Archive | January 2026

Iranian Lawmakers Compare Trump to ‘Pharoah,’ Judiciary Chief Vows to ‘Punish’ US President


Iranian Lawmakers Compare Trump to ‘Pharoah,’ Judiciary Chief Vows to ‘Punish’ US President

Ailin Vilches Arguello


Cars burn in a street during an anti-regime protest in Tehran, Iran, Jan. 8, 2026. Photo: Stringer/WANA (West Asia News Agency) via REUTERS

Amid soaring tensions with the United States, Iranian lawmakers on Monday cast President Donald Trump as a modern-day Pharaoh and hailed Supreme Leader Ayatollah Ali Khamenei as Moses, framing the nation’s worst domestic crisis in years as a battle of biblical proportions.

During a parliamentary session, Iranian lawmakers vowed that Khamenei would “make Trump and his allies taste humiliation.”

“Our leader would drown you in the sea of the anger of believers and the oppressed of the world, to serve as a lesson for the arrogant world,” Parliament Speaker Mohammad Bagher Ghalibaf was quoted as saying by local media. 

Ghalibaf also described the widespread anti‑government protests that have swept the country for weeks as an American‑Israeli plot and a “terrorist war,” claiming the unrest was being orchestrated to destabilize the state.

Tensions between Tehran and Washington have surged sharply in recent weeks, as Iranian security forces struggle to quell anti-regime protests and officials face mounting international pressure over the government’s brutal crackdown.

The nationwide protests, which began with a shopkeepers’ strike in Tehran on Dec. 28, initially reflected public anger over the soaring cost of living, a deepening economic crisis, and the rial — Iran’s currency — plummeting to record lows amid renewed economic sanctions, with annual inflation near 40 percent.

With demonstrations now stretching over three weeks, the protests have grown into a broader anti-government movement calling for the fall of Khamenei and Iranian President Masoud Pezeshkian and even a broader collapse of the country’s Islamist, authoritarian system.

On Sunday, Pezeshkian warned that any attempt to target the country’s supreme leader would amount to a declaration of war, accusing the United States of stoking mass protests that have thrown the nation into turmoil amid reports that Washington is weighing moves against the regime’s leadership.

“If there are hardship and constraints in the lives of the dear people of Iran, one of the main causes is the longstanding hostility and inhumane sanctions imposed by the US government and its allies,” the Iranian leader said in a statement.

The regime has escalated its threats following repeated statements by Trump, who has called for an end to Khamenei’s nearly four decades in power, labeled him “a sick man who should run his country properly and stop killing people,” and warned of possible strikes if the government’s brutal crackdown continues.

In response to Trump’s threats and mounting pressure, Iran’s judiciary chief, Gholamhossein Mohseni Ejei, has declared that authorities will seek to prosecute not only individuals accused of fueling the recent unrest but also foreign governments he blames for backing the protests.

“Those who called for it, those who provided financial support, propaganda or weapons — whether the United States, the Zionist regime or their agents — are all criminals and each of them must be held accountable,” Ejei told local media.

He even threatened to target Trump specifically.

“We will not abandon the pursuit and prosecution of the perpetrators of the recent crimes in domestic courts and through international channels,” the judiciary chief posted on the social media platform X. “The president of the United States, the ringleaders of the accursed Zionist regime, and other backers and supporters — both in terms of armaments and propaganda — of the criminals and terrorists behind the recent events are among the perpetrators who, in proportion to the extent and scale of their crimes, will be pursued, tried, and punished.”

Iranian officials have also dismissed Trump’s claims about halting execution sentences for protesters as “useless and baseless nonsense,” warning that the government’s response to the unrest will be “decisive, deterrent, and swift.”

Meanwhile, government officials have hailed victory over what they called one of “the most complex conspiracies ever launched by the enemies of” the country, while expressing deep gratitude to the “smart, noble, and perceptive” Iranian people.

However, the protests have not ceased, with violence continuing and tensions escalating.

The US-based group Human Rights Activists in Iran has confirmed 4,029 deaths during the protests, while the number of fatalities under review stands at 9,049. Additionally, at least 5,811 people have been injured the protests, and the total number of arrests stands at 26,015.

Iranian officials have put the death toll at 5,000 while some reports indicate the figure could be much higher. The Sunday Times, for example, obtained a new report from doctors on the ground, which states that at least 16,500 protesters have died and 330,000 have been injured.

The exact numbers are difficult to verify, as the regime has imposed an internet blackout across the country while imposing its crackdown.

On Monday, National Police Chief Ahmad-Reza Radan issued an ultimatum to protesters involved in what authorities called “riots,” warning they must surrender within three days or face the full force of the law, while urging young people “deceived” into the unrest to turn themselves in for lighter punishment.

Those “who became unwittingly involved in the riots are considered to be deceived individuals, not enemy soldiers, and will be treated with leniency,” Radan was quoted as saying by Iranian media.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Nawet lepszy plan Trumpa dla Gazy

Na zdjęciu: Prezydent USA Donald J. Trump przemawia podczas szczytu pokojowego w Strefie Gazy w Szarm el-Szejk w Egipcie, 13 października 2025 r. (Zdjęcie: Yoan Valat/Pool/AFP via Getty Images)


Nawet lepszy plan Trumpa dla Gazy

Khaled Abu Toameh
Tłumaczenie: Andrzej Koraszewski


Arabskie i muzułmańskie kraje, w tym Pakistan, nie rozbroją Hamasu

Pakistan – który nie uznaje Izraela i nie uważa Hamasu za organizację terrorystyczną – był pierwszym państwem, które w 1979 roku uznało reżim Chomeiniego w Iranie, tak jak Iran był w 1947 roku pierwszym krajem, który uznał niepodległość Pakistanu. Od tamtej pory Pakistan utrzymywał znacznie bliższe relacje z Iranem niż z Izraelem, a po wojnie w Gazie w 2023 roku wielokrotnie wzywał państwa muzułmańskie do “zjednoczenia się przeciwko Izraelowi” (jak np. tutu i tu).

W niedawnym wywiadzie egipski minister spraw zagranicznych Badr Abdelatty został zapytany o kwestię rozbrojenia wspieranej przez Iran organizacji terrorystycznej – zgodnie z drugą fazą 20-punktowego planu pokojowego prezydenta USA Donalda Trumpa, mającego zakończyć wojnę w Strefie Gazy.

Abdelatty odpowiedział:

“Plan Trumpa mówi o ograniczeniu i oddaniu broni, a nie o jej rozbrojeniu. To są kwestie, które zostaną uzgodnione pomiędzy palestyńskimi frakcjami. Uważam, że istnieje możliwość wypracowania – w ramach porozumienia między frakcjami – formuły, która przewidywałaby stopniowe oddanie broni w palestyńskim, wewnętrznym kontekście.”

Jednak plan Trumpa wprost wzywa do całkowitego rozbrojenia Hamasu i wszystkich palestyńskich grup zbrojnych:

“Hamas i inne frakcje zgadzają się nie odgrywać żadnej roli w zarządzaniu Gazą – bezpośrednio, pośrednio ani w jakiejkolwiek innej formie. Cała infrastruktura militarna, terrorystyczna i ofensywna, w tym tunele i zakłady produkcji broni, zostanie zniszczona i nie będzie odbudowywana.”

Wymóg, by Hamas i inne grupy złożyły broń, a Strefa Gazy została “zdemilitaryzowana”, to podstawowy warunek przejścia do drugiej fazy planu:

“Po zwróceniu wszystkich zakładników, członkowie Hamasu, którzy zobowiążą się do pokojowego współistnienia i złożenia broni, otrzymają amnestię.”

Abdelatty najwyraźniej liczy na to, że kolejne zdanie z planu Trumpa daje pewną “furtkę” pozwalającą ominąć nakaz “zniszczenia i zakaz odbudowy” infrastruktury:

“Proces demilitaryzacji Gazy będzie nadzorowany przez niezależnych obserwatorów i obejmie trwałe wycofanie broni z użycia w ramach uzgodnionego procesu rozbrojenia, wspieranego przez międzynarodowo finansowany program wykupu broni i reintegracji, weryfikowany przez niezależnych obserwatorów.”

Warto zauważyć, że dotąd żadne państwo arabskie nie zadeklarowało gotowości do udziału w rozbrojeniu palestyńskich grup terrorystycznych, w tym Hamasu, poprzez proponowane przez Trumpa Międzynarodowe Siły Stabilizacyjne (ISF). Król Jordanii Abdullah II niedawno ostrzegł, że kraje arabskie odrzucą jakiekolwiek próby “wymuszania” pokoju w Strefie Gazy, jeśli miałyby tam być rozmieszczone w ramach planu Trumpa:

“Jaki będzie mandat sił bezpieczeństwa w Gazie? Mamy nadzieję, że będzie to misja pokojowa, bo jeśli będzie to wymuszanie, nikt nie będzie chciał brać w tym udziału. Pokojowa misja oznacza wsparcie dla lokalnych sił policyjnych – Palestyńczyków, których Jordania i Egipt są gotowe szkolić na dużą skalę, ale to wymaga czasu. Jeśli mamy patrolować Gazę z bronią, to nie jest sytuacja, w którą jakiekolwiek państwo chciałoby się zaangażować.”

Innymi słowy, jordański monarcha jasno daje Trumpowi do zrozumienia, że nie powinien liczyć na to, iż Jordania lub inne kraje arabskie wezmą udział w misji mającej konfrontować się z palestyńskimi grupami terrorystycznymi i konfiskować ich broń. Owszem, w połowie 2025 roku cała 22-osobowa Liga Arabska poparła deklarację wzywającą Hamas do rozbrojenia, uwolnienia wszystkich izraelskich zakładników i zakończenia rządów w Strefie Gazy. Jednak co innego wydać oświadczenie, a co innego rzeczywiście wziąć udział w takiej operacji. Arabscy przywódcy obawiają się reakcji ulicy arabskiej, na której antyizraelskie nastroje i sympatia dla palestyńskiego “oporu” – czyli terroryzmu wobec Izraela – wciąż są bardzo silne.

Według sondażu opublikowanego przez mające siedzibę w Dosze Arab Center for Research & Policy Studies, 67% Arabów uważa atak Hamasu na Izrael z 7 października 2023 roku za “legalny akt oporu”. Kolejne 69% respondentów wyraziło solidarność z Palestyńczykami i Hamasem, a 59% stwierdziło, że nie widzi możliwości pokoju z Izraelem.

Egipski minister spraw zagranicznych podziela stanowisko króla Abdullaha w sprawie roli ISF w Strefie Gazy. Zapytany, czy Egipt i inne państwa arabskie dołączą do sił, Abdelatty odpowiedział:

“Prowadzimy poważny i pozytywny dialog ze stroną amerykańską, ponieważ ta misja musi mieć charakter pokojowy, a nie wymuszający pokój – a to ogromna różnica. Pokojowa misja oznacza monitorowanie przestrzegania zawieszenia broni przez obie strony oraz pomoc w obsłudze przejść granicznych. Egzekwowanie prawa i utrzymywanie porządku publicznego to wyłączna odpowiedzialność palestyńskiej policji, która musi zostać rozmieszczona w Strefie Gazy. Egipt zdecydowanie popiera utworzenie sił międzynarodowych i istnieją różne ramy wsparcia logistycznego i technicznego dla tych sił. Bierzemy również udział w operacjach dowodzenia i kontroli – Egipt ma swoich przedstawicieli w Komitecie Cywilno-Wojskowym w Kirjat Gat na południu Izraela, powołanym do monitorowania wdrażania porozumienia z Szarm el-Szejk.”

Stanowisko Egiptu w kwestii rozbrojenia Hamasu nie pozostawia miejsca na wątpliwości. Egipt nie chce brać udziału w takim przedsięwzięciu.

Po pierwsze, Egipt uważa, że sprawa ta powinna zostać rozstrzygnięta “w ramach porozumienia między palestyńskimi frakcjami”. Według egipskiego ministra spraw zagranicznych kraje arabskie nie powinny ingerować w wewnętrzne sprawy Palestyńczyków. Sugeruje on – najwyraźniej całkiem poważnie – że Hamas, Palestyński Islamski Dżihad i inne palestyńskie organizacje terrorystyczne wspierające “zbrojną walkę” powinny spotkać się, by omówić możliwość złożenia broni i zakończenia walki z Izraelem. Do tego doszłoby tylko, gdyby piekło zamarzło.

Po drugie, egipski minister twierdzi, że broń w Strefie Gazy powinna być oddawana “stopniowo”. Abdelatty najwyraźniej nie rozumie “pośpiechu” związanego z rozbrojeniem palestyńskich grup terrorystycznych – których deklarowanym celem jest mordowanie Żydów i zniszczenie Izraela, co udowodniły 7 października. “Stopniowe oddanie broni” to proces, który może trwać latami, pozwalając grupom terrorystycznym na przezbrojenie się, odbudowę zdolności bojowych i przeprowadzenie kolejnego ataku na Izrael.

Po trzecie, choć państwa arabskie popierają rozmieszczenie wojsk międzynarodowych w Strefie Gazy, upierają się, że ich mandat powinien ograniczać się do misji pokojowej: działania jako bufor między izraelską armią a Hamasem, zapewnianie dostaw pomocy humanitarnej, a nie wymuszanie bezpieczeństwa siłą czy rozbrajanie grup terrorystycznych. Arabowie najwyraźniej chcą powtórzyć w Gazie nieudany model Tymczasowych Sił ONZ w Libanie (UNIFIL) z 1978 roku, które nie powstrzymały wspieranego przez Iran Hezbollahu przed militarną ekspansją (150 000 rakiet i pocisków) i umocnieniem się w południowym Libanie.

Tymczasem założenie, że palestyńskie grupy terrorystyczne dobrowolnie oddadzą broń, jest po prostu nierealistyczne.

29 grudnia 2025 roku zbrojne ramię Hamasu ponownie oświadczyło, że nie złoży broni. “Nasz naród się broni i nie porzuci broni, dopóki trwa okupacja” – oświadczył nowy rzecznik grupy w nagraniu wideo.

Równie nierealistyczne jest zakładanie, że Autonomia Palestyńska, kierowana przez Mahmuda Abbasa, ma wolę lub zdolność do rozbrojenia Hamasu. Tak jak arabscy przywódcy, Abbas nie chce być postrzegany jako marionetka Izraela czy USA działająca przeciwko palestyńskiemu “oporowi”. Przypomnijmy: Autonomia Palestyńska rządziła Strefą Gazy w latach 1994–2007, ale nie była w stanie rozbroić Hamasu i innych grup terrorystycznych. Latem 2007 roku Hamas obalił władzę AP, wyrzucił ją z Gazy i przejął pełną kontrolę nad Strefą.

Państwa arabskie, podobnie jak Turcja i Pakistan nie postrzegają Hamasu jako bezpośredniego zagrożenia dla swojego bezpieczeństwa narodowego: Hamas działa wyłącznie przeciwko Izraelowi. To kolejny powód, dla którego sprzeciwiają się udziałowi w rozbrajaniu Hamasu. Przywódcy arabscy i muzułmańscy podejmują działania przeciwko islamskim terrorystom wyłącznie wtedy, gdy ci zagrażają ich reżimom, bezpieczeństwu i stabilności.

Strefa Gazy nie potrzebuje sił pokojowych ani obserwatorów. Prezydent Donald J. Trump sam już wcześniej przedstawił rozwiązanie – podobnie jak w tym tygodniu wobec Wenezueli:

“Będziemy zarządzać tym krajem do czasu, aż będzie można przeprowadzić bezpieczne, właściwe i rozważne przekazanie władzy. Nie chcemy, by ktoś inny przejął stery, a potem sytuacja znów się powtórzy.”

Deweloperzy z entuzjazmem przystąpiliby do realizacji pierwotnej wizji Trumpa: “Riwiera Gazy”:

“Gaza znajdowałaby się pod amerykańskim zarządem powierniczym przez około dziesięć lat, aż zreformowane i zderadykalizowane palestyńskie władze byłyby gotowe przejąć jej administrację.”

Ci Palestyńczycy w Gazie, którzy chcieliby wyjechać, mogliby to zrobić bez obaw o groźby czy represje. USA mogłyby zadbać o to, by terroryści, którzy stanowczo odmówią rozbrojenia, zostali – jak Trump określał “złych typów” w Meksyku – “unieszkodliwieni”. Jeśli istnieją uzasadnione obawy przed narażeniem amerykańskich żołnierzy, być może sąsiadujący z Gazą kraj mógłby pomóc.

Przede wszystkim jednak, Trump – budowniczy – mógłby nadzorować rozwój jednego z najbardziej spektakularnych terenów inwestycyjnych na świecie, jak powiedział o Wenezueli:

“Nasze wielkie amerykańskie koncerny naftowe wejdą, wydadzą miliardy dolarów, naprawią zniszczoną infrastrukturę… i zaczną przynosić krajowi zyski.”

Wystarczy zamienić słowo “ropa” na “inwestycje w nieruchomości”, a Trump dostarczy najbardziej dalekosiężne rozwiązanie pokojowe w historii – po raz drugi – i to w dwóch różnych częściach świata.

Tak jak powiernictwo USA i “bezpieczne, właściwe i rozważne przekazanie władzy” to jedyne rozwiązanie dla Wenezueli, tak samo jest to jedyna realistyczna droga do sukcesu w Gazie.

Państwa arabskie i muzułmańskie mogą się temu sprzeciwić: burzy to ich szanse na łatwiejszy atak na Izrael po odejściu Trumpa. I właśnie dlatego trwała obecność USA lub Izraela w Gazie to jedyny sposób na zapewnienie pokoju w Strefie Gazy, pokoju na Bliskim Wschodzie i świetlanej przyszłości dla pokojowo nastawionych Palestyńczyków, którzy pozostaną.


Khaled Abu Toameh – arabski wielokrotnie nagradzany dziennikarz z Jerozolimy.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


The rule of law is getting weaker, and Arab Israelis are the first victims – editorial


The rule of law is getting weaker, and Arab Israelis are the first victims – editorial

JPOST EDITORIAL


Criminal violence in Arab communities is now a threat to the whole nation, and Israel needs a comprehensive plan to stop the rise in crime in Arab communities and protect its citizens.

Members of the ‘Standing Together’ movement protest outside Israel’s national police headquarters against rising violence in Arab communities, in Jerusalem, Israel, November 23, 2025.
(photo credit: CHAIM GOLDBERG/FLASH90)

Israel is in danger. Hostile countries, terrorist groups, and violent ideologies are on our borders and too often in the news every day.

Right now, Israel needs a comprehensive plan to stop the rise in crime in Arab communities and protect its citizens.

Criminal violence in Arab communities is now a threat to the country itself, but the government can still stop it with focused action. This problem goes far beyond one town or a few rivalries.

The rule of law is getting weaker right before our very eyes. Israeli Arabs are the first to be affected, but the effects are steadily reaching the rest of the country. People lose faith in the government and in the country when both fail to keep them safe.

Recent events show us how important this is. Gunfire in public places, murders at work, and attacks linked to organized crime and clan rivalries have become all too common in many Arab towns and cities.

Israel Police vehicles; illustrative. (credit: Tal Gal/Flash90)

Every time something happens, it sends the same message: criminal groups are becoming more brazen and less afraid of what will happen to them. The numbers all lead in the same direction. The Abraham Initiatives said that, last year, 252 Arabs were victims of violence and crime, up from 116 in 2022. Most murders are caused by guns, and many of the victims are young men.

This week’s reporting in The Jerusalem Post demonstrated the urgency of the situation. The Abraham Initiatives said, “we are in a state of national emergency,” after three men were shot dead at a construction site in Shfaram on Wednesday. They also said, “This cannot continue, and must not continue.”

Israel now has a dangerous diaspora within its own borders, where communities are cut off from the services and protection that every citizen should have. Theft, smuggling, and local weapon manufacturing all help illegal weapons get into circulation.

Violence changes the next generation

Criminal gangs take the place of civic authority. They scare local leaders, extort businesses, put pressure on city systems, and impose their own version of “justice.” Many people in the area choose silence because speaking up can be costly for them. This violence changes the next generation. Graphic videos spread quickly online, and sometimes the perpetrators film their own crimes and share them.

Repetition makes scary things seem like background noise. Teenagers who should be thinking about their future in school, work, and stability start to see status as power and intimidation. When violence becomes a language that young people learn early, it costs society in the long run. Public safety is at the heart of being a good citizen.

Parents should not have to worry about mornings. Teachers, shopkeepers, students, and workers should be able to go about their daily lives without having to think about how to get away. Communities should have police who get there early, do a thorough job, and stay long enough to make a difference.

Crime knows no boundaries. When gangs get too strong in one area, they make the entire state weaker. Cities with diverse populations feel it first. Next, Jewish towns in the nearby area feel it.

When one part of the country is in trouble, and everyone ignores it, our national resilience suffers. Israel needs to treat this as a major problem for the whole country. It needs a plan so that enforcement works and prevention lasts.

The government should promise to invest in education, jobs, and local infrastructure to keep young people away from gangs before they can join them. It takes time and money to do these things, but they pay off in both safety and new opportunities.

Police also need better tools and clearer goals. Police need modern intelligence tools, dedicated teams of investigators, resources to protect witnesses, and real penalties for gun trafficking and extortion. Israel should set clear goals for getting rid of illegal weapons and breaking up criminal networks, and then report on progress regularly so that the public can see how things are going.

Israel’s future depends on having safe streets and secure borders, as well as stability at home and deterrence abroad. The law should be important in every town and neighborhood. Everyone should be able to walk around freely, without being scared. Success here makes the whole country stronger.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Should College Professors Who Signed BDS Pledges Be Teaching Classes About Israel?


Should College Professors Who Signed BDS Pledges Be Teaching Classes About Israel?

Peter Reitzes


North Carolina State University. Photo: Wiki Commons.

Community members have reached out to express concerns regarding the North Carolina State University course, “History of the Palestinian-Israeli Conflict,” which is scheduled to be taught by Kristen Alff this spring. Classes begin Jan. 12.

Alff signed Palestine and Praxis: Open Letter and Call to Action —using her “NC State University” credentials — which characterized Israel as a “settler colonial state.”

The letter affirmed, “In the classroom and on campus, we commit to pressuring our academic institutions and organizations to respect the Palestinian call for Boycott, Divestment, and Sanctions [BDS] of Israel by instating measures that remove complicity and partnership with military, academic, and legal institutions involved in entrenching Israel’s policies.”

Alff also signed a “Statement on Palestine from North Carolina Academics,” which said, “We acknowledge our complicity in Israel’s oppression of the Palestinians” and “[We] reject the prevalent ‘two-sides’ narrative.”

NC State is a public university and part of the University of North Carolina (UNC) System. It is required by State law and the UNC equality policy to be institutionally neutral “on the political controversies of the day.”

What rationale could NC State possibly have for selecting an instructor who has signed a letter that publicly pledged to advocate for BDS against Israel, “in the classroom and on campus,” to teach a course focused on Israel?

I reached out to Dean Deanna Dannels, copying her executive assistant, inquiring, “Do you have any concerns about institutional neutrality and this course?” I received an automatic “out of office” reply. Additionally, I received an “out of office” message from Traci Brynne Voyles, who is Head of the History Department.

In late December, I asked Alff, “Do you use your classroom at a North Carolina public university to advocate for BDS?” She responded, “I absolutely do not advocate for BSD [sic] in my classroom nor at the university level.”

I asked why she signed the BDS pledge. Alff responded, “I anticipate my students’ thinking to change throughout the semester and their lives. I too am open and change my mind over time.”

I then asked if she was planning to request her name be removed as a signatory from the BDS pledge. Alff did not respond, and her name continues to be included as a signatory.

NC State philosophy student PJ Shaw told me, “The most harmful way for antisemitism and anti-Israel sentiment to be spread is in the classroom. Because, if it is coming through a professor, it is perceived to be the most reputable path.”

Shaw suggested how the university should respond: “It shouldn’t be a ‘wait and see how she does’ situation. It should be a red flag immediately and the school should say, ‘OK, even if you think you can do a neutral job with this, we’re going to find someone else who hasn’t publicly signed a [BDS] pledge.’”

On Dec. 2, the university denied my public records request for Alff’s syllabus, stating, “NC State University considers syllabi to be the intellectual property of our faculty members and protected from disclosure under federal copyright law.”

On Dec. 19, the UNC System issued a new syllabi policy that will take effect in the 2026-27 academic year, following the completion of Alff’s course.

It mandates that instructors include a “list of all course materials (physical and/or electronic) that students are required to purchase” on their publicly available syllabus.

However, many instructors depend on free course materials that can be accessed at no cost through the university. This new policy will permit instructors to have one version of their syllabus for students and a second, redacted version, for the public. This is ridiculous and will continue to allow instructors to hide the content of their courses, biases, and radicalism from the public.

Let’s examine a syllabus from 2021 to further understand how little UNC’s new syllabi policy will help.

In 2021, I reported that UNC-Chapel Hill’s recurring course, “The Conflict over Israel/Palestine,” was being taught by Kylie Broderick, even though she publicly promoted the view that Israel should not exist. At the end of teaching the course, she publicly said, “The notion of objectivity is a tool of colonizers and one that we must completely reject.” Broderick also signed the BDS pledge and later became known for tweeting “F—k Israel.”

I was leaked a copy of Broderick’s syllabus which I reported on extensively at the time.

I do not see a single assigned reading or podcast on Broderick’s 2021 syllabus that indicates it is a required purchase. Under the new UNC syllabi policy, a significant number, if not all, of the materials assigned by Broderick could have been redacted from the publicly accessible version of her syllabus because they did not require a purchase.

I contacted UNC System President Peter Hans about the new syllabi policy he issued. He did not respond. The James G. Martin Center for Academic Renewal wrote to Hans, suggesting the new syllabi policy be changed to include “all required readings and materials, regardless of cost.”

The UNC System has lost the public trust by disregarding institutional neutrality and choosing radical anti-Israel instructors to teach courses about Israel.

It is essential now for the North Carolina General Assembly to intervene and pass a simple bill requiring that all course syllabi be made publicly available without omissions or redactions. The public has the right to be fully informed about what our public universities are teaching.


Peter Reitzes writes about antisemitism in North Carolina and beyond.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


7 października był największym błędem Iranu


7 października był największym błędem Iranu

Brendan O’Neill


„Reżim syjonistyczny topnieje na oczach świata” – chełpił się ajatollah Chamenei po pogromie Hamasu z 7 października 2023 roku. Jego upojona przepowiednia śmierci narodu żydowskiego odbiła się echem na całym świecie pełnym izraelofobii. Upadek Izraela to „kwestia kiedy, a nie czy” – twierdzili islamscy fanatycy z portalu 5 Pillars. Lewicowi radykałowie zgodnie uznali, że inwazja na Izrael przeprowadzona przez irańskie marionetki oznaczała początek końca „projektu syjonistycznego”.

Przeskoczmy do roku 2026 – i jedyne, co naprawdę „topnieje na oczach świata”, to Islamska Republika.

Wszystko to, co Chamenei przewidział jako los Izraela, w rzeczywistości spotkało jego własny reżim. „Izrael wszedł w ślepą uliczkę, z której nie będzie w stanie się wydostać” – przechwalał się. Komicznie, być może rzeczywiście siedzi teraz w jakimś ciasnym korytarzu lub nędznym pomieszczeniu, dobrze zabarykadowanym, ukrywając się przed bezlitosnym gniewem irańskiej rewolty.

Islamska Republika myślała, że 7 października 2023 roku podpisała wyrok śmierci Izraela – w rzeczywistości mogła podpisać własny. Coraz bardziej wygląda na to, że ta orgia rasistowskiej przemocy była nie tylko największym aktem przemocy wobec Żydów od czasu Holokaustu, ale też największym aktem samobójczym, jakiego dopuścili się radykalni islamiści. Po kolei, ci, którzy zorganizowali lub wspierali tę napaść – Hamas, Hezbollah, Huti – zostali zdziesiątkowani. A teraz główny patron ich barbarzyństwa chwieje się na krawędzi unicestwienia – ofiara własnej pychy i nienawiści.

Warto przypomnieć sobie egzystencjalne przechwałki reżimu po 7 października.

To „potężny cios dla Izraela” – mówił Chamenei. Atak z 7 października pozostawi „czarną plamę” na „syjonistycznym bycie” – powiedział lider Hamasu Chalid Meszal. „Zwycięstwo jest blisko” – twierdził. Porażka była bliżej. Każdy, kto zbyt wcześnie tańczył na grobie państwa żydowskiego, musiał patrzeć, jak jego własne ruchy i ideologie zostają pochłonięte przez konsekwencje brutalnego ataku na Żydów.

Hamas został zdławiony. Jego liderzy, w tym Jahja Sinwar – główny architekt 7 października – nie żyją. Ta armia antysemitów może nie została całkowicie zlikwidowana, ale jest wyraźnie osłabiona. Poniosła „znaczne straty” – zarówno kadrowe, jak i finansowe – po tym, jak została „upokorzona” przez IDF. Hezbollah, jeśli to w ogóle możliwe, wypadł jeszcze gorzej. Dołączył do fanatycznej sprawy Hamasu po 7 października, zasypując północ Izraela rakietami, by „zniszczyć byt syjonistyczny”. Zniszczył jednak samego siebie.

Zabójstwo przywódcy duchowego Hezbollahu, Hassana Nasrallaha, było dla tej organizacji ciosem śmiertelnym.

W tym samym miesiącu – we wrześniu 2024 – Izrael wyeliminował praktycznie całą strukturę dowódczą Hezbollahu podczas uderzenia w Bejrucie. Nadzwyczajna operacja „pagerowa”, w której tysiące pagerów eksplodowało jednocześnie w kieszeniach spodni członków Hezbollahu, dopełniła ich upokorzenia. Operację nazwano „Grim Beeper” (Ponury Pikanie). Obecnie rząd Libanu rozbraja Hezbollah. Co za ulga dla ludzkości: Islamska Republika na deskach, a jedna z jej najbardziej bezwzględnych bojówek oddaje broń ze spuszczoną głową.

A teraz sam reżim irański – stoi nad przepaścią, dzięki niewiarygodnie odważnym mężczyznom i kobietom, którzy się przeciwko niemu buntują.

Ci bojownicy o wolność to prawdziwi sprawcy kłopotów ajatollahów – dowód na to, że nawet najbardziej bezwzględne reżimy mogą zostać rozliczone przez tych, których uciskają. A jednak to właśnie śmiertelna głupota 7 października, jej faszystowska próżność, utorowała drogę do obecnego kryzysu reżimu. Obsesyjne nękanie państwa żydowskiego przez mullahów doprowadziło cierpliwość irańskiego społeczeństwa do granic wytrzymałości.

Marnotrawna wojna reżimu z Żydami doprowadzała część Irańczyków do furii.

Podczas gdy rial nadal tracił na wartości względem dolara, pogłębiając biedę, reżim lekką ręką wydawał miliardy na swoje antysemickie marionetki. Szacuje się, że od 2012 roku Iran wydał 20 miliardów dolarów na Hezbollah i Hamas. Koszty ataków rakietowych na Izrael – zwłaszcza dla samego Iranu – były wręcz niewiarygodne. Przykład: 1 października 2024 roku, w ciągu jednego dnia, reżim wystrzelił salwę pocisków balistycznych w kierunku Izraela. Kosztowało to Iran 2,3 miliarda dolarów. To sześciokrotnie więcej niż wyniosły izraelskie koszty obrony przed tym atakiem.

12-dniowa wojna między Iranem a Izraelem w czerwcu ubiegłego roku przyniosła Iranowi ogromne straty.

W odwecie za ataki Iranu Izrael uderzył w infrastrukturę krytyczną w 27 irańskich prowincjach – w tym w lotniska, magazyny ropy i gazu oraz oczywiście infrastrukturę nuklearną. Straty Iranu sięgnęły miliardów. Odpowiedź rakietowa na Izrael – kolejne miliardy. Wojna 12-dniowa „nadzwyczajnie obciążyła już i tak zrujnowaną gospodarkę Iranu”, jak ujął to jeden z obserwatorów. A mówimy o kraju, w którym ok. 80 proc. populacji „nie było w stanie zaspokoić podstawowego dziennego zapotrzebowania kalorycznego na poziomie 2 100 kalorii”.

Kosmiczna nienawiść mullahów wobec państwa żydowskiego bardzo drogo kosztowała irańskie społeczeństwo. Irańscy kupcy i studenci patrzyli, jak ich pieniądze tracą wartość, podczas gdy teokraci przelewają miliardy do kieszeni bogatych rasistów z Hamasu i Hezbollahu. Nic dziwnego, że jednym z haseł skandowanych na ulicach jest: „Ani Gaza, ani Liban – moje życie dla Iranu!” Innymi słowy: żadnych więcej kosztownych i pełnych nienawiści wojen gdzie indziej – czas zająć się sprawami tu, u nas.

Po 12-dniowej wojnie zachodnia lewica twierdziła, że ataki Izraela na Iran doprowadzą do konsolidacji poparcia społeczeństwa dla reżimu. Stało się odwrotnie. Miliony ludzi były zdegustowane rozrzutnym militaryzmem rządzących i dziś otwarcie domagają się, by porzucić „Gazę i Liban”. To sytuacja naprawdę niezwykła – uprzywilejowane zachodnie środowiska kefijowe pragną kolejnych ataków na państwo żydowskie, podczas gdy irańscy buntownicy mówią: „Dość.” Nasza rodzima islamo-lewica instynktownie pragnie przetrwania irańskiego reżimu, naiwnie wierząc, że to przeciwwaga dla Zachodu, kapitalizmu i Izraela. Irańscy demonstranci chcą jego śmierci – w przekonaniu prawdziwym, bolesnym, że jest to przeciwwaga dla ich własnej wolności i dla samego rozumu.

Niektórzy na fałszywej lewicy twierdzą, że za buntem w Iranie stoi „syjonistyczne lobby”. To przejaw ich orientalizmu i rasizmu – tak beztrosko odbierać irańskim rebeliantom sprawczość i sprowadzać ich do roli marionetek Żydów. Prawda jest taka, że jeśli 7 października rzeczywiście postawił w centrum pytanie o przyszłość Iranu, to odpowiedzi udzielą sami Irańczycy. I miliony już dziś mówią: „Nigdy więcej islamizmu, nigdy więcej teokracji, nigdy więcej wojny w Gazie i Libanie.” Chcą, by Iran porzucił islamofaszystowski eksperyment i znów zajął należne mu miejsce wśród wielkich cywilizacji. Wszyscy przyzwoici ludzie tego chcą.


Link do oryginału: https://www.spiked-online.com/2026/01/12/7-october-was-the-biggest-mistake-iran-ever-made/

Spiked, 12 stycznia 2026

Brendan O’Neill jest głównym publicystą politycznym portalu Spiked oraz gospodarzem podcastu The Brendan O’Neill Show. Podcast można subskrybować tutaj. Jego najnowsza książka – After the Pogrom: 7 October, Israel and the Crisis of Civilisation – jest już dostępna na Amazon UK i Amazon US. Brendana można znaleźć na Instagramie pod nazwą: @burntoakboy.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com