobec oczekiwań większości tu chodzi, nie zaś – jak twierdzi Konstanty Gebert (”Dla dzielnych ludzi, nie dla drani”, ”Wyborcza” z 26 kwietnia 2014) – o lojalność wobec Sprawiedliwych, bo tej nikomu z protestujących odmówić nie sposób. Perspektywa większościowa zaś to taka, którą w opowieści o historii Żydów polskich interesuje tylko wizerunek Polski i Polaków. Z tego punktu widzenia również Muzeum Historii Żydów Polskich powinno mieć ”obowiązki polskie”.

***

Na czym polega problem z lokalizacją pomnika Sprawiedliwych przy gmachu MHŻP? Jest to teren dawnego getta, na którym w 1943 r. rozegrało się wzniecone przez Żydów pierwsze w Europie powstanie przeciw III Rzeszy. Nadal znajdują się tu szczątki tych, którym – jak przytłaczającej większości Żydów – nikt nie udzielił pomocy. Ludzie ci – ponieważ byli Żydami – nie mogli stąd również uciec.

Getto otaczał mur, to prawda. Jednak, jak mówił ”Wyborczej” przed laty Jan Karski, ”wejść do getta było bardzo łatwo , teraz się o tym nie wie. (…) Nie było tak trudno wyjść i wrócić. Trudno było Żydom z innych powodów” (”Widziałem”, ”GW” z 2-3 października 1999). Skuteczniejsze od muru było bowiem to, co historyk Israel Gutman nazwał ”murem wokół muru”. Tworzyły go postawy i zachowania nieżydowskiej większości. To one zdecydowały o tym, że – jak wyraził się Karski – ”cała Warszawa była gettem. Cała Polska była gettem”.

I nie o bierność czy obojętność tu chodzi. Gdyby Polacy istotnie byli obojętni i bierni, uratowałaby się większość – a nie śladowa mniejszość – Żydów szukających ratunku po tzw. aryjskiej stronie. Tego faktu nie można zmienić. Można jednak próbować odwrócić od niego uwagę, co też dzieje się, nawet jeżeli nie taka jest intencja Komitetu Budowy Pomnika Sprawiedliwych przy MHŻP.

Pomnik wdzięczności dla ratujących ma stanąć wśród prochów tych, którym nikt nie pomógł i nie zamierzał pomóc. Prowadzony tu spór o symbole wypiera konkrety. Zasłania namacalność losu Żydów, którzy w tym i innych miejscach umierali w krańcowej samotności. Tuż obok na przykład, pod kopcem usypanym z gruzów, leżą kobiety i mężczyźni znani w części z imienia i nazwiska, niektórzy także z fotografii. Łącznie ponad sto osób. Prócz osób cywilnych są wśród nich żołnierki i żołnierze Żydowskiej Organizacji Bojowej wraz z komendantem Mordechajem Anielewiczem.

Ostatniego dnia kwietnia 1943 r. Komenda ŻOB-u – wówczas jeszcze z żyjącymi Anielewiczem i jego grupą – wysłała kurierów do AK z prośbą o plany kanałów i pomoc w znalezieniu kryjówek po aryjskiej stronie. Odpowiedź nigdy nie nadeszła. Taki jest kontekst zbiorowego samobójstwa, do którego doszło w bunkrze przy Miłej 18 otoczonym przez Niemców tydzień później.

”Tamta sytuacja była szokiem mojego życia” – napisał jeden z wysłanników ŻOB-u, Symcha Rotem (Kazik Ratajzer; za książką Anki Grupińskiej ”Ciągle po kole. Rozmowy z żołnierzami getta warszawskiego”, Warszawa 2000). ”Byliśmy zbędni wszędzie na polskiej ziemi” – dodawał odpowiedzialny za kontakty z AK Icchak Cukierman. (Cukierman, ”Nadmiar pamięci”, przekład Zoja Perelmuter, Warszawa 2000). Już tego nie cofniemy. Ale przynajmniej pamiętajmy o tym.

***

Nie byłoby inicjatywy wystawienia pomnika Sprawiedliwych w kwartale ulic Anielewicza – Zamenhofa – Lewartowskiego – Karmelicka, gdyby nie pojawienie się w tym miejscu gmachu MHŻP . Muzeum, choć jeszcze puste, wzbudza poczucie zagrożenia i lęk, że prezentowana w nim wizja historii Żydów polskich będzie odbiegać od tradycyjnych polskich wyobrażeń, w których pojawiają się gościnni polscy królowie, żydowskie przywileje i pomoc Żydom w czasie Zagłady pod karą śmierci, udokumentowana tysiącami drzewek w Yad Vashem – a jednocześnie okraszona przysłowiową żydowską niewdzięcznością.

Barbara Engelking: ”Cierpienie wymaga ciszy i przestrzeni”

Do powszechnej świadomości nie dociera, że nawet 10 tys. Sprawiedliwych (udokumentowanych w Yad Vashem jest 6,5 tys.) to tylko ćwierć procenta całego społeczeństwa. Kara śmierci groziła za handel mięsem, posiadanie radia czy udział w konspiracji, bo na niej opierał się terror okupacyjny, ale w tych wypadkach nie odstraszała aż tak bardzo. Pomoc Żydom była zawsze odosobniona i podejmowana wbrew ogólnemu nastawieniu, a nie w zgodzie z nim. I dlatego była tak skrajnie niebezpieczna.

Za sprawą pomnika Sprawiedliwych przy MHŻP wyjątek – wyrwany z kontekstu – uzyska status reguły, choćby nawet inna była deklarowana intencja całej operacji. Czy miałaby to być swoista polisa ubezpieczeniowa polskiej polityki historycznej, która polską rację stanu utożsamia z uporczywą hagiografią Polski i Polaków?

Wiele wskazuje na to, że tak właśnie jest. Jednym z wymogów konkursu na projekt gmachu MHŻP było, aby budynek nie przyćmiewał pomnika Bohaterów i Męczenników Getta dłuta Natana Rapoporta z 1948 r. Architekt ten warunek spełnił. Zaoferował również, że zaprojektuje przestrzeń, w której znajdują się oba obiekty, co okazało się niemożliwe – z przyczyn podobno biurokratycznych. Działania podejmowane obecnie na tym terenie sprawiają wrażenie, że do przyćmienia pozostaje nie tylko pomnik, lecz także Muzeum.

W atmosferze paniki moralnej trwa pacyfikacja historii i wymowy miejsca. Kwartał ulic Anielewicza – Zamenhofa – Lewartowskiego – Karmelicka coraz bardziej zmienia charakter. Już dziś mamy tu plac polskiej niewinności z parkiem rzeźby, na który składają się m.in. ławeczka Karskiego, dwa kamienie-obeliski ku czci Żegoty (podziemnej Rady Pomocy Żydom), Drzewo Wspólnej Pamięci i pomnik kanclerza Niemiec Brandta. ”Kordon sanitarny polskiej pamięci” , jak nazwał rzecz historyk Jan Grabowski, zatacza coraz szersze kręgi.

Inne miejsca na terenie dawnego getta nie wyglądają lepiej. Przykładem drugi pomnik Sprawiedliwych, który powstaje przy pl. Grzybowskim pod patronatem Miasta Stołecznego Warszawy oraz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Obie instytucje zdecydowały się uprawomocnić wizję, w myśl której ratowanie Żydów było w Polsce potężnym ruchem społecznym, a liczba Sprawiedliwych może dochodzić do miliona – jak utrzymują pomysłodawcy pomnika. Będzie to pomnik polskiej szlachetności niedocenionej przez Żydów. O polską krzywdę tu chodzi.

***

Inflacji inicjatyw upamiętniających Sprawiedliwych, która trwa nieprzerwanie od 2005 r., towarzyszą niezmiennie wysokie wskaźniki nastrojów antysemickich. Innymi słowy: tracimy czas i energię zamiast zacząć budować społeczeństwo bez przemocy i wykluczenia, w którym wszyscy wcześniej napiętnowani – nie wyłączając Żydów i Sprawiedliwych – mogliby wreszcie poczuć się bezpiecznie.

Na razie słabo to idzie. I nie chodzi tu o nadużycia ze strony jakichś bliżej nieokreślonych ”drani”, o których pisze Gebert. To edukacja przeważnie, a polityka historyczna w całości – nie wspominając o hierarchii Kościoła rzymskokatolickiego w Polsce – reprodukują najbardziej destrukcyjne wzorce spod znaku etnonacjonalizmu. Także w sposobie, w jaki traktują historię Żydów polskich oraz historie Sprawiedliwych, nie różniąc się przy tym od kolejnych ekip władzy przed rokiem 1989. Tego wszelako – słyszymy – wymaga polska racja stanu. Żeby Polska była Polską?


Elżbieta Janicka – literaturoznawczyni, fotografka. Autorka m.in. książki ”Festung Warschau”

** Bożena Keff – poetka, pisarka, filozofka. Autorka m.in. książki ”Antysemityzm. Niezamknięta historia”

*** Helena Datner – socjolożka, historyczka. Autorka m.in. książki ”Ta i tamta strona. Inteligencja żydowska Warszawy drugiej połowy XIX wieku”

Autorki tekstu są zarazem autorkami listu – sprzeciwu wobec pomysłu budowy pomnika Sprawiedliwych przy MHŻP. Ukazał się on dwa miesiące temu w ”Dzienniku Opinii Krytyki Politycznej”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Mamdani’s ‘Affordability’ Grift


Mamdani’s ‘Affordability’ Grift

Armin Rosen


Nothing’s getting cheaper, folks

New York mayoral candidate Zohran Mamdani holds up a campaign shirt as he prepares to board the subway on March 24, 2025 in New York City / Michael M. Santiago/Getty Images

For many Americans, the issue of greatest salience has nothing to do with the Middle East, the groyper menace, or Jeffrey Epstein. Rather, it has to do with the reasonable concern that they soon won’t be able to afford the life they’re currently living.

The University of Michigan’s Index of Consumer Sentiment is at its lowest level since the inflation summer of 2022 and is currently three-tenths of a percentage point away from its 50-year nadir. Some theorize that we are now in a “K-shaped economy … with confidence declining among consumers making an annual income of less than $75,000, but consumers earning more than $200,000 a year more upbeat,” according to a Reuters report from last month. It is high earners that are keeping the economy on stable footing, but these represent a minority of Americans: Some 80% of the country lives in households that make less than $200,000 a year.

Affordability is rapidly becoming the country’s major political watchword. In recent days, President Donald Trump has removed the tariffs he earlier imposed on more than 200 imported food items and assured an annual summit of McDonald’s executives and franchisees that his administration would tackle the country’s high cost of living. In giving a speech on affordability at a gathering of leaders of the downmarket fast-food industry—a sector famously sensitive to spending changes among America’s unwealthy majority—Trump is picking up the major themes of Zohran Mamdani’s winning mayoral campaign in New York earlier this month.

As a result of their sincere belief in an embittered caricature of their socio-economic predicament, the Mamdanians probably just voted for an even more warped and expensive rental market.

American city-dwellers are especially justified in fearing the economy is about to collapse on them. The all-item urban consumer price index has climbed from 262 in January 2021 to 324 this past September, with the primary residence rent index rising from 344 to 438 over the same period, according to the Federal Reserve Bank of St. Louis. One possible takeaway from Zohran’s leap from backbencher state assemblyman to mayor of New York City is that voters tend to reward the one person in an election who makes a good enough show of honestly caring about their real-life concerns, regardless of the substance of the policies on offer. This fantastic ability to buck the limits of the current politics in identifying and articulating a deeply felt problem, joined to almost slapstick inadequacy at solving the problem in question, is an obvious common point between Mamdani and Trump. In fact, the president has already said he is looking forward to eventually meeting the incoming socialist mayor of his hometown.

Mamdani’s centerpiece affordability proposal is additional rent control in what’s already perhaps the most regulated major rental market in America, “freeze the rent” being the “hope and change” of the 2025 New York mayoral vote. But in a new essay for The Free Press, author and Manhattan property manager Matt Miller elucidates the dangers of populist affordability politics. As Miller explains, even pre-Mamdani, New York laws limited monthly rent increases on regulated units to “between 1/144th and 1/180th of what you spend on improvements … and only on the first $30,000 or $50,000 of costs,” meaning it takes 12 to 15 years for a landlord to recuperate the expense of bringing a unit back to market. As a result, some 50,000 rent-controlled New York City apartments are now empty, a whopping 2.5% of the rental stock in a city with a 1.2% vacancy rate—and this is before Mamdani’s promised freeze on regulated rents makes it even harder for building operators to stay above water. Miller used the example of a recently deceased Manhattan tenant to show the near impossibility of bringing rent-regulated units back online, even now, before Mamdani’s been sworn in:

For existing tenants, rents on stabilized units rise according to the annual increases allowed by the city’s Rent Guidelines Board. In 1984, my tenant’s rent was $300.15 a month. When he died in 2021, he was paying $880.53 a month. Typically, studios in that area can rent for $3,000, even with pretty basic renovations.

According to the board, the average cost to operate an apartment in a rent-stabilized Manhattan building built before 1974 was $1,560 a month, not including mortgage payments. Rounding for simplicity’s sake and assuming that I did $50,000 of renovations, that maximum legal rent on this apartment would only increase to about $1,230. After all the work was done, I would still be upside down each month on that apartment.

Since New York property owners usually have both regulated and unregulated units in their portfolios—sometimes in the same building—tenants in those $3,000-a-month nonregulated units effectively subsidize the rent-controlled tenants, who are locked into spectacular deals for the entirety of their lives and their children’s lives. Roughly half of the city’s rental supply is under some form of rent control, and though losing mayoral candidate Andrew Cuomo never got around to mentioning it during the campaign, one person’s rent freeze is necessarily another person’s rent hike.

The people living under rent control aren’t safe from its consequences either. If operating a regulated residential building is no longer profitable, owners will either bring units offline or sell their buildings to institutions that can wait out the Mamdani era, like investment banks or private equity concerns. The result will be an illiquid rental market in which it will be more difficult for New Yorkers to find new housing when they want it or require it. Meanwhile, the quality of the regulated housing stock will deteriorate as landlords lose the financial ability or the motivation to maintain their buildings. It’s not as if an unregulated $4,000-a-month New York apartment is especially luxurious. You could find your magical 600 square feet on a postcard block in Prospect Heights and still go to bed each night wondering when in the early morning that clanging heating system installed in the 1910s is going to wake you up.

Affordability mania risks creating a politics of resentment, made even more toxic by the reality and urgency of the issue itself. In New York, Mamdani voters believed their man could shift the costs of city life from their own pockets to New York’s allegedly thieving class of owners and landlords, demons who care only about profiting off of the stolen dreams of their renters. As a result of their sincere belief in this embittered caricature of their socio-economic predicament, the Mamdanians probably just voted for an even more warped and expensive rental market.

Mamdani’s affordability politics also pits somewhat arbitrarily assigned groups of renters against one another. As Miller hints, one of the more perverse things about New York rent control is that it isn’t really needs-tested: His rent-stabilized tenants have included “classical pianists, opera singers, writers, [and] politicians,” as well as “a carousel of deadbeats, tech bros, people who bring home different ‘dates’ each night of the week, and a Venezuelan political activist.” None of these people sound like they’re grifting the system—but they did enjoy a privilege that not every New Yorker has. Under the banner of “freeze the rent,” Mamdani promised to lock in the existing advantages of people lucky enough to currently live in a rent-controlled apartment, while subjecting nonregulated renters to an even more distorted market. The latter category of New Yorker might want to start looking for options elsewhere. Maybe Argentina?

According to a March article in Reason magazine, President Javier Milei’s elimination of sweeping rent-control laws resulted in a near-instant 180% increase in the number of Buenos Aires rentals listed on the country’s leading online real-estate portal, as well as in a fall in inflation-adjusted rents and a decrease in renters stuck in “short-term workarounds.” Many New Yorkers know the special hell of having to move every 18 months through no particular fault of their own, with life in the city always in danger of becoming an unending slog of short-term workarounds. Could rent control be to blame for that, too? Sadly, this is a question our new mayor was more or less elected not to ask.


Armin Rosen is a staff writer for Tablet Magazine.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com