Archive | July 2025

France to recognize Palestinian state, drawing Israeli, US reproach

France to recognize Palestinian state, drawing Israeli, US reproach

update desk U.S. News


“Such a move rewards terror and risks creating another Iranian proxy, just as Gaza became,” Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu stated.

U.S. President Donald Trump talks with French President Emmanuel Macron at the G7 summit in Kananaskis, Alberta, Canada, June 16, 2025. Credit: Daniel Torok/White House.

French President Emmanuel Macron stated on Thursday that “consistent with its historic commitment to a just and lasting peace in the Middle East,” Paris intends to recognize a Palestinian state.

“I will make this solemn announcement before the United Nations General Assembly this coming September,” Macron stated. “The urgent priority today is to end the war in Gaza and to bring relief to the civilian population.” 

Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu “strongly” condemned Macron’s decision “to recognize a Palestinian state next to Tel Aviv in the wake of the Oct. 7 massacre.”

“Such a move rewards terror and risks creating another Iranian proxy, just as Gaza became,” Netanyahu stated. “A Palestinian state in these conditions would be a launch pad to annihilate Israel—not to live in peace beside it. Let’s be clear: the Palestinians do not seek a state alongside Israel. They seek a state instead of Israel.”

Danny Danon, the Israeli ambassador to the United Nations, stated that “neither international conferences disconnected from reality nor unilateral statements at the United Nations will lead to peace.”

“Macron’s decision to recognize a Palestinian state after the massacre of Oct. 7 and precisely at a time when Hamas is still holding hostages is a disgraceful reward for terrorism,” Danon said. “Anyone who ignores the reality on the ground—that Israel has no partner for peace—harms not only Israel but the stability of the entire region.”

Marco Rubio, the U.S. Secretary of State, said that Washington “strongly rejects” Macron’s plan.

“This reckless decision only serves Hamas propaganda and sets back peace,” Rubio stated. “It is a slap in the face to the victims of Oct. 7.”

Sen. Tom Cotton (R-Ark.) stated that Macron’s decision is “a shameful endorsement of terrorists” and that “the best way for this conflict to end is to back Israel in its righteous mission of rescuing the hostages and defeating Hamas.”

AIPAC stated that Macron “is acting as Hamas’s handmaiden” and is “rewarding Hamas’s barbaric attack on the Jewish state on Oct. 7.”

“This unilateral recognition makes peace and reconciliation even more elusive,” it said. “We urge the administration and Congress to express their opposition to the French government concerning this irresponsible action.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Historia wprowadzenia „paragrafu aryjskiego” w SARP-ie jest nieznana

Adolf Ludwik Szyszko-Bohusz, krakowski twórca Adolf Szyszko-Bohusz. W czasie trwania jego kadencji na stanowisku prezesa SARP wprowadzono „paragraf aryjski”. /Źródło: NAC


Historia wprowadzenia „paragrafu aryjskiego” w SARP-ie jest nieznana

Rozmawiała Zuzanna Piwek (PAP) / zzp/ dki/ lm/


Historia wprowadzenia „paragrafu aryjskiego” w SARP-ie jest nieznana – powiedziały PAP architektki Joanna Majczyk i Agnieszka Tomaszewicz, autorki książki „Architekci i paragraf aryjski. Przypadek SARP-u (1934–1939)”. Dodały, że przez dyskryminacyjne zapisy w latach 30. pozbawiono pracy wielu architektów Żydów.

Polska Agencja Prasowa: Czym był „paragraf aryjski”?

Agnieszka Tomaszewicz: „Paragrafy aryjskie” były aktami prawnymi albo zapisami w statutach stowarzyszeń i organizacji, na mocy których wykluczano z nich „nie-Aryjczyków”, głównie Żydów. W SARP-ie „paragraf aryjski” wprowadzono w 1938 roku, a po jego uprawomocnieniu wyrzucono z organizacji ludzi, których rodzice byli wyznania mojżeszowego i tych, którzy nie zostali ochrzczeni przed 1918 rokiem.

Joanna Majczyk: Warto dodać, że koncepcję „paragrafów aryjskich” zaczerpnięto z prawodawstwa III Rzeszy, przy czym nie odwoływano się do teorii rasowych. Polskie prawo nie definiowało użytych tam sformułowań – nie wiadomo było kim są Aryjczycy, nie było też definicji narodowości, więc organizacje indywidualnie kreowały kryteria, na podstawie których wykluczano osoby pochodzenia żydowskiego. W książce używamy sformułowania „uznani za Żydów”, ponieważ stworzono w SARP-ie specjalną komisję, której zadaniem było „kwalifikowanie” osób pochodzenia żydowskiego do członkostwa w stowarzyszeniu. Można zatem powiedzieć, że wspomniana, pięcioosobowa komisja wskazywała kto był, a kto nie był Żydem.

PAP: Jak tłumaczono w SARP-ie działania dyskryminacyjne?

„Działania dyskryminacyjne tłumaczono pewnego rodzaju solidaryzmem narodowym, w którego rozumieniu Polacy i Żydzi stanowili odrębne grupy, ale w tle często pojawiały się również względy ekonomiczne.”

A.T.: Działania dyskryminacyjne tłumaczono pewnego rodzaju solidaryzmem narodowym, w którego rozumieniu Polacy i Żydzi stanowili odrębne grupy, ale w tle często pojawiały się również względy ekonomiczne. Wykluczenie Żydów wiązano z tzw. równowagą gospodarczą, szczególnie w okresie kryzysu, w którym wielu architektów pozostawało bez pracy, na rynku nie było zleceń. W skrajnej fazie eskalacji dyskryminacji postulowano nawet, żeby dostosować liczbę zatwierdzanych projektów przygotowanych przez architektów pochodzenia żydowskiego do odsetka Żydów w społeczeństwie, choć ostatecznie nie wprowadzono takiego zapisu.

J.M.: Poza wspomnianymi zarzutami, chętnie sięgano również po inne antysemickie narracje. Do najbardziej popularnych należały oskarżenia o wrogi Polsce judeokomunizm, czyli związek architektów Żydów z komunistami. Forsowano tezę, że Żydzi są zagrożeniem dla bezpieczeństwa Polski, architekci pochodzenia żydowskiego nie zostali zaangażowani np. w projektowanie i budowę schronów tuż przed wybuchem wojny. Podnoszono także, że Żydzi nie są w stanie rozumieć „polskiego ducha”, więc nie powinni projektować polskiej architektury. Ta ostatnia narracja była szczególnie mocno akcentowana przez obóz narodowy, który umownie nazwałyśmy w książce „prawicą”.

A.T.: Zatem drugą grupę członków SARP-u nazwałyśmy „lewicą”, choć ona sama określała się mianem architektów „progresywnych”, albo „demokratycznych”. Oczywiście absolutnie nie można odnosić pojęć „lewicy” i „prawicy” do ich współczesnego rozumienia.

PAP: Umowny podział na „lewicę” i „prawicę” przebiegał tylko ze względu na poglądy polityczne czy także styl projektowania?

J.M.: Ten podział był głębszy. Z jednej strony możemy mówić o podziale politycznym, „lewa” strona była raczej „socjalizująca”, niektórzy członkowie SARP-u byli związani z partiami socjalistycznymi, część z nich była wręcz komunizująca. Ta frakcja stowarzyszeniowa skupiała także działaczy społecznych, częściej należeli do niej architekci Żydzi. Natomiast trzeba pamiętać, że jest to pewne uogólnienie i w oczywisty sposób nie dotyczy wszystkich członków SARP-u pochodzenia żydowskiego. Do grupy architektów lewicujących należeli m.in.: Bohdan Lachert, Szymon Syrkus, Romuald Miller, Anatolia i Roman Piotrowscy oraz Stanisław i Barbara Brukalscy.

„Prawa” strona łączyła się z obozem sanacyjnym, jej młodsza część reprezentowała też ruch narodowy, radykalny, kojarzony z Obozem Wielkiej Polski albo ONR-em. Trzon tej grupy stanowili w dużej mierze akademicy, profesorowie i ich asystenci, pracownicy Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej. Na prawej stronie sceny stowarzyszeniowej stali m.in.: Rudolf Świerczyński, Juliusz Żórawski, Kazimierz Tołłoczko oraz szerokie grono młodych wówczas twórców, np. Stanisław Murczyński, Piotr Biegański czy Marek Leykam.

Różnica między sarpowską „lewicą” i „prawicą” przejawiała się w odmiennym stosunku do Żydów. „Lewa” strona przyjmowała model obywatelski, dziś powiedzielibyśmy – inkluzywny, a „prawa” widziała przyszłość polskiej architektury w rozumieniu narodowym, ograniczonym do osób narodowości i pochodzenia polskiego. Podział ten miał także przełożenie na podejmowane prace projektowe. Architekci lewicujący promowali budownictwo społeczne, część z nich pracowała w organizacjach takich, jak Towarzystwo Osiedli Robotniczych czy Warszawska Spółdzielnia Mieszkaniowa. Architekci „prawicowi” nie traktowali zawodu architekta jako służby społecznej, a raczej jako posłannictwo – widzieli siebie w roli artystów, kreatorów kultury narodowej. Rozdźwięk dotyczył samej filozofii uprawiania zawodu, powinności architekta oraz znaczenia architektury w życiu publicznym.

A.T.: Należy pamiętać, że nie wszyscy architekci pochodzenia żydowskiego byli powiązani z „lewą” stroną stowarzyszenia. Warto to podkreślać, żeby nie utrwalać stereotypu Żyda-komunisty. Zastosowany przez nas podział na „lewicę” i „prawicę” dotyczy głównie kwestii ideowych, w czasie naszych badań okazywało się niekiedy, że ludzie, których wiązałyśmy z „prawicą”, pod względem np. poglądów gospodarczych byli lewicujący.

PAP: Jakie postawy dominowały w środowisku architektonicznym wobec wykluczenia Żydów z SARP-u?

A.T.: SARP został założony w 1934 roku wielkim wysiłkiem całego środowiska architektonicznego. Pierwszym prezesem stowarzyszenia został Romuald Miller, doświadczony architekt i działacz PPS-u. W zarządzie znaleźli się jednak ludzie o zróżnicowanych poglądach politycznych. Przynależność architektów Żydów do SARP-u była wówczas oczywistością, zresztą w statucie było wyraźnie napisane, że do organizacji może należeć „każdy architekt posiadający wyższe wykształcenie akademickie i niezdyskwalifikowany sądownie”. W maju 1937 roku władzę w SARP-ie przejęli architekci „narodowi”. Prezesem został krakowski twórca Adolf Szyszko-Bohusz i to w czasie trwania jego kadencji wprowadzono „paragraf aryjski”. Historia rozłamu w SARP-ie rozpoczęła się pod koniec 1936 roku od interwencji lewicującego zarządu organizacji w sprawie antysemickich wydarzeń, głównie burd, które odbywały się na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej. Po tych wydarzeniach SARP stał się skrajnie spolaryzowany. Wraz z przejęciem władzy przez środowisko „prawicy”, w ręce tej grupy weszły wszystkie najważniejsze organy stowarzyszenia. „Lewa” strona przestała mieć wpływ na to, co się dzieje w SARP-ie, więc przeniosła się do innych organizacji. Stworzono np. koło architektów przy Klubie Demokratycznym.

PAP: Czy wśród członków SARP-u byli ludzie, którzy otwarcie przeciwstawiali się antysemickim zapisom?

J.M.: Członkiem SARP-u, który publicznie sprzeciwiał się wykluczeniu Żydów był Zygmunt Balicki. Ogłosił na łamach prasy, że wstydzi się jako Polak tego, co się wydarzyło, dodając, że zaszczytem i honorem jest być w Polsce prześladowanym Żydem. Za tę deklarację stracił pracę. Nie był jedyną osobą, która otwarcie sprzeciwiała się wykluczeniu Żydów, jednak ta grupa była w mniejszości. Oszacowałyśmy ją na ok. 30 proc. aktywnych członków stołecznego oddziału SARP-u.

A.T.: Warto może przypomnieć w tym kontekście Zbigniewa Rzepeckiego, który był delegatem katowickiego oddziału SARP-u na V Walne Zebranie Delegatów stowarzyszenia, w czasie którego niemal jednogłośnie przegłosowano wprowadzenie „paragrafu aryjskiego”. Ten jeden głos sprzeciwu pochodził właśnie od Rzepeckiego.

PAP: Czy przypadek SARP-u jest odosobniony czy raczej wpisuje się w szerszy obraz funkcjonowania elit zawodowych w II RP?

„Przypadek SARP-u nie był, niestety, odosobniony. Podobne zapisy wprowadziło w Polsce co najmniej kilkadziesiąt organizacji branżowych i zawodowych. Bardzo głośnym echem odbił się konflikt na tym tle w stowarzyszeniu lekarzy.”

J.M.: Przypadek SARP-u nie był, niestety, odosobniony. Podobne zapisy wprowadziło w Polsce co najmniej kilkadziesiąt organizacji branżowych i zawodowych. Bardzo głośnym echem odbił się konflikt na tym tle w stowarzyszeniu lekarzy. „Paragrafy” przeforsowano również w środowisku inżynierskim, prawniczym, artystycznym, sportowym i akademickim, które jako pierwsze, wiele lat wcześniej, rozpoczęło procedury ograniczania praw studentów Żydów. Pod koniec lat 30. XX wieku przez Polskę przetoczyła się fala „paragrafów aryjskich” wykluczająca Żydów z kolejnych organizacji. Dotyczyło to też związków rzemieślniczych, handlowych, rolniczych i wojskowych.

A.T.: Wykluczano Żydów nawet z organizacji, w których stanowili kilka procent członków. Należy dodać, że statuty stowarzyszeń podlegały prawu państwowemu, a zatem zapisy usuwające Żydów z organizacji, do których należeli, musiały zostać zatwierdzone przez administrację państwową i w przypadku SARP-u tak się właśnie stało. Mimo że podnoszono niekonstytucyjność tego typu działań, to jednak Komisariat Rządu na miasto stołeczne Warszawę zatwierdził w czerwcu 1939 roku „paragraf aryjski” w statucie stowarzyszenia, dając przyzwolenie na dyskryminację.

PAP: Jak środowisko architektoniczne w Polsce dzisiaj odnosi się do tego tematu? Czy SARP odniósł się do swojej przedwojennej historii?

A.T.: Póki co SARP nie zajął stanowiska w tej sprawie.

J.M.: Podkreślamy, że książka nie jest atakiem na SARP, a pokazaniem wycinka jego historii. Sama jestem członkinią SARP-u, więc bliski jest mi dobrostan stowarzyszenia. Chciałybyśmy rozmawiać na ten temat, ponieważ uważamy, że po ponad 80 latach od tych wydarzeń, architektom, którzy zostali wykluczeni z SARP-u, a działali na rzecz architektury polskiej, należy się pamięć, a nawet przeprosiny. Zdajemy sobie również sprawę, że historia wprowadzenia „paragrafu aryjskiego” w SARP-ie jest nieznana, dlatego tym bardziej dialog wydaje nam się pożądany.

PAP: Dlaczego zajęły się panie tym tematem?

J.M.: Do podjęcia tematu zainspirowała nas Ewa Mańkowska (właścicielka wydawnictwa EMG – PAP). Wiedziałyśmy o historii wprowadzenia „paragrafu aryjskiego” do statutu SARP-u bardzo niewiele, chciałyśmy ją zgłębić i zrozumieć.

A.T.: Niestety tej historii towarzyszy głównie cisza. Powstają książki o architekturze, wybitnych architektach 20-lecia międzywojennego, modernizmie, ale ten temat jest w nich zwykle albo pomijany, albo wspominany w lakoniczny sposób, gdzieś na marginesie. Pisząc o twórczości architekta często uznaje się, że jego poglądy nie miały znaczenia. W przedstawionej przez nas historii okazały się kluczowe.

PAP: Pracują panie nad następną wspólną publikacją?

A.T.: Chciałabym, żebyśmy napisały ciąg dalszy – interesują mnie losy tej niewielkiej garstki architektów Żydów, którzy przeżyli wojnę, a także powojenne życie najgłośniejszych orędowników wprowadzenia „paragrafu aryjskiego” w SARP-ie.

J.M.: Wolałabym, żebyśmy napisały książkę o „paragrafach aryjskich” jako o zjawisku w latach 30. w Polsce, ponieważ ten temat jest bardzo szeroki i mało znany, a dotyka ważnej i trudnej historii polskiego antysemityzmu. Chciałabym zarysować go na tle społecznym i prawnym oraz pokazać różnice w ich stosowaniu w różnych środowiskach zawodowych. Musimy przeprowadzić wewnętrzną dyskusję, którym tematem zajmiemy się jako pierwszym.


Książka „Architekci i paragraf aryjski. Przypadek SARP-u (1934–1939)” autorstwa architektek Agnieszki Tomaszewicz i Joanny Majczyk jest 10. tomem z cyklu “Architektura jest najważniejsza” ukazującego się od 2015 r. w wydawnictwie EMG. Publikacja stanowi analizę procesu wykluczania Żydów z zawodu architekta w Polsce oraz członkostwa w Stowarzyszeniu Architektów Rzeczypospolitej Polskiej (SARP) w okresie międzywojennym.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


IDF says Gaza terrorists launched rockets at aid distribution site in Rafah

IDF says Gaza terrorists launched rockets at aid distribution site in Rafah

JERUSALEM POST STAFF


The rocket fell approximately 250 meters from the aid distribution site adjacent to the Morag Corridor in the Rafah area.

Palestinians gather to collect aid supplies after trucks loaded with aid entered from Israel through central Gaza, in Gaza City, July 22, 2025
(photo credit: REUTERS/Khamis Al-Rifi)

A rocket was launched from Khan Yunis in southern Gaza towards an aid distribution point in Rafah on Wednesday night, the military said on Thursday.

The rocket fell approximately 250 meters from the aid distribution site adjacent to the Morag Corridor in the Rafah area.

The IDF added that despite the rocket launch, the aid distribution site opened on Thursday, and tens of thousands of weekly food packages were distributed to families.

The rocket launch follows the transfer of around 70 trucks of humanitarian aid, primarily containing food, through the Zikim and Kerem Shalom crossings into northern and southern Gaza on the same day.

More than 800 trucks’ worth of aid are waiting to be collected and distributed from the two crossings, COGAT noted in a Thursday morning statement.

Photos of the contents of over 400 humanitarian aid trucks waiting for collection and distribution on the Gazan side of the Kerem Shalom Crossing. (credit: IDF SPOKESPERSON UNIT)

The US-backed Gaza Humanitarian Foundation (GHF) also announced on Wednesday that it had extended a public offer to the UN and other international aid organizations to deliver their aid to Palestinians at no cost. 

Aid distribution operations in Gaza

The statement follows the release of aerial footage by COGAT, which showed 950 fully loaded trucks containing 2,500 tons of food waiting in Gaza near Kerem Shalom. 

GHF added that much of the UN and World Food Program’s aid convoys have been looted or confiscated, therefore struggling to deliver aid to Gaza.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


UNRWA Forces Refugee Status on Palestinians in Perpetuity — Even Against Their Wishes

UNRWA Forces Refugee Status on Palestinians in Perpetuity — Even Against Their Wishes

David May


Security personnel work at the UNRWA headquarters, in Jerusalem, May 10, 2024. Photo: REUTERS/Ammar Awad

A Palestinian walks into a UN Relief and Works Agency (UNRWA) office and asks to be removed from its refugee registry. UNRWA says no.

It sounds like the start of a bad joke. But the joke has been going on for nearly a century, and it has been at the expense of Palestinians, Israelis, and international donors.

When Israel declared independence in 1948, neighboring Arab countries failed to smother the nascent Jewish state in the cradle. A refugee crisis emerged, with around 750,000 Arabs fleeing their homes in Mandatory Palestine. The United Nations created UNRWA to address the refugee issue. But instead of resolving the problem, UNRWA has prolonged it.

UNRWA has developed a massive infrastructure over the years. By expanding the definition of refugees under its care to automatically include the patrilineal descendants of refugees — unlike how the United Nations treats all other refugees — UNRWA has ballooned its registry to nearly 6 million, and its budget has swelled to more than $1 billion annually.

Mo Ghaoui is a naturalized US citizen and an UNRWA-recognized refugee. His citizenship would preclude him from refugee status under the 1951 Refugee Convention — but not so with UNRWA. Ghaoui entered an UNRWA office in Lebanon to pose the question: What if someone wanted to be removed from UNRWA’s list?

“Why?” the employee asked him, in Ghaoui’s account. “There’s nothing to lose. No one does it. No one. We don’t have this procedure.” The UNRWA staffer told Ghaoui that he cannot move past his victimhood identity in the agency’s books.

The enforced permanence of the Palestinian refugee issue is absurd. Thousands of Jews were displaced in the same war that led to UNRWA’s creation, but they neither received their own UN agency nor are they still counted as refugees. The same goes for the 850,000 Jews who were forced from Arab lands in the decades following Israel’s War of Independence.

Moreover, UNRWA was founded just years after the end of World War II, which saw more than 50 million people uprooted from their homes in Europe, including my grandparents. If UNRWA standards were applied universally, I would be a refugee thanks to my father’s birth in a displaced persons camp.

That would be preposterous — just like handing refugee status eternally to the descendants of those displaced in 1948.

For example, real estate developer Mohamed Anwar Hadid, whose father left Nazareth in 1948, is reported to be an UNRWA-recognized refugee even though he now lives in California. This would make his American-born, millionaire model daughters, Bella and Gigi, refugees as well.

The same applies for Zahwa Arafat, the daughter of Yasser Arafat, the late Palestinian president who reportedly stole billions of dollars from his own people, allowing Zahwa to live in Paris and own prime real estate in London.

But UNRWA isn’t just a slap in the face to common sense — its support for terrorism is an obstacle to peace as well.

Of UNRWA’s 13,000 employees in Gaza, Israeli security documents revealed that 440 are active in Hamas’s military operations and 2,000 are registered Hamas operatives. At least nine UNRWA employees took part directly in the October 7 massacre, including at least one who stole the body of a dead Israeli and brought it back to Gaza as a bargaining chip.

In February 2024, Israel discovered a large Hamas data center underneath UNRWA headquarters that ran cables through the UN facility above. Hamas stored weapons in other UNRWA facilities. And a senior Hamas leader eliminated in an Israeli strike in September 2024 was the head of the UNRWA teachers’ union in Lebanon.

IMPACT-se, an international research organization that monitors and analyzes education around the world, has catalogued many cases of UNRWA radicalizing future generations of Palestinians. For example, a textbook used in UNRWA schools praises jihadists, including the perpetrators of October 7, instructing students to count using martyrs as a unit of measurement and teaching pupils the physics behind attacking Israeli soldiers.

Moreover, several UNRWA staffers lauded the Hamas Oct. 7 atrocities on social media.

Meanwhile, UNRWA has campaigned alongside Hamas against the Gaza Humanitarian Foundation (GHF), a US-funded initiative to provide aid directly to Palestinians, which prevents Hamas from siphoning the supplies. Rather than engage with GHF, UNRWA has campaigned to shutter this threat to Hamas.

And as Mo Ghaoui’s story demonstrated, UNRWA is in the business of protracting the refugee crisis, not solving it. While the UN Refugee Agency, which oversees all non-Palestinian refugees, offers a variety of solutions to help refugees improve their lives, including resettlement in a third country, UNRWA indulges the Palestinians’ desire to move to Israel en masse and overwhelm the only Jewish-majority country in the world.

The inflated rosters and expanding budgets have taken their toll on UNRWA. Several donor countries pulled funds over UNRWA’s collaboration with Hamas. The agency currently faces a $200 million deficit and is considering cutting services.

UNRWA’s critical services should be transferred to neutral bodies, with the ultimate goal of weaning Palestinians off UNRWA’s unrealistic and ahistorical promises.

Reform is not enough — UNRWA is an obstacle to Israeli-Palestinian peace and must be dismantled.


David Mayis a research manager and senior research analyst at the Foundation for Defense of Democracies (FDD). Follow David on X@DavidSamuelMay.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


List otwarty do Adama Michnika

Redaktor jest na urlopie, pod jego nieobecność przypominamy ważniejsze teksty z przeszłości. Dziś “List Otwarty do Adanma Michnika” z lutego 2014 roku. p.o. Administratora, Paulina Raniszewska &&&&&&&


List otwarty do Adama Michnika

Andrzej Koraszewski


Drogi Adamie!

Wracają lata trzydzieste i powraca klarowna dychotomia, albo jesteśmy po stronie łajdactwa, albo mówimy głośno NIE dla planów ludobójstwa, NIE dla obłędu antysemityzmu. Dla uczciwego człowieka nie ma tu niczego pośredniego. Nie wystarczy tu troskliwa pamięć o tych, których już nie ma, nie wystarczy sprzeciw przeciw antysemityzmowi kibiców czy internautów, nie ma miejsca dla formułek o rozłożonej winie. Podobnie jak w latach trzydziestych, albo należymy do tych, którzy żądają numerus clausus i ławkowego getta, albo stajemy razem z tymi, którym obiecuje się zagładę. Nie ma trzeciej drogi i nic tu nie zmienią okazjonalne bąknięcia, że ta czy tamta wypowiedź zapowiadających ludobójstwo jest być może nazbyt drastyczna, lub że jakaś karykatura nazbyt przypomina karykatury ze Stürmera.

Podejrzewam, iż uznasz moje stwierdzenie, że powróciły lata trzydzieste z ich antysemickim obłędem za przesadzone. Argumenty na rzecz tej tezy muszę z konieczności podawać w wielkim skrócie.

Okrzyk: „To nie antysemityzm tylko antysyjonizm” doskonale pamiętamy obaj z czasów Twojego relegowania ze studiów i pierwszego aresztowania. Dziś ten okrzyk wydaje się być hasłem ONZ, Unii Europejskiej i wielu rządów państw europejskich, Amnesty International, pism takich jak brytyjski „Guardian”, wielu Kościołów.

Zacznijmy od ONZ w latach 2002-2012 ta organizacja mająca dążyć do pokojowego rozwiązywania konfliktów wydała 435 rezolucji potępiających Izrael, 5 Koreę Północną, 4 Sudan. Jako historyk i człowiek, który poświęcił swoje życie obronie praw człowieka, masz prawdopodobnie wątpliwości, czy te proporcje odzwierciedlają problemy tego świata.

Kiedy i jak antysemityzm zaczął się ponownie wkradać do światowej polityki? Kiedy jako „antysyjonizm” stał się ponownie szacownym poglądem? Kiedy pod płaszczykiem udawanego współczucia dla Palestyńczyków stał się akceptowaną w towarzystwie formą poparcia dla ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej?

Obaj wiemy, że antysemityzm nie zniknął wraz z upadkiem Trzeciej Rzeszy. Stał się zaledwie niemodny. Holocaust nie przeszkadzał Brytyjczykom w ostrzeliwaniu statków wiozących uciekinierów z Europy. Nie przeszkodził im również w biernym i czynnym przygotowaniu armii arabskich do zagłady palestyńskich Żydów w 1948 roku. Mordy ocalałych Żydów polskich w Kielcach, Częstochowie i wielu innych miejscach były przy tym niemal niewinnym epizodem.

Napadnięty w dniu ogłoszenia niepodległości Izrael przetrwał napaść połączonych armii sąsiadów, co przy wielokrotnej przewadze w liczebności wojsk i uzbrojenia wydawało się cudem. Żydzi wbrew planom ich sąsiadów, na które było ciche przyzwolenie Zachodu, żyli nadal. Wywoływało to nie tylko arabską irytację. Antysyjonistyczne głosy w zachodnim świecie słychać było bardzo wyraźnie w końcu lat czterdziestych i w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Ta niechęć Zachodu do tego, że ci Żydzi nadal żyją, była tak wyraźna, iż Stalin zwęszył tu okazję do wstawienia nogi na Bliski Wschód. Przez kilka lat Związek Radziecki był głównym opiekunem Izraela w ONZ, a obóz socjalistyczny głównym dostawcą broni do tego kraju.

W tym czasie Zachód stworzył interesujący problem uchodźców palestyńskich. Arabowie, których armie najeźdźcze zachęcały do opuszczenia swoich domów na tydzień, póki nie oczyści się całej Palestyny z Żydów, w liczbie około 700 tysięcy znaleźli się w Jordanii, Libanie, Syrii, Egipcie i kilku innych krajach. Organizacja Narodów Zjednoczonych ustanowiła specjalną agencję, której zadaniem było pomaganie tym uchodźcom. Ta agencja nigdy nie protestowała przeciw pozbawieniu palestyńskich uchodźców wszelkich praw, przeciw trzymaniu ich przez pokolenia w obozach dla uchodźców, przeciw nadaniu uchodźcom palestyńskim osobliwego prawa do bycia uchodźcą przez wiele pokoleń. Przyjęta przez ONZ definicja uchodźcy jest klarowna. Uchodźcą jest się tylko do czasu zabezpieczenia normalnego życia. Dlatego Polacy przybyli z Kresów przestawali być uchodźcami w momencie, w którym mieli schronienie i możliwość podjęcia pracy. Czy wyobrażasz sobie powojenną Europę z polskimi uchodźcami trzymanymi przez dziesięciolecia w obozach, czy z niemieckimi wypędzonymi trzymanymi do dziś w obozach? Palestyńczycy żyją do dziś w obozach dla uchodźców, w większości krajów są pozbawieni prawa do nabycia domu, prawa do pracy, prawa do wykształcenia, prawa do swobody podróżowania. Współczujący Palestyńczykom mieszkańcy Zachodu z reguły nie wspominają losu, jaki zgotowały im państwa, które ich przyjęły, i nigdy nie zgłaszają pretensji do ONZ i rządów zachodnich za świadome i celowe podtrzymywanie piekła palestyńskich uchodźców.

Na czym zatem polega współczucie dla Palestyńczyków? Pozwolisz, że przedstawię to w najbardziej drastyczny sposób, otóż bardzo często jest to współczucie, że Żydzi utrudniają Palestyńczykom zabijanie Żydów. Słyszymy gromkie protesty, że okupujący oddzielają się murem od okupowanych, że w Izraelu Arabowie mający prawo do reprezentacji politycznej, do pracy w każdym zawodzie, pełny dostęp do oświaty, do niecenzurowanej prasy, którzy mają prawo do nabywania własności i wykonywania każdego zawodu (włącznie z pracą sędziego Sądu Najwyższego, dyplomaty reprezentującego kraj za granicą, czy oficera armii) są obywatelami drugiej kategorii, a Izrael nazywany jest krajem apartheidu.

Czy nie dziwi Cię to, Adamie, że ci sami ludzie są całkowicie obojętni na los Palestyńczyków w obozach dla uchodźców w krajach arabskich, na fakt pozbawienia ich elementarnych praw ludzkich, na to, że są świadomie i z premedytacją wykorzystywani jako mięso armatnie w konflikcie islamu z Żydami?

Czy zatem konflikt palestyńsko-izraelski jest rzeczywiście głównym problemem Bliskiego Wschodu, czy pozwalamy się okłamywać? Arabowie nie zgodzili się na utworzenie państwa palestyńskiego w 1947 roku, nie utworzyli na Zachodnim Brzegu państwa palestyńskiego w latach 1948-1967, odmawiają jego utworzenia dziś. Gaza jest dziś całkowicie samorządną enklawą, Zachodni Brzeg ma niespotykaną w dotychczasowych dziejach autonomię „terytoriów okupowanych”.

Zarówno w rządzonej przez Hamas Gazie, jak i w Autonomii Palestyńskiej są obozy dla uchodźców z obywatelami już nie drugiej, a piątej kategorii, o których prawa Zachód nigdy się nie upominał.

Palestyńczycy są więźniami arabskiego antysemityzmu. Tresowani do nienawiści, szczuci do nienawiści i kochani wyłącznie jako mordercy Żydów.

W innym liście otwartym (reakcji się nie doczekałem) proponowałem Lechowi Wałęsie, żeby zgłosił do Pokojowej Nagrody Nobla kandydaturę wspaniałego palestyńskiego lekarza z Gazy, autora książki Nie będę nienawidził, pewnie o nim nigdy nie słyszałeś, „Gazeta Wyborcza” nigdy o nim nie pisała. [ 1 ] Nawet dla Smoleńskiego byłoby to zbyt trudne.

A więc, czy konflikt izraelsko-palestyński jest centralną kwestia Bliskiego Wschodu, czy tym problemem są ci, którzy chcą, żeby Palestyńczycy zostali na zawsze więźniami muzułmańskiej nienawiści?

Postawmy to pytanie inaczej, czy dla muzułmanów wojna z Izraelem jest wojną religijną i czy chrześcijański  Zachód (wraz z jego lewicą laicką) opowiedział się w tej wojnie po stronie wyznawców Allaha?

Dla założyciela Bractwa Muzułmańskiego Hassana al-Banny to pytanie byłoby absurdalne. Dla niego było oczywiste, że sprawa Izraela to wojna z Żydami, która może się skończyć tylko po zabiciu ostatniego Żyda.

Co mówią jego następcy? Naczelny kapłan tego Bractwa mówił, że kolejny Holocaust będzie z ręki wiernych. Posłuchaj co mówił:

Może wolałbyś usłyszeć podobne wypowiedzi z ust obecnego przewodnika generalnego Bractwa Muzułmańskiego? Obsługująca ten region Marta Urzędowska z pewnością oszczędzi Ci tak drastycznych rzeczy, by nie zakłócać obrazu umiarkowanego Bractwa Muzułmańskiego.

Kusi mnie, żeby dać tu linki do pięciu, czy dziesięciu filmów z wypowiedziami kapłanów i polityków, ale muszę zachować umiar, powiem tylko, że zwrot „O Allahu, zabij ich co do jednego” powtarza się w nich z wielką regularnością.

Czy pamiętasz Adamie obrzydliwą atmosferę w Polsce po wojnie sześciodniowej na Bliskim Wschodzie? Władysław Gomułka zżymał się na tych, którzy odważali się wyrażać radość z powodu tego, że Żydom po raz kolejny udało się uniemożliwić próbę wymordowania ich. Czy pamiętasz jego wykrzywioną twarz, krzyczącą „Polak ma tylko jedną ojczyznę”. Antoni Słonimski odpowiedział na to z gorzką ironią: „Rozumiem, ale dlaczego to musi być Egipt?”

Czy zadałeś sobie kiedyś trud prześledzenia arabskiej propagandy w dniach poprzedzających tę wojnę? Sytuacja międzynarodowa odwróciła się, Związek Radziecki zbroił Egipt, Syrię, Irak i kilka innych krajów. Francja odważnie dostarczała broni Izraelowi.

Czy w obliczu otwarcie zapowiadanej zagłady pojawiły się na Morzu Śródziemnym jakieś amerykańskie lotniskowce, a może Brytyjczycy postawili Egiptowi ultimatum, może ONZ wzmocnił swoje siły pokojowe na Synaju? Nic z tych rzeczy, Związek Radziecki zagrzewał do wojny, reszta świata przyglądała się z zaciekawieniem.

A co zapowiadano? Spójrz na trzy karykatury z krajów arabskich opublikowane w przeddzień tej wojny:

Czy znasz słowo nakba, Adamie? To ciekawe arabskie słowo, oznacza ono klęskę i uczucie upokorzenia po nieudanej próbie wymordowania Żydów. To ważne słowo Adamie, osobliwy klucz do dzisiejszego świata. Po każdej nieudanej próbie wymordowania Żydów rośnie uczucie upokorzenia i natychmiast rozpoczynają się przygotowania do następnej takiej próby.

„Gazeta Wyborcza” prezentuje premiera Netanyahu jako polityka żądnego krwi, stojącego na drodze do pokoju. Nie pamiętam, żeby ta gazeta cytowała kiedykolwiek jego słowa: „Kiedy Arabowie odłożą broń, następnego dnia będzie pokój, kiedy Izraelczycy odłożą broń, następnego dnia przestaną istnieć”.

Czy te słowa ilustrują rzeczywistość, czy są, jak to ładnie nazywają dziennikarze Twojej gazety „retoryką”?

Świat islamu jest podzielony, liczba muzułmańskich ofiar z rąk muzułmanów liczy się w milionach ludzkich istnień. Świat islamu „łączy” tak naprawdę tylko jedna sprawa, wściekły, obłędny antysemityzm. Kiedy gniew ludu obraca się przeciw dyktatorowi, padają zarzuty, że był kryptosyjonistą i współpracował z Izraelem. Musiałeś widzieć karykatury Mubaraka i Kaddafiego z gwiazdą Dawida na czole, syryjska opozycja zarzuca Assadowi współpracę z Izraelem, a Assad zarzuca syryjskiej opozycji, że jest wspierana i zbrojona przez Izrael. Iran zarzuca krajom arabskim, że są uległe wobec Izraela i próbuje pozyskać zwolenników w tych krajach, przekonując, że dla nich wymordowanie Żydów jest świętym obowiązkiem. Szalony świat, w którym nieliczni liberałowie próbują wzywać do opamiętania. Czy ktoś ich słyszy? Czy to na nich koncentrujemy naszą uwagę?

I znów gorzka uwaga — nie pamiętam, żeby „Gazeta Wyborcza” zechciała udzielić swoich łam tym autorom opozycji egipskiej, irańskiej, libańskiej czy tureckiej, którzy nawołują do opamiętania.

Co się stało? Dlaczego niemal cała zachodnia inteligencja zaczęła opowiadać się po stronie otwartych, nie kryjących swoich zamiarów zwolenników ludobójstwa? Dlaczego ambicją zachodnich intelektualistów stała się otwarta lub dyskretna obrona Hamasu, Hezbollahu, Bractwa Muzułmańskiego, irańskich dyktatorów i każdego kto deklaruje gotowość wymordowania Żydów?

Twoi dziennikarze nie są w żaden sposób oryginalni, maszerują w karnym szeregu idących za obowiązującą dziś w świecie modą. Jest oczywiście różnica między Kostkiem Gebertem a Robertem Stefanickim, ale są to drobne różnice stylu i osobistej kultury. Duch jest ten sam jaki widzimy w BBC, w „Guardianie”, w wielu gazetach francuskich, holenderskich, czy belgijskich. Tego ducha bodaj najlepiej oddaje tytuł informacji w „Gazecie Wyborczej” o zamachu terrorystycznym na granicy egipsko-izraelskiej. Tytuł waszej notki brzmiał: „Izraelski samolot zaatakował pojazd, który wjechał od strony Egiptu”. Islamiści zaatakowali egipski posterunek graniczny, zamordowali 16 żołnierzy egipskich, ukradli dwa wojskowe pojazdy, którymi próbowali wjechać na teren Izraela, a Twoja gazeta pisze: Izraelski samolot zaatakował pojazd, który wjechał od strony Egiptu!

Odpowiesz, że w kolejnych dniach naprawiono ten błąd informując obszernie o tym incydencie. Adamie, ja piszę o duchu informowania o konflikcie, który z wielu powodów zdominował umysły współczesnego świata.

Jednym z najbardziej antysemickich miast dzisiejszej Europy jest Malmoe. Mieszkający w tym mieście Żydzi pospiesznie pakują walizki, szukając innego miejsca na ziemi ze względu na zagrożenie życia. Szwedzka prasa donosi o tym niechętnie, władze odwołują spotkania z izraelskim sportowcami, doniesienia na temat konfliktu na Bliskim Wschodzie często są tu takie, że artykuły Stefanickiego, Zawadzkiego czy Urzędowskiej należałyby do wyjątkowo obiektywnych.

Kiedy w 1971 roku przyjechałem na dworzec w Malmoe witał nas tam Natan Tenenbaum z zabawnym transparentem: „Wychodźstwo Starozakonne wita ostatniego arianina Rzeczpospolitej”. Zostawiałem za sobą zatęchła atmosferę polskiego antysemityzmu, który w tamtych czasach miał ohydną gębę najwyższych władz państwowych.

Szwecja tamtych czasów nie tylko wolna była od antysemityzmu, ale wyznaczała wzory moralne, jako kraj otwierający swoje granice dla prześladowanych.

Z pewnym zażenowaniem reagowałem, kiedy nazywano mnie uchodźcą politycznym. Nie byłem zdecydowany na otwartą walkę i ewentualne więzienie, nie byłem również gotowy na konformizm wobec tamtych władz w Polsce. Wyjechałem, bo chciałem żyć normalnym życiem. Na Ciebie i innych patrzyłem z niekłamanym podziwem i uważałem, że moim obowiązkiem jest poświęcenie części tego mojego normalnego życia w Szwecji na informowanie świata o waszych działaniach i o waszych losach. Po szwedzkiej stronie cudownych partnerów znalazłem w Amnesty International. Tamtej Szwecji już nie ma. Drogi moich dawnych przyjaciół poszły w różne strony. Jeden z nich widząc na tablicy ogłoszeniowej spółdzielczego domu towarowego dumny napis, że spółdzielnia bojkotuje żydowskie (przepraszam, izraelskie) towary, robi wściekłą awanturę, była przyjaciółka próbuje nas przekonać, że Izrael jest państwem apartheidu, mającym tysiące więźniów politycznych i że jest największym zagrożeniem dla pokoju na świecie.

Próbuję zrozumieć co się stało, jak ludzie, w których inteligencję i uczciwość nie mogę wątpić, wylądowali wśród sympatyków morderców i zwolenników ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej?

Nie mam na to pytane jednoznacznej odpowiedzi, ale bez wątpienia częścią wyjaśnienia jest skradziony autorytet moralny. ONZ miała być w założeniach autorytetem moralnym tego świata. Antoni Słonimski był przedstawicielem Polski kiedy kładziono powojenne zręby tej organizacji. Jego teksty z tamtego okresu tchną pięknym, naiwnym romantyzmem. Założyciel Amnesty International chciał tak niewiele, aby świat dowiadywał się o prześladowaniach tych, których uwięziono za ich poglądy, dziś jego organizacja wykorzystuje nagromadzony autorytet dla otwartego popierania terrorystów . Założyciel Human Rights Watch wycofał z niej swoje nazwisko i założył nową organizację, ponieważ ludzie, którzy przejęli założoną przez niego organizację, sprzeniewierzyli się jej pierwotnym celom.

Mam wrażenie, że wielu uczciwych ludzi pogubiło się w tym wszystkim ufając skradzionym autorytetom moralnym. Jednym z moich wielkich zawodów jest BBC, korporacja, która przez dziesięciolecia tworzyła standardy dziennikarskiej rzetelności. (Złośliwa anegdota głosiła, że Orwell nigdy na własne oczy nie widział żadnego totalitarnego kraju, ale pracował w BBC, więc miał doświadczenie z pierwszej ręki.)

Jednym z najważniejszych źródeł autorytetu moralnego „Gazety Wyborczej” były i nadal są życiorysy jej założycieli. W czasach gdy świat ponownie stanął na rozdrożu, lament nad losem umarłych nie zastąpi uczciwości intelektualnej wobec żywych.

W ubiegłą sobotę przesłałem Ci mail, w którym pisałem:

Drogi Adamie,
Wczoraj czołowe postaci Iranu zapowiedziały szybką likwidację Izraela, Sekretarz Generalny Hezbollahu oświadczył, że jego organizacja jest zaopatrzona w broń, która umożliwi śmierć dziesiątków tysięcy mieszkańców Izraela. Informacje o tym publikowałem wczoraj. Dziś New York Times poinformował o tym w notce na dalszych stronach, BBC, Guardian wcale, Ban Ki-Moon wspomniał, czytelnik „Gazety” nie miał szans się o tym dowiedzieć. Czy zapowiedź szybkiego ludobójstwa jest warta wspomnienia? Czy zniekształcenia informacji na temat konfliktu na Bliskim Wschodzie, które znajdujemy w „Gazecie Wyborczej” są groźniejsze niż te na stronach lewaków i neonazistów? Moim zdaniem tak. Uczciwy człowiek Wam wierzy. Tych zniekształceń jest u Was niestety bardzo dużo, w postaci przemilczeń, w postaci jednostronnej informacji ludzi, którym się wydaje, że jeśli dają informacje islamistów i zrównoważą ją informacją z Haaretz, to już są uczciwi.
Gdybyś chciał się dowiedzieć co się stało wczoraj w Teheranie to możesz to przeczytać tu. (Jest to link do naszego tekstu pod tytułem: „Iran — eliminacja Izraela jest bliska i bardziej możliwa niż kiedykolwiek”. ) Z Twojej gazety tego się nie dowiesz.
Otworzyłem dziś „Gazetę” i znalazłem Twój tekst o godności. Jak zawsze ciekawy, a jednak wolałbym, żeby najlepsza gazeta w tym kraju była lepszym źródłem informacji o świecie.
Serdeczne pozdrowienia

Andrzej

W poniedziałek przeczytałem w „Gazecie Wyborczej” artykuł Roberta Stefanickiego pod znamiennym tytułem: „Wystraszony Iran chce nastraszyć Izrael”. Wytłuszczony początek głosi:

Istnienie Izraela to obraza dla ludzkości — twierdził prezydent Iranu Mahmud Ahmadineżad. Irańscy przywódcy zaostrzają retorykę w odpowiedzi na groźby ataku, którymi szermują politycy z Izraela. Komentatorzy twierdzą jednak, że ta wojna nie wybuchnie.

W dalszej części artykułu autor cytuje niektóre wypowiedzi irańskiego prezydenta określającego Żydów jako „skorumpowaną nieludzką mniejszość sprzeciwiającą się wszystkim boskim wartościom”, stwierdzającego, że „stawianie czoła istnieniu tego sztucznego tworu syjonistycznego jest równoznaczne z obroną praw i godności wszystkich istot ludzkich”. Autor cytuje również słowa Najwyższego Przywódcy Alego Chameinego, że syjonistyczna rakowata narośl pozostaje największym problemem wszystkich muzułmanów i niebawem zniknie z pejzażu regionu.

Och, to stały rytuał, uspakaja nas dziennikarz „Gazety Wyborczej” i nie warto by było zwracać na te słowa uwagi, gdyby nie rosnące napięcie między Iranem a Izraelem.

Czy nie sądzisz, drogi Adamie, że mieszkańcy Izraela, którzy trzykrotnie bronili się przed ostateczną zagładą z rąk połączonych armii państw arabskich, mieszkańcy tego kraju liczącego niespełna 8 milionów ludności, na który tylko w tym roku spadło blisko 400 rakiet, którzy codziennie słyszą wezwania do anihilacji swego istnienia, mogą mieć na ten temat inne zdanie i że jest to dziennikarstwo, delikatnie mówiąc, łajdackie?

Czytajmy jednak dalej. Dziennikarz „Gazety Wyborczej” daje odpór (pamiętasz jak modne było to słowo w Polsce w 1968 roku w kręgach moczarowskich siepaczy?). Stefanicki pisze:

„Bloger w USA opublikował izraelskie plany zaatakowania Iranu: wojna zacznie się od cyberataku, następnie pociski balistyczne uderzą w irańskie instalacje nuklearne i centra dowodzenia, izraelskie myśliwce dokończą dzieła”. I następnie ten dziennikarz dodaje: „Zdaniem komentatorów publikacja była kontrolowanym przeciekiem z Jerozolimy”.

Ten tajemniczy bloger to Richard Silverstein, dość dobrze znany ze swoich antyizraelskich wystąpień, który wiele razy podawał kłamliwe informacje. Ta zaś oparta była na swobodnych dywagacjach innego blogera i nie miała nic wspólnego z żadnymi „przeciekami z Jerozolimy”.  Dziennikarz „Gazety Wyborczej” miałby przynajmniej dość przyzwoitości, żeby podać źródło. Użyj jednak wyobraźni, czy sądzisz, że władze Izraela chciałyby puszczać tak doskonałe plany, zdradzając swoją wyuzdaną taktykę? Jeden żałosny kłamca podpiera się innym żałosnym kłamcą i Twoja gazeta to publikuje.

Zostawmy Roberta Stefanickiego, wszystkie głosy na temat tego konfliktu są w „Gazecie” w podobnym duchu. Niemal wszystkie prezentują konflikt na Bliskim Wschodzie tak jakby były tam dwie strony, krzywdzeni muzułmanie i krzywdzący ich Żydzi. Palestyńczycy będący największą ofiarą współczesnego antysemityzmu, są dziś nosicielami najpotężniejszego ładunku nienawiści. Te różnice są jednak na granicy błędu. Głęboko niechętny stosunek do Żydów w Autonomii wynosi 97 procent, w Jordanii 97 procent, w Egipcie 95. Tylko izraelscy Arabowie mniej chętnie nienawidzą Żydów (35 procent).  Trudno się dziwić Palestyńczykom, ich życie od kołyski jest przygotowaniem do roli morderców.

Kończąc ten list chciałbym Ci pokazać krótki film z Iranu. Na tym filmie podczas wiecu nienawiści do Izraela, duchowny wzywa do wojennego okrzyku Allahu Akbar. Tłum milczy, tłum nie daje się podbechtać, w końcu przekazująca to na żywo telewizja puszcza muzykę.

Być może Adamie pora wsłuchać się w milczenie tego tłumu.

Drogi Adamie,

Nie wiem, czy kiedykolwiek przeczytasz ten list. Atmosfera lat trzydziestych powróciła i znów na prawo i lewo widzimy obłędną gębę morderczego antysemityzmu. Obrońcy osobliwej moralności próbują nas przekonać, że maleńki Izrael jest supermocarstwem zagrażającym światu. Egipski pisarz, żałuje, że jest już stary i nie może sam stanąć do walki, ale przekonuje, że strata dziesięciu milionów Egipcjan nie byłaby zbyt wielka, żeby uwolnić świat od Żydów.

On i wielu innych wierzą, że z pomocą Allaha, któregoś dnia to się wreszcie uda. Wątpię w pomoc Allaha, ale pomoc Zachodu dzielnie zbrojącego coraz liczniejsze armie arabskie jest widoczna gołym okiem. Pomoc tych, którzy otwarcie lub dyskretnie opowiadają się po stronie nienawiści, widoczna jest dla nielicznych. Najbardziej przekonujące są skradzione autorytety moralne, te bowiem przekonują ludzi uczciwych, kierujących się szlachetnymi intencjami.

Czy ludzie tacy jak Ty zdążą się ocknąć i czy usłyszymy ich głos? Nie wiem. Trudno w tej sprawie o optymizm. Musiałem jednak ten list napisać.
*Pierwsza publikacja w portalu “Racjonalista” , 22 sierpnia 2012r.

Uzupełnienie

Odpowiedzi od Adama Michnika nigdy nie dostałem, ale wiem, że ten list krążył wśród dziennikarzy  “Gazety Wyborczej”. Napisał do mnie Mariusz Zawadzki przekonując mnie, że jego łajdactwo to czysta cnota. Całkiem niedawno miałem długą i początkowo przyjazną wymianę zdań z Pawłem Smoleńskim, przyjazny ton się skończył, kiedy napisał obrzydliwy tekst po śmierci Ariela Szarona (piszę o tej naszej wymianie zdań w artykule pt.: Mała rzecz o brzydocie łajdactwa.  Z przyjemnością muszę odnotować, że dziś moje uwagi o artykułach Marty Urzędowskiej są niesprawiedliwe. Odnoszę wrażenie, że ta dziennikarka przeszła przez te dwa lata bardzo pozytywną ewolucję i nie  tylko widzi, ale i rozumie z tamtej rzeczywistości znacznie więcej, a co więcej, stara się uczciwie to prezentować.

Adam Michnik od dawna jest już tylko honorowym Naczelnym. Naczelnym Redaktorem tego dziennika jest Jarosław Kurski. Naczelny to twarz pisma, profil każdego pisma jest kształtowany przez jego redaktora naczelnego. Tak więc wszystkie świństwa, kłamstwa i brednie są jakoś powiązane z twarzą Jarosława Kurskiego. Żyjemy w czasach, w których brunatna fala wzrasta, a zwyczajna uczciwość staje się czymyś w niektórych kręgach zgoła wstydliwym.

Dobrzyń nad Wisłą, 14 lutego 2014r.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com