Archive | July 2025

Beyond Borders: Why American Security Depends on Hamas’ Demise

Beyond Borders: Why American Security Depends on Hamas’ Demise

Amine Ayoub


Palestinian children compelled to participate in a Hamas military parade. Photo: Twitter.

The October 7 Hamas attack on Israel was a global wake-up call, directly threatening American national security. This calculated act of international terrorism, claiming nearly 1,200 lives and approximately 250 hostages from more than 40 nations, shattered any illusion of contained threats.

Hamas, a US-designated foreign terrorist organization and a core component of Iran’s “axis of resistance,” poses a direct imperative for American security. Its persistence sets a dangerous precedent, endangering US interests and citizens worldwide.

Hamas is an Islamist militant organization, an offshoot of the Muslim Brotherhood, explicitly committed to Israel’s destruction and the murder of Jews through jihadist violence. The October 7 attack, a chilling tactical shift, showcased its depraved disregard for human life. A core Hamas strategy is the cynical exploitation of civilian life: it deliberately embeds military assets — weapons, rockets, and extensive terror tunnels — within densely populated areas, using human shields. This calculated tactic weaponizes civilian casualties for propaganda, creating a perverse global incentive for terror groups.

Iran, Hamas’ critical benefactor, provides substantial financial, military, and political support, making Hamas integral to Iran’s “axis of resistance” against Israel and US interests. Hamas’ actions and perceived resilience serve as a dangerous template for global terror networks. Under Hamas, Gaza became a radical Islamic entity and a haven for global jihadist organizations, with ideological convergence and operational crossovers evident with groups like Al-Qaeda. Its ability to execute large-scale assaults and survive creates an “operational success” narrative, and inspires emulation and recruitment. Innovative tactics, like using commercial drones and bulldozers to breach borders, demonstrate dangerous adaptability.

The Israel-Hamas war has profoundly reshaped the global terrorist threat, directly impacting the United States. Hamas’ brutal October 7 assault, driven by its radical Islamist ideology, has been seized upon by jihadist groups worldwide as a call to action. This perceived operational success and the group’s Islamist narrative, are actively exploited by international and domestic extremists to radicalize and recruit individuals across the United States, leveraging social media for unprecedented virtual access.

The Islamist ideology espoused by Hamas, fundamentally rejecting Western democratic ideals, directly fuels antisemitic and anti-Israel sentiment. This translates into tangible plots targeting Jewish communities, pro-Israel organizations, and US government and military interests.

Foreign Terrorist Organizations, including Hamas itself and Iran-backed Hezbollah — a critical partner in Iran’s axis of resistance — have explicitly called for violence against US assets and personnel globally. Hezbollah, with its established global criminal-financial network, has actively attempted to seed operatives within the United States, posing a direct and grave danger to American lives and interests.

Beyond direct violence, the threat extends significantly into the cyber domain, identified as one of the fastest growing dangers to US national and economic security. Pro-Iranian hacktivists and state-affiliated cyber actors, often linked to the same networks supporting groups like Hamas, may conduct disruptive attacks against US networks and critical infrastructure. The broader destabilization caused by persistent terror groups like Hamas and their state sponsors imposes a significant strain on US resources, diverting funding, increasing geopolitical risk, and fueling inflation, with long-term implications for economic stability and increased defense spending.

History warns against the dangers of persistent terror groups, and unresolved conflicts fuel tension and crises. While Hamas’ ideology may persist, its capacity for violence can be constrained, turning it from a major threat to a marginal irritant.

Eliminating Hamas is a self-interested imperative for US national security. Its military capabilities pose an enduring threat, allowing it to shape political reality. Hamas has historically reconstituted after attempted defeat, emerging scarred but triumphant from security vacuums. US counterterrorism strategy mandates persistent pressure to prevent reemergence. Denying Hamas its capacity for violence, dismantling its infrastructure, and severing its funding is a necessary, pragmatic step to secure America’s long-term interests and prevent future, more costly interventions.

America must therefore act decisively, leveraging its full national power — military, intelligence, diplomatic, and financial — to ensure the complete dismantling of Hamas’ operational capabilities and infrastructure. This pragmatic, self-interested approach is essential to safeguard the nation, protect American lives, and secure a stable future against the pervasive dangers of global terrorism. To tolerate Hamas’ continued existence is to accept a world perpetually menaced by those who reject peace and embrace violence


Amine Ayoub, a fellow at the Middle East Forum, is a policy analyst and writer based in Morocco. Follow him on X: @amineayoubx


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


„O mnie się nie martw” – 15 lat temu zmarła Katarzyna Sobczyk

Krajowy Festiwal Piosenki Polskiej w Opolu. Na zdjęciu: Katarzyna Sobczyk, która zdobyła nagrodę za piosenkę pt. „O mnie się nie martw”. Obok kompozytor Józef Krzeczek, 1964 r. Fot. PAP/Ryszard Okoński


„O mnie się nie martw” – 15 lat temu zmarła Katarzyna Sobczyk

Paweł Tomczyk


28 lipca 2010 roku zmarła Katarzyna Sobczyk – piosenkarka, która podbiła w latach 60. serca polskiej publiczności, śpiewając: „Nie wiem, czy to warto” „O mnie się nie martw” i „Boję się hipopotama”. Za swą karierę zapłaciła jednak wysoką cenę.

„Radość jak kwiaty rwać, to nie grzech. / Umieć głośno się śmiać, to nie grzech. No nie? / Nieść piosenkę do gwiazd, osiemnaście mieć lat, / to nie grzech! To nie grzech! To nie grzech!” – nuciła w ślad za Kasią Sobczyk cała Polska od 1965 roku.

Jej głos słychać wciąż m.in. w drugim odcinku serialu „Wojna domowa” (1965), w którym idolka młodzieży Simona Grabczyk (Magdalena Zawadzka) wykonuje przebój „Nie bądź taki szybki Bill”.

W 1967 roku zaśpiewała „Trzynastego – nawet w grudniu jest wiosna” – ze słowami Janusza Kondratowicza i muzyką Ryszarda Poznakowskiego. Wdzięczna i optymistyczna w wydźwięku piosenka „polemizująca” z popularnym przesądem, stała się wielkim przebojem. Po 13 grudnia 1981 r. musiała jednak zniknąć z radiowej anteny. Przykuła bowiem uwagę uzurpatorskich władz stanu wojennego, które — jak przypomniał Rafał Podraza autor książkowego wywiadu z Januszem Kondratowiczem pt. „Wieczór nad rzeką zdarzeń” — doszukiwały się w niej „wrogości wobec ustroju”. Szczególny niepokój wzbudził wers: „Trzynastego kapelusze z głów poważnych zrywa wiatr”. Kondratowicz był wzywany na przesłuchania. Próżno tłumaczył, że „nie jest Nostradamusem” – a piosenkę napisał 15 lat wcześniej. Próżno, bo z murów i kolportowanych nielegalnie ulotek biła wówczas po oczach sentencja: „Zima wasza – wiosna nasza!”. Utwór w brawurowej interpretacji Kasi Sobczyk trafił „na półkę”.

„Radość jak kwiaty rwać, to nie grzech. / Umieć głośno się śmiać, to nie grzech. No nie? / Nieść piosenkę do gwiazd, osiemnaście mieć lat, / to nie grzech! To nie grzech! To nie grzech!”

Urodziła się 21 lutego 1945 roku w Tyczynie (Podkarpackie). Naprawdę miała na imię Kazimiera, ale to nie było dobre imię dla nowoczesnej, big-beatowej dziewczyny – na estradzie została więc Kasią. „Kiedy skończyła 8 miesięcy, jej rodzice zdecydowali się wyjechać na »Ziemie odzyskane«. Ze względu na to, jaka była malutka, postanowili oddać ją do bliskiej rodziny, dopóki nie urządzą się na nowym miejscu. Kiedy po ok. półtora roku przyjechała odebrać ją mama, Kasia zżyta z rodziną, w której ją zostawiono, nie chciała iść do »pani«. Jej mama musiała pomieszkać w Tyczynie jeszcze jakiś czas, aby Kasia się do niej przyzwyczaiła” – czytamy na stronie Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury im. Katarzyny Sobczyk w Tyczynie. „To zdarzenie jakoś zaważyło na osobowości Kasi Sobczyk. Po latach zrobiła podobnie – zostawiła zaledwie półrocznego syna u znajomych i wyjechała do USA” – oceniła Agnieszka Dajbor („Viva”, 2022). Zadebiutowała w 1961 roku w Koszalinie jako wokalistka amatorskiej grupy Biało-Zieloni, która działała przy Wojewódzkim Domu Kultury. W 1963 roku znalazła się w Złotej Dziesiątce 2. Festiwalu Młodych Talentów w Szczecinie. „Na pewno mogła się podobać. Była zgrabna, filigranowa, dziewczęca, z dołeczkami w buzi, co zawsze rozczula” – napisała Agnieszka Dajbor.

W 1964. r. zaczęła występować z zespołem Czerwono-Czarni. w tym samym roku na festiwalu w Opolu piosenką „O mnie się nie martw” wyśpiewała pierwszą nagrodę w kategorii piosenki rozrywkowej i tanecznej. Zaś w Sopocie – gdzie oznajmiła, że „Biedroneczki są w kropeczki” – wpadła w oko i ucho szefowi paryskiej „Olimpii” Bruno Coquatrixowi. Zaproponował jej roczny kontrakt. 19-letnia artystka odmówiła. „Byłam bardzo młoda, zakochana, nie zawsze pewna swego losu w życiu osobistym. Myślałam, że jak wyjadę do Paryża bez mojej miłości, to cały świat się zawali” – powiedziała Januszowi Kopciowi w rozmowie zatytułowanej „Gdybyśmy byli kloszardami” (meritum.us, 2001). „Poza tym wystraszona dyrekcja Estrady Szczecińskiej zaczęła jęczeć, że im zabraknie najlepszej solistki, a kasa podupadnie, przyjechano nawet do Sopotu i zaczęto mnie straszyć, że pan Coquatrix wywiezie mnie do Paryża i będę mu za to musiała zapłacić swoją »niewinnością«. No i wystraszona Kasia odmówiła” – dodała.

Rezygnacja z Paryża nie oznaczała jednak egzystencji w nędzy. „Zarobki… bardzo proszę, każdy młody talent otrzymywał 100 złotych od koncertu” – opowiadała piosenkarka Januszowi Kopciowi. „A niebawem trzeba się było przygotować do egzaminu weryfikacyjnego przy Ministerstwie Kultury i Sztuki i po zdaniu egzaminu przyznawano grupę B, co oznaczało 350 złotych od koncertu. Potem w zależności od zasług i popularności przyznawano komisyjnie kategorię A ,tj. 500–700 złotych, a później S – 1000 złotych. Ja doszłam dosyć szybko do najwyższej i nie miałam powodu do narzekań” – wyjaśniła. Wg portalu gofin.pl, średnie wynagrodzenie miesięczne w PRL w 1965 roku wynosiło 1867 zł.

W 1965 roku Kasia Sobczyk znów tryumfowała w Opolu piosenką „Nie wiem czy to warto”, ale w Sopocie już nie wystąpiła. „Ktoś puścił plotkę, że przerwała ciążę, co miało taką siłę rażenia, że szefowie Festiwalu zrezygnowali z jej występu” – napisała Agnieszka Dajbor. „Zamiast niej śpiewała Łucja Prus piosenkę do wiersza Wisławy Szymborskiej: »Nic dwa razy się nie zdarza«. Podobno Kasia Sobczyk płakała jak bóbr. Jak wspominał Krzysztof Dzikowski, nie rozumiała, dlaczego ktoś postanowił ją ukarać. Znienawidziła Łucję Prus i gdy piosenkarka pojawiała się na koncercie, Kasia stawiała ultimatum: ona albo ja!” – dodała.

W 2017 roku plotka okazała się jednak tragiczną prawdą. Szerokim echem rozszedł się fragment udzielonego Januszowi Kopciowi wywiadu, który – zgodnie z życzeniem artystki – miał być upubliczniony siedem lat po jej śmierci.

„Zabiłam. Miałam wtedy 18 lat. Byłam w ciąży, z saksofonistą. Bardzo go kochałam i on mnie wtedy też kochał. Powiedział: fajnie, będziemy mieli dziecko. Niczym się nie przejmuj, tylko jeszcze zaśpiewaj w Opolu. Zaśpiewałam i za tę piosenkę: »Nie wiem, sama nie wiem, czy to warto kochać ciebie+ dostałam nagrodę. 1965 rok. A potem on zaprowadził mnie do lekarza i usunęliśmy tę ciążę. Byłam w takiej rozpaczy, płakałam dzień i noc, gorączkowałam, umierałam prawie. Ale Bóg pozwolił mi przeżyć. Kiedy przyznałam się mamie, powiedziała: córcia, co ty zrobiłaś, przecież ja bym ci to dziecko wychowała, pomogłabym ci. Ale było za późno. Wiesz, że ten dzieciaczek śni mi się? Wyciąga rączki: mama, mama. Budzę się na poduszce mokrej od łez” – wyznała Katarzyna Sobczyk. „Jedyne, co mogłam wtedy zrobić, to zerwać z tym chłopakiem. Nie chciałam na nikogo patrzeć. Moja wielka miłość mi minęła. Została krzywda. Nie mogłam z nim być, bo on nie chciał dziecka” – powiedziała.

„Płaciłam cenę za moją karierę rozstaniem z najbliższymi. Syna zostawiałam pod opieką znajomej i jechałam w trasę. Sergiusz dorastał beze mnie. Do znajomej mówił »Mamusiu« a do mnie »Mamo«. Biedne dziecko. Kompletne rozdwojenie jaźni.”

„Gdzie jesteś, Mały Książę, gdzie? / Odszedłeś z mej książeczki kart / W świecie, gdzie nikt nie kocha róż / Na zawsze ktoś pozostał sam” – wzruszała całą Polskę Kasia Sobczyk w 1966 roku. W tym samy roku wzięła ślub z wokalistą i kompozytorem Henrykiem Fabianem Sawickim (1943-98), z którym miała syna Sergiusza (1975-2013) – gitarzystę i kompozytora rockowego.

„Płaciłam cenę za moją karierę rozstaniem z najbliższymi. Syna zostawiałam pod opieką znajomej i jechałam w trasę. Sergiusz dorastał beze mnie. Do znajomej mówił »Mamusiu« a do mnie »Mamo«. Biedne dziecko. Kompletne rozdwojenie jaźni” – powiedziała w 1995 roku Katarzyna Sobczyk aktorce i dziennikarce Jadwidze Polanowskiej (cytat za książką pt. „Być dzieckiem legendy” Małgorzaty Puczyłowskiej opublikowaną w 2012 roku). „A ja jeździłam w trasy całymi latami. Można zwariować prowadząc takie życie. Wszystko stało się tak szybko, nie miałam czasu zastanowić się” – dodała.

„Miałem około roku, kiedy mama i ojciec oddali mnie do państwa Sitków, którzy byli przyjaciółmi brata mojej mamy i mieli opinię ludzi godnych zaufania” – powiedział Sergiusz Fabian Małgorzacie Puczyłowskiej, który dzieciństwo spędził w Koszalinie, podczas gdy jego biologiczni rodzice mieszkali w Warszawie, skąd wyruszali w trasy po Polsce. „Gdy podrosłem i zacząłem się spotykać z moim biologicznym ojcem, to wcale nie krył, że była to ich przemyślana decyzja” – dodał. „Łożyli na moje utrzymanie i dość rzadko, ale odwiedzali mnie. Jednak wszystko czego potrzebuje małe dziecko – czułą opiekę i miłość – dostałem od rodziców, którzy mnie przysposobili – mamy Danuty i taty Franka, bo tak nazywałem” – podkreślił.

Pożegnanie Kasi Sobczyk na warszawskich Starych Powązkach

W 1979 roku Sobczyk i Fabian wyjechali do Stanów Zjednoczonych. „Ale ich amerykański sen się nie spełnił. Nie poradzili sobie jako muzycy. Nie poradzili sobie też jako małżeństwo. Rozstali się” – napisała Agnieszka Dajbor.

W 1992 roku piosenkarka znów wyjechała do Chicago. Syn był „bardzo rozżalony”. „Miałem wtedy niewiele ponad 17 lat i było mi jej bardzo brak” – opowiadał Sergiusz Fabian Małgorzacie Puczyłowskiej. Rozłąka tym razem miała trwać 16 lat.

„Chciałam Sergiusza nieraz sprowadzić do siebie, ale on nie chciał. Z biegiem lat nasze relacje się poprawiły, myśleliśmy nawet o wspólnych koncertach. I może jeszcze to nam wyjdzie” – powiedziała Sobczyk Bożenie Stasiak w rozmowie pt. „Katarzyna Sobczyk: Wierzę, że wygram z rakiem”, opublikowanej w „Super Expressie” 26 lipca 2010 roku.

W Ameryce m.in. pracowała jako pokojówka i sprzątaczka. Równocześnie śpiewała, głównie dla Polonii, swoje stare przeboje. „W Chicago ludzie chcieli słuchać tylko takiego repertuaru. A ja musiałam i chciałam spełniać ich życzenia” – wspominała.

W 2008 roku artystka zdecydowała się na powrót do Polski. „Wtedy już byłam chora. Nie chciałam, żeby leczyli mnie tamtejsi lekarze. Nie, nie dlatego, że nie miałam do nich zaufania, ale wtedy, co zrozumiałe, miałam różne nastroje. No i w przypływie tych najgorszych myślałam sobie, że jakby co, to wolę być między swoimi, w Polsce. I chociaż miałam już wyznaczony czas operacji strun głosowych, spakowałam trochę najbardziej niezbędnych rzeczy, wzięłam pieniądze, jakie na moją terapię zebrali przyjaciele podczas koncertów, wsiadłam w samolot – i już. A tu oddałam się pod opiekę specjalistom z Centrum Onkologii” – opowiadała Sobczyk w „Super Expressie”.

Nie poinformowała syna o swoim powrocie. „Zadzwonił do mnie jej znajomy, znany poseł i cały w pretensjach zarządził, żebym w końcu zajął się matką” – opowiadał Sergiusz Fabian Małgorzacie Puczyłowskiej. „A ja nawet nie wiedziałem, że przyjechała! Zapytałem go, dlaczego wtedy, gdy wesoło spędzali razem czas, nie pouczył jej, żeby pojechała zaopiekować się małym dzieckiem? Poseł oburzony rozłączył się” – wspominał.

Opis ostatnich kontaktów matki z synem zawarty w książce „Być dzieckiem legendy” jest dramatyczny i wzruszający. Tydzień przed śmiercią Katarzyna Sobczyk zadzwoniła do Sergiusza, by go przeprosić. „Powiedziała, żebym jak najszybciej przyjechał. Na szczęście zdążyłem. Znów najbardziej łączyła nas muzyka. Puszczałem mamie »O mnie się nie martw« w wersji punkowej, a ona tylko powtarzała »Ale bomba!«” – wspominał Sergiusz Fabian.

Katarzyna Sobczyk zmarła w warszawskim Hospicjum Onkologicznym św. Krzysztofa 28 lipca 2010 roku – miała 65 lat. Jest pochowana na Starych Powązkach w Warszawie.

„Wszyscy się martwią, że zmarnowałam swój talent” – powiedziała piosenkarka Januszowi Kopciowi w 2001 roku. „Ja uważam, że nie. Może mogłabym stać nieco wyżej w rankingu piosenkarek, ale cóż, los chciał inaczej. Ja wierna jestem sobie, mojemu stylowi śpiewania, nie chcę być popularna za wszelką cenę. Nie opłakujcie zatem zmarnowanego talentu Kasi Sobczyk” – dodała. (PAP)


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Netanyahu to Christian leaders: No starvation in Gaza

Netanyahu to Christian leaders: No starvation in Gaza

Etgar Lefkovits


At an event in Jerusalem with White House Faith Office leader Paula White, Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu blasted the U.N.’s “excuses and lies” with regard to the Gaza Strip.

Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu speaks at a Christian Conference in Jerusalem hosted by Trump adviser Pastor Paula White, on April 27, 2025. Photo by Chaim Goldberg/Flash90.

Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu on Sunday categorically rejected claims of starvation in the Gaza Strip, dismissing such reports as “a bold-faced lie.”

Speaking at a Daystar TV conference in Jerusalem hosted by Pastor Paula White, leader of the White House Faith Office, Netanyahu said, “There is no policy of starvation in Gaza, and there is no starvation in Gaza.” Israel, he continued, had “enabled humanitarian aid throughout the duration of the war to enter Gaza. Otherwise, there would be no Gazans.”

It is Hamas that had been preventing the distribution of aid in Gaza, said Netanyahu, noting that Israel had supplied 1.9 million tons of food to the war-ravaged territory since the beginning of the war nearly two years ago.

“Hamas robs, steals this humanitarian aid and then accuses Israel of not supplying it,” he continued.

The implementation of safe corridors over the weekend to allow food into Gaza, with 10-hour humanitarian pauses in the fighting, has taken away the United Nations’ “excuses and lies” that it could not deliver the food because it was too dangerous, said Netanyahu.

“The U.N. has no excuses left. No excuses left. Stop lying. Stop finding excuses,” said the Israeli premier. “Do what you have to do and stop accusing Israel deliberately of this egregious falsehood.”

‘Cherished Christian friends’

Netanyahu began his remarks at the event by highlighting the bond between Christians and Jews, which he called “a partnership bonded in faith, in history, in tradition,” and which he said was now facing “a battle of the truth.”

His outreach to the American evangelical Christian community also comes against the backdrop of spurious allegations against Israeli Jews regarding arson at a church, and a bureaucratic dustup, since resolved, over visas to evangelical Christian groups visiting the Holy land.

U.S. Ambassador to Israel Mike Huckabee described the alleged July 7 attack on ancient church ruins in the Arab village of Taybeh in Samaria as “terror,” but the Israel Police subsequently announced that the holy site had not sustained any damage and arson had not been confirmed.

Meanwhile, Israel’s interior minister reversed a bureaucratic change in the process of issuing visas to American evangelicals that had led to delays and additional costs for pro-Israel Christian organizations.

“American Christians are some of Israel’s strongest supporters, and the resolution of this issue among friends is a welcome outcome,” stated Huckabee following the resolution of the visa issue.

Netanyahu on Sunday called the friendship between Christians and Jews “the mainstay of our present and future ability to live in a free, prosperous and peaceful world,” an alliance which he warned was “being challenged by an Islamic fundamentalism that seeks to subjugate all Muslims that they views as infidels and eradicate both the American and Israeli presence in the Middle East.”

Israel, he continued, was the “guardian of Christianity in the Middle East.” However, that “truth is being reversed,” he added.

“We see the effort to break down our bond, in America and other parts of the world. That partnership that promotes Judeo-Christian values, that protects in Israel Christians as nowhere else in the Middle East,”
he said.

The Jewish state is portrayed by “purchased influencers” on American television as an enemy of Christianity, he continued.

“What folly, what lies. What a travesty of truth.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Israel Announces Daily Pauses in Gaza Fighting as Aid Airdrops Begin

Israel Announces Daily Pauses in Gaza Fighting as Aid Airdrops Begin

Reuters and Algemeiner Staff


Palestinians carry aid supplies that entered Gaza through Israel, in Beit Lahia in the northern Gaza Strip, July 27, 2025. Photo: REUTERS/Dawoud Abu Alkas

Israel on Sunday announced a halt in military operations for 10 hours a day in parts of Gaza and new aid corridors as Jordan and the United Arab Emirates airdropped supplies into the enclave, where images of starving Palestinians have alarmed the world.

Israel has been facing growing international criticism, which the government rejects, over the humanitarian crisis in Gaza, and indirect ceasefire talks in Doha between Israel and the Palestinian militant group Hamas have broken off with no deal in sight.

US President Donald Trump, on a visit to Scotland, said Israel would have to make a decision on its next steps in Gaza, and he did not know what would happen after the collapse of ceasefire and hostage-release negotiations with Hamas.

Military activity will stop from 10 a.m. to 8 p.m. (0700-1700 GMT) until further notice in Al-Mawasi, a designated humanitarian area along the coast, in central Deir al-Balah and in Gaza City, to the north.

The military said designated secure routes for convoys delivering food and medicine will also be in place between 6 a.m. and 11 p.m. starting from Sunday.

U.N. aid chief Tom Fletcher said staff would step up efforts to feed the hungry during the pauses in the fighting.

“Our teams on the ground … will do all we can to reach as many starving people as we can in this window,” he said on X.

In their first airdrop in months, Jordan and the United Arab Emirates parachuted 25 tons of aid into Gaza on Sunday, a Jordanian official said, adding that those were not a substitute for delivery by land.

Palestinian health officials in Gaza City said at least 10 people were injured by falling aid boxes.

Work on a UAE project to run a new pipeline that will supply water from a desalination facility in neighboring Egypt to around 600,000 Gazans along the coast would also begin in a few days, the Israeli military said.

On Saturday, a five-month-old baby, Zainab Abu Haleeb, died of malnutrition at Nasser Hospital, health workers said.

“Three months inside the hospital and this is what I get in return, that she is dead,” said her mother, Israa Abu Haleeb, as the baby’s father held their daughter’s body wrapped in a white shroud.

The Egyptian Red Crescent said it was sending more than 100 trucks carrying over 1,200 metric tons of food to southern Gaza on Sunday. Some had been looted in the area of Khan Younis after entering Gaza, residents said.

A group of 25 states including Britain, France and Canada last week said Israel’s denial of aid was unacceptable.

The military’s spokesperson said Israel was committed to international law and monitors the humanitarian situation daily. Brigadier General Effie Defrin said there was no starvation in Gaza, but appeared to acknowledge conditions were critical.

“When we start approaching a problematic line (threshold) then the IDF works to let in humanitarian aid,” he said. “That’s what happened over the weekend.”

Israel cut off aid to Gaza from the start of March to pressure Hamas into giving up dozens of hostages it still holds and reopened it with new restrictions in May.

It says it has been allowing in aid but must prevent it from being diverted by terrorists and blames Hamas for the suffering of Gaza’s people.

HOPE, UNCERTAINTY

Many Gazans expressed some relief at Sunday’s announcement, but said fighting must end.

“People are happy that large amounts of food aid will come into Gaza,” said Tamer Al-Burai, a business owner. “We hope today marks a first step in ending this war that burned everything up.”

Prime Minister Benjamin Netanyahu said Israel would continue to allow the entry of humanitarian supplies whether it is fighting or negotiating a ceasefire and vowed to press on with the campaign until “complete victory.”

Hamas said Israel was continuing its military offensive.

“What is happening isn’t a humanitarian truce,” said Hamas official Ali Baraka.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Arkady, dziewczyny i spiskowcy

Clifford’s Tower w Yorku,


Arkady, dziewczyny i spiskowcy


Andrzej Koraszewski


„Mam 85 lat i jestem staroświecki. […] Jestem ekshibicjonistą – opowiadam o sprawach najbardziej intymnych, bez cienia wstydu. Wczoraj niespodziewanie opowiedziałem młodej kobiecie o mojej inicjacji seksualnej.”

Kurwa, prawie się posikałem i niemal pękłem ze śmiechu – tutaj odstawiane są większe cyrki, niż sądziłem.
Ale to by tłumaczyło, dlaczego ta hasbara taka cieniutka, żenująca… Demencja? 

.

Powyższy komentarz w dniu 10 lipca 2025 r. zamieścił na moim Facebooku gość, posiadający nazwisko i imię. Przybył do nas z Krakowa, ma wyższe studia i długą tradycję. Widzieliśmy te gangsterskie mordy, kiedy z nożami i kijami biegły, by zamordować Hypatię z Aleksandrii. Widzieliśmy ich, kiedy podpalali stosy w średniowieczu. Ten konkretny osobnik ma czarną brodę, hiszpański typ – mógłby grać rolę podpalacza stosów w Kordobie, naigrawającego się z cierpiących. Wcześniej, w 1190 roku, widziałem go w Yorku. Powieść Joanne Greenberg The King’s Persons czytałem wiele razy. Naszego typka z Krakowa moglibyśmy zatrudnić jako statystę z zakrwawionym nożem, którym chwilę wcześniej poderżnął gardło żydowskiemu dziecku, a teraz biegnie w kierunku Clifford’s Tower, żeby podpalić tych, którzy zdołali się tam schronić.

Widzimy go znowu w Ukrainie, mignął w Skrzypku na dachu, gra zawsze tę samą rolę – morduje, gwałci, wygłasza kwestie, zawsze te same. Ma wiele argumentów dowodzących, że nie ma w tym nic złego. „Die Juden sind unser Unglück” – przekonywał w piwiarni przed Nocą Kryształową. Raz był Łotyszem, raz Chorwatem. Donosił, iż sąsiedzi kupują podejrzanie dużo żywności. Krzyczał „pisarze do pióra” na partyjnych wiecach. Zawsze ten sam, zawsze wierny kulturze banalności mordu.

Nie odpisałem, statyście z Krakowa. Przekonywać nie warto – zbyt silna kultura stadna. Tylko w zaciszu domu, w którym z moją cudowną wnuczką rozmawialiśmy o kurwach, nocną porą odpowiadam biednemu bydlęciu:

Idi w pizdu. I po coś tu przylazł, kutasie złamany, ty ludzka kurwo.

A potem, bardziej refleksyjnie, uświadamiam sobie, że ten gatunek ludzkiej chujowizny jest dość powszechny – i to nie tylko w moim kraju. Widziałem tego typu zgniłków bez liku: w Anglii, we Francji. Irlandia jest w Europie wypełniona tym gównem najbardziej, na drugim miejscu jest Norwegia – walczy o to miejsce z Holandią.

Tak, ten typ piździelca pospolitego często ma dyplom ukończenia studiów wyższych, bywa, że ma tytuł profesora (gronostaje na wierzchu, a w środeczku kurwa). Piździelec pospolity może być lekarzem, nauczycielem, filozofem. Może być również z ludu, dlatego moja studentka nazywa mój żywopłot „żydopłotem”. Podobna do tego chujka kreatura była zwykłym ogrodnikiem. Na rok przed powrotem do Polski znałem już datę powrotu na ojczyzny łono. Kupiłem dom i grunty, poprosiłem przyjaciela – matematyka – żeby zapewnił rezerwację trzech tysięcy drzewek wiśni łutówki, żeby można było wiosną je posadzić.

Nie sądziłem, że mój przyjaciel może się pogubić. Skontaktował się z wiejskim ogrodnikiem, a ten zapewnił, że wszystko potrafi i sam te sadzonki przygotuje. Taki był z niego fachowiec jak z koziej dupy trąba, ale antysemita pierwszej klasy. Szczepił łutówkę na śliwce, ale chyba nie bardzo wiedział, biedaczyna, co robi.

Mogę mieć pretensje tylko do siebie, bo polecenie było nazbyt niewyraźne. Należało napisać: dowiedz się, jakie są w Polsce najlepsze szkółki drzew owocowych i zarezerwuj 3 tysiące drzewek. Matematyk sądził, że każdy ogrodnik to potrafi. Ten, do którego się zwrócił – ogrodnik do dupy, zaś antysemita doskonały – zabrał się do roboty. Tak więc po przyjeździe dostałem na wejściu trzy tysiące drzewek do spalenia.

Żywopłot wokół domu planowałem z orzecha laskowego. Przywiozłem nawet worek orzechów z Walii, które się znakomicie do tego nadają. Nagle szatański pomysł mi przyszedł do głowy. Dół był już gotowy, na górze robotnicy układali podłogi. Zbyszek – znakomity fachowiec, z tych, których nazywam prawdziwymi arystokratami (czytaj: świetny fachowiec i przyzwoity człowiek, cieszący się szacunkiem środowiska, w którym pracuje). Ten typ arystokraty może być rolnikiem po siedmiu klasach, budowlańcem, metalowcem w fabryce, nauczycielem w szkole albo nauczycielem akademickim. Najmniej tego typu arystokratów jest wśród księży. Oczywiście poszukiwanie ich pośród piździelców pospolitych to strata czasu.

Poprosiłem Zbyszka, żeby oderwał się na chwilę od podług i poszedł ze mną na pólko z drzewkami ogrodnika (któremu dzień wcześniej zapłaciłem za trudy i pożegnałem na zawsze).

No więc mówię:

– Zbyszek, potrzebuję twojej rady. Wokół domu planowałem przydomowy ogród w sadzie, na planie 50 × 50.
– Co myślisz, gdybym powiedział ci, że chcę spróbować zrobić żywopłot z roślinek wyhodowanych przez idiotę?
– Jest ryzyko niepowodzenia. Robota dla dwóch ludzi na dwa do trzech dni, to mały koszt. Może się jednak okazać, że straciłeś dwa do trzech lat. Potem możesz wrócić do początkowych planów żywopłotu z orzecha laskowego.

Podziękowałem. Dziś, chociaż wiśnie ogrodnika-antysemity wiśni nie rodzą, wszyscy pytają, co to za roślina. Moja studentka, kiedy jej opowiedziałem historię tego żywopłotu, ochrzciła go „żydopłot”. Spodobało mi się.

Spadaj, dobry piździelcu pospolity – czyli jak mawiają nasi słowiańscy bracia po wschodniej stronie Rzeczy nadmiernie pospolitej: idi na chuj.

A co z tymi arkadami i dziewczynami? Gadamy sobie z moją wnuczką Paulinką, a mała Julka stoi przy stole i orzechy wyrzuca z miski na ziemię. Rozmawiamy o przekleństwach – że czasem są potrzebne. (Co do mnie, na przestrzeni ostatnich tygodni powiedziałem ich więcej niż przez całe życie, a żyłem długo. Jako człowiek jestem bardzo stary. Jako wdowiec jestem bardzo młody – i ta moja młodość skłania mnie do ostrego języka). Zwracam uwagę mej kochanej wnuczce, że „kurwa” to łuk. W statystyce ich nie lubię, wolę dane liczbowe. Kocham kurwy w budownictwie, dlatego w pokoju, w którym stoimy, żadnych drzwi nie ma – ale wchodzisz i wychodzisz wyjściem z piękną kurwą. W starożytnym Rzymie dziewczyny zarabiające ciałem na swoje potrzeby kryły się często w cieniu arkad. Kurwami przezwali je piździelcy. Dziewczęta często zaczepiały mężczyzn, pytając: Quo vadis, domine? – innymi słowy mówiąc: zatańcz lepiej ze mną.

Paulina chichocze. Patrzymy na siebie z miłością tak wielką, że aż dusze wyłażą nam do połowy z oczu – jej piękna, moja stara, posiekana bliznami, rada, że będzie dożywać w domu Pauliny. Moja wnuczka macha patyczkiem:
– Zrobisz jutro schody, połączymy dwa domy. Bankiet urządzimy tu, w naszym ogrodzie.

Rozmarzyłem się: Stefan będzie grał, Małgosia zaśpiewa kilka piosenek z mojego repertuaru, Andrzej Nawrocki będzie siedział w cieniu pod jabłonią i popijał piwo.

Moja wnuczka jest spod znaku Barana, ja również. Patrzę na nią z zachwytem – jest moim sensem życia.

– Mów do mnie „dziadu” .
– NIe ma sprawy wariacie. Teraz do roboty, twój urlop widzę wspaniały, śmierć wciąż czyha, nikt nic nie wie.
– Wiesz, na ten bankiet zaprosimy jeszcze Dankę i jej męża. Jeszcze jej nie widczialem poznasz ją za tydzień.
– Już się cieszę, mój dziadu, radość w twoim głosie jest moją radością, już ja ci urządzę twoje dozywocie.    


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com